Przypomnienia o konieczności przedłużenia ochrony znaku towarowego od Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o.

Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych
Na wyspecjalizowanym rynku „dziwnych pośredników” pojawił się nowy gracz: Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o.
Najpierw garść faktów o spółce: spółka ma siedzibę w Warszawie, pl. Piłsudskiego 3 (po przeprowadzce z Wrocławia), a w rejestrze figuruje pod numerem KRS 0000389971. Spółka ma kapitał zakładowy w wysokości 5000 złotych, a wyłączną wspólniczką jest Pani Mari Susanna Marila (będąca także jedyną członkinią zarządu). Pod adresem internetowym aztwu.pl znajduje się informacja o rejestratorze domeny, jest nim Gandi.net. Najciekawiej z tego wszystkiego wygląda chyba logo czy też stempel spółki, który pozwalam sobie zreprodukować (naprawdę bardzo mi się podoba, wyjąwszy idiotyczny skrót „AZTWU”).
Spółka zajmuje się… według Krajowego Rejestru Sądowego zajmuje się praktycznie wszystkim (górnictwo ropy naftowej, przesyłanie energii elektrycznej, roboty budowlane, badanie rynku, etc.). Mnie się jednak rzuciło w oczy przypomnienie o mijającym prawie ochronnym na znak towarowy i możliwości przedłużenia tego okresu kolejne 10 lat — pod warunkiem uiszczenia wynagrodzenia w kwocie 1190 złotych netto.
A tak to wygląda w naturze:
Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych
Zresztą Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o. nie tworzy tu odpłatnych mirażu katalogów internetowych — w treści zlecenia jest wyraźne odniesienie do ochrony uzyskanej dzięki stosownej rejestracji w Urzędzie Patentowym RP, jak i informacja, że jeśli nie przedłużę ochrony, to prawa do znaku wygasną.
Wszystko to jest święta prawda: okres ochrony dla tego znaku towarowego za rok się kończy, muszę o tym pamiętać — i wystąpić do Urzędu Patentowego RP ze stosownym wnioskiem o przedłużenie. Będzie to kosztowało kilkaset złotych, bo opłaty za przedłużenie prawa ochronnego są wyższe niż od rejestracji nowego znaku. Wniosek podpisze prezes zarządu; nie mogę zrobić tego ja, ponieważ udzielona mi prokura jest prokurą łączną z członkiem zarządu, natomiast ze względu na brzmienie art. 236 ust. 1 prawa własności przemysłowej nie mogę — nawet jako pracownik etatowy Money.pl sp. z o.o. — otrzymać pełnomocnictwa do udziału w postępowaniu przed UPRP.
No właśnie, art. 236 ustawy prawo własności przemysłowej, aż prosi się o zacytowanie w całości:

1. Pełnomocnikiem strony w postępowaniu przed Urzędem Patentowym w sprawach związanych z dokonywaniem i rozpatrywaniem zgłoszeń oraz utrzymywaniem ochrony wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych, znaków towarowych, oznaczeń geograficznych i topografii układów scalonych może być tylko, z wyjątkiem ust. 2, rzecznik patentowy.

2. Pełnomocnikiem osoby fizycznej, z zastrzeżeniem ust. 3, może być również współuprawniony, a także rodzice, małżonek, rodzeństwo lub zstępni strony oraz osoby pozostające ze stroną w stosunku przysposobienia.

3. Osoby niemające miejsca zamieszkania lub siedziby na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej mogą w sprawach, o których mowa w ust. 1, działać tylko za pośrednictwem rzecznika patentowego.

Z treści zlecenia nie sposób wywnioskować jaką rolę Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o. — która nie jest kancelarią rzeczników patentowych (chociaż przepisy ustawy o rzecznikach patentowych warunkowo zezwalają na prowadzenie kancelarii rzeczników patentowych w formie spółki kapitałowej (art. 5 ust. 1 pkt 5) — widzi dla siebie w procedurze uzyskania przedłużenia okresu ochronnego. Prawdę mówiąc początkowo odniosłem wrażenie, że spółka zamierza cudować z pełnomocnictwem, co mogłoby się skończyć bardzo źle (dla wnioskodawcy zamierzającego przedłużyć sobie ważność znaku towarowego).
Na szczęście mój wzrok padł na odwrotną stronę formularza, na którym bardzo bladą czcionką wydrukowano „regulamin usługi i serwisu przedłużenia czasu prawa ochronnego znaków towarowych”.
Z dokumentu wynika, że w ofercie nie ma ściemy — o tyle, że nie jest to żadne cudowanie z lewymi pełnomocnictwami. Administracja Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o. nie obiecuje niczego więcej nad „świadczenia pomocy administracyjnej podczas procedury związanej z przedłużeniem czasu ochronnego na znak towarowy (wypełnianie odpowiednich formularzy oraz  wniosków, instrukcji oraz danych związanych z opłatami urzędowymi)”. Spółka zastrzega przy tym, że nie udziela porad prawnych i nie występuje jako jej przedstawiciel przed organami państwowymi. Toteż nie powinno dziwić, że w regulaminie zastrzeżone zostało, iż usługodawca nie jest zobowiązany do sprawdzenia czy znak towarowy „kaleczy” (sic!) prawa osób trzecich lub znajduje się w konflikcie spornym z nimi.
Co istotne: regulamin nie mówi nic o kwestii czy owe 1190 złotych netto obejmuje także opłatę za przedłużenie prawa do znaku (która to opłata powinna pójść na rachunek Urzędu Patentowego RP). Pojęcia związane z jakimikolwiek należnościami wpłacanymi przez klientów są raczej traktowane dość lekko: raz jako „wynagrodzenie”, po chwili „opłaty”, a jeszcze dalej jako „honorarium” — aby wreszcie stać się „karą”, ale to tylko wówczas, gdy „wynagrodzenie nie może zostać zarządane (sic!)”). Niemniej biorąc pod uwagę całość jego postanowień: mocno w to wątpię. Po pierwsze przy takich stawkach opłat marża usługodawcy byłaby naprawdę niewielka, a po drugie — to chyba logiczne? — gdyby w tych 1190 złotych netto była także opłata dla UPRP, to usługodawca chyba by się tym ładnie i głośno pochwalił?
Reasumując: jeśli ktoś uważa, że nie da sobie rady samemu z rejestracją lub przedłużeniem znaku towarowego w Urzędzie Patentowym, to może i można zapłacić Administracji Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych sp. z o.o. te 1190 złotych netto i mieć problem z głowy (?). Jednak na pewno nie jest to trudne, więc połowa przedsiębiorców jednak sama sobie poradzi — a druga połowa na pewno znajdzie tańszą ofertę.
Zresztą zawsze można pójść do jakiegoś rzecznika patentowego, który zrobi to samo, zwykle taniej — a na pewno załatwi sprawę od razu w urzędzie (na podstawie udzielonego mu pełnomocnictwa). A jakby coś nie poszło będzie się z kim spierać — bo Administracja oczywiście skwapliwie wyłącza wszelką odpowiedzialność (w tym jej regulaminie).
  • "zarządane"? To coś od zarządu? :)

  • No właśnie nie wiem :) Na wszelki wypadek poprawiłem w tekście — żeby było jasne, że to "rz" to nie mój pomysł :)

  • Olgierd<br />Ech, niedługo to będą się przed Tobą ostrzegać. Albo przestaną wysyłać do money.pl takie papierki :)

  • Mam nadzieję, że to się nigdy nie zdarzy — ta korespondencja to są istne samograje ;-)

  • Dokładnie tak :)

  • Usher

    Czyli mamy copyright trolling w nowej odsłonie.

  • No na swój sposób. Chociaż niewątpliwie &quot;Administracja&quot;:<br /><br /><br />- nie wciska swojego własnego rejestru (płacisz tysiaka za wpis w kompletnie idiotycznym internetowym spisie),<br />- nie namawia do rejestracji czegokolwiek (to jest domeną domeniarzy).<br /><br /><br />Tu jest po prostu &quot;dość wygórowana&quot; opłata za przygotowanie wniosku, którym i tak będzie musiał zająć

  • A to chytre, przyznam, że nie słyszałem nawet o czymś takim — przechwytywaniu domen pod pozorem wsparcia w ich przedłużeniu. No nic, korzystanie z usług pośredników zawsze obarczone jest pewnego rodzaju ryzykiem — ale co zrobić?

  • Usher

    Faktycznie sprawy dokładnie takie nie trafiają się często, a i nie jest o nich głośno, bo dotyczą raczej początkujących, np. osoby prowadzące działalność gospodarczą czy małe firmy, które dały się namówić na &quot;profesjonalną obsługę&quot; do tej pory samodzielnie zarządzanych witryn. Częściej zdarza się, że domeniarze zachęcają małe lub średnie firmy do wykupu kolejnych domen, które właśnie