O prymacie wolności słowa nad ochroną dóbr osobistych

Po opublikowanym kilkanaście dni temu tekście poświęconym ulepszaczom opinii internetowych przyszło mi udzielić parę interesujących porad prawnych w zakresie odpowiedzialności e-usługodawców za komentarze poczynione przez użytkowników ich usług — a także odpowiedzialności samych osób komentujących. (Interesujące, że zbiegło się to z kontrofensywą prawników reprezentujących spółkę Pomocna Pożyczka sp. z o.o. (d. PKF Skarbiec sp. z o.o.) — wprawdzie prokurator zaczyna coraz poważniej deptać im po piętach, ale wychodzi na to, że lepiej dziś nie prowadzić forum internetowego o bankowości, którego użytkownicy wymieniają się poglądami i poradami nt. jak sobie poradzić z niespecjalnie uczciwymi praktykami Pomocnej Pożyczki).
Większość spraw wyglądała dość standardowo — do nadwrażliwości przedsiębiorców, którzy uważają, że każda krytyka jest bezprawna i narusza ich dobra osobiste, zaś klient ma prawo tylko zapłacić (zaś konsument niezadowolony ma prawo zacisnąć zęby) zdążyłem się przyzwyczaić — jednak jedno zagadnienie zmusiło mnie do poszukania poważnej odpowiedzi na pytanie, na które podświadomie potrafiłem odpowiedzieć od zawsze.
powódź we Wrocławiu 2010 r. wysoka woda na Osobowicach pod mostem kolejowym Popowice-Osobowice PS ten most kolejowy Popowice-Osobowice już nie istnieje - w latach 2012-14 został całkowicie przebudowany
Nieistniejący już most kolejowy na Odrze we Wrocławiu, zdjęcie z maja 2010 r. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-3.0
Jest to pierwszorzędne pytanie o hierarchię wartości: czy w sporze, w którym waży się ochrona dobrego imienia osoby i wolność słowa innej osoby — ma z definicji górę brać któraś z tych zasad? Czy zatem podniesienie nienaruszalnej, przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka do rangi fundamentu konstytucyjnych praw i wolności (art. 30 ustawy zasadniczej) usprawiedliwia spotykany niekiedy pogląd, że w przypadku konfliktu tego rodzaju ważniejsza okazuje się ochrona dóbr osobistych. Słowem: czy znak równości w zdaniu
 

godność z art. 30 konstytucji = dobra osobiste z art. 23 kc

jest tam uprawniony, czy jednak jest to zwulgaryzowanie konstytucyjnego pojęcia godności poprzez sprowadzenie do rangi super-normy cywilistycznej?
A może nieco inaczej — może owa godność nie jest synonimem czci i dobrego imienia, a dzięki temu może stać się także oparciem dla innych konstytucyjnych wartości, takich jak: wolność słowa, prawo do prywatności, równość wobec prawa, ochrona własności etc.? Może to właśnie zapisana w art. 30 konstytucji godność pozwala nam m.in. swobodne na głoszenie różnych poglądów, krytykę niepożądanych zjawisk i zachowań (władzy, przedsiębiorców, innych osób)? Może właśnie dzięki temu prawu praw mogę sobie tutaj pisać, a P.T. Czytelnicy mogą mnie surowo krytykować? Może to właśnie dzięki godności powinniśmy mieć prawo narzekać do woli, krytykować i pomstować — nie obawiając się nieuzasadnionych represji (czyli do momentu bezprawnego naruszenia dóbr osobistych)?
Może zatem stawianie znaku równości jak w poprzednim akapicie dowodzi nadmiernego uproszczenia w wykładni litery ustawy zasadniczej — a to dlatego, że skoro godność jest fundamentem  w s z y s t k i c h  praw i wolności, to także i tych, które potencjalnie mogą godzić w dobre samopoczucie niektórych osób?
To są trudne pytania i na pewno nie zamierzam udzielać tutaj ex cathedra odpowiedzi — prędzej chciałbym zachęcić P.T. Czytelników do dyskusji w komentarzach ;-)
Niemniej w poszukiwaniu odpowiedzi dla siebie samego trafiłem niedawno na interesujący wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 12 lutego 2014 r. (I ACa 1247/13) wydany w sprawie, w której naruszenie dóbr osobistych miało nastąpić poprzez publiczne wygłoszenie opinii, cytuję „Pan Prezes B. trzyma się metod sprzed 20 albo 30 lat”, „podstępnie i nie wiadomo w jakim celu, bo drugie postanowienie jest z pieczątkami jakimiś zamazanymi o wykonalności”, „My też występujemy do Sądu z różnymi pozwami i jakoś nasze są rozpatrywane po miesiącu, po dwóch. A Pan B. przez tydzień czasu uzyskuje postanowienie, które naszym zdaniem podstępnie jest zdobyte”. (Przepisuję za wyrokiem nie bez kozery, bo pasuje do mojej krytycznego poglądu o idiotyczności wyroków z cyklu „nie można o kimś powiedzieć per oszust, póki nie ma prawomocnego orzeczenia”. Bo jak: nie mogę krowy nazwać krową, póki nie mam na to wyroku?)
Opinie te, jak widać, na pewno miały charakter ocenny, bardzo krytyczny, do tego miały postać informacji o rzekomych faktach — i to w sposób, który powód uznał za godzący w jego dobra osobiste, w szczególności jako groźba utraty zaufania w społeczności lokalnej. Tak też przyjął działający w pierwszej instancji Sąd Okręgowy, zasądzając co tam chciał powód i nie znajdując przesłanek wyłączających bezprawność naruszenia dóbr osobistych.
A w apelacji… najlepszy jest akapit z uzasadnienia, który pozwolę sobie przywołać jako podsumowanie felietonu (wytłuszczenie ode mnie):

Przy ocenie czy w danej sytuacji doszło do naruszenia dóbr osobistych określone wypowiedzi należy badać tak z punktu widzenia kontekstu sytuacyjnego (biorąc pod uwagę miejsce, formę, czas i cel wypowiedzi), w którym zostały one użyte, jak również mając na uwadze pewien obiektywny miernik pozwalający na ustalenie czy granice wypowiedzi nie zostały przekroczone tak, że konkretna wypowiedź spowodowała naruszenie dóbr osobistych strony powodowej, w tym przypadku dobrego imienia i czci. W praktyce te granice są bardzo nieostre, co powoduje, że sąd musi bazować tu na własnym poczuciu dobrego smaku i rozsądnej ocenie. Im większa społeczna waga sprawy, tym zakres dopuszczalnej krytyki jest większy. W razie wątpliwości wolność słowa powinna jednak uzyskać pierwszeństwo.

Dedykuję zarówno Pomocnej Pożyczce sp. z o.o., która zdecydowanie powinna poszukać sposobu na poprawę reputacji w zwiększeniu liczby zadowolonych klientów, jak i różnym zawodowym polepszaczom tejże reputacji, którzy za pieniądze potrafią napisać najbardziej niedorzeczne wezwanie.