Co WSA myśli o skutkach orzeczenia Trybunału w sprawie „janosikowego”

W kontekście sygnalizowanego wczoraj w prasie wyroku warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, na mocy którego Mazowsze nie musi płacić 200 milionów złotych janosikowego — ciekawa sprawa: czy kroi się nam jakiś spór między sądownictwem administracyjnym a Trybunałem Konstytucyjnym?
W dużym skrócie: w sprawie idzie o to, że wyrokiem z 4 marca 2014 r. (K 13/11) Trybunał uchylił wprawdzie parę przepisów ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego — jednak identycznie jak w przypadku skrytykowanego przeze mnie orzeczenia o inwigilacji obywateli przez służby specjalne — odroczył wejście w życie wyroku o 18 miesięcy. Owszem, ma do tego pełne prawo, bo konstytucja prawo takie mu przydaje, jednak warto zauważyć, że konsekwencją skorzystania przez TK z uprawnienia do odroczenia w życie skutku uchylającego jest dalsze funkcjonowanie w obrocie przepisów, o których  j u ż   w i a d o m o , że są sprzeczne z konstytucją.
Tymczasem w poniedziałkowym wyroku (w chwili pisania tego felietonu nie ma go jeszcze w bazie orzeczeń) Wojewódzki Sąd Administracyjny miał stwierdzić, iż skoro kompetentny organ orzekł o niezgodności przepisów o janosikowym z ustawą zasadniczą, to nie mogą być one zastosowane w sprawie — a równocześnie WSA nie jest związany pomysłami Trybunału na wydłużenie życia normy.
Trudno powiedzieć jaki będzie dalszy los sprawy, w szczególności jak na materię zapatrywać będzie się Naczelny Sąd Administracyjny (bo że spór nie skończy się na tym etapie jestem całkowicie pewien), pomyślałem sobie, że jest to chyba niezły przyczynek do krótkiego przypomnienia kilku punktów zapalnych, które zaistniały w nie tak dalekiej przeszłości:
  • co było pierwsze: jajko czy kura? — tak chyba można skwitować najistotniejszy chyba spór o skutki orzeczenia TK w czasie, czyli: czy jeśli Trybunał dziś orzeknie o niekonstytucyjności przepisu, to czy o sprzeczności z ustawą zasadniczą możemy mówić dopiero „w przód”, czy też „od zawsze”? Zdaniem Trybunału — wyłącznie „w przód”, a wynika to (to moje złośliwe zdanie) chyba tylko z tego, że zdaniem sędziów TK nie ma sprzeczności bez wyroku. Moim zdaniem ten pogląd jest niewłaściwy (biorąc na logikę: skoro przepisu x nie da się pogodzić z konstytucyjną zasadą y, to chyba ten konflikt jest „od zawsze”? Jasne, nie chcę odbierać Trybunałowi kompetencji do kontroli konstytucyjności norm prawnych[1]) — takoż ocenia temat Sąd Najwyższy, który m.in. w wyroku z 9 sierpnia 2012 r. (sygn. akt V CSK 402/11) stwierdził, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego działają także wstecz, chyba że sam TK orzeknie inaczej;
  • owe wyjątki od ogólnej oceny skuteczności wyroków Trybunału Sąd Najwyższy wyłożył we wcześniejszym wyroku (z 20 kwietnia 2011 r., I CSK 410/10), gdzie podkreślono, że wyrok TK może działać „na przyszłość” w następujących przypadkach: (i) jeśli Trybunał w orzeczeniu wyraźnie tak postanowi, (ii) jeśli zgodnie z sentencją skutek wyroku ma być odroczony w czasie (czyli jak w przypadku „janosikowego”), (iii) jeśli przemawiają za tym inne istotne konstytucyjne wartości, jak na przykład ochrona praw nabytych;
  • innego rodzaju interesujący spór powstał wokół uchwały 7 sędziów Sądu Najwyższego dotyczącej możliwości uchylenia immunitetów sędziów orzekających podczas stanu wojennego. Otóż najpierw SN w uchwale z 20 grudnia 2007 r. (sygn. akt I KZP 37/07) wyraził pogląd, że sędziowie orzekający w 1982 r. pod rządami konstytucji z 1952 r. musieli stosować dekret Rady Państwa o stanie wojennym, bo nie mieli uprawnienia do oceny jego konstytucyjności (a chodziło o retroakcyjność prawa stanu wojennego) — na co Trybunał odpowiedział wydanym w pełnym składzie wyrokiem interpretacyjnym z 27 października 2010 r. (K 10/08), w którym zakwestionował uprawnienie SN do wydawania wykładni tego rodzaju. Idea wzajemnego szachowania się Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego orzeczeniami była chyba na tyle kontrowersyjna nawet dla niektórych sędziów TK, że aż 6 sędziów zgłosiło zdania odrębne;
  • tak czy inaczej w jeszcze innym orzeczeniu Sąd Najwyższy przyjął, że wyrok interpretacyjny Trybunału — czyli nie powodujący utraty mocy jakiegoś przepisu, lecz wskazujący jego „jedynie słuszny” sposób odczytywania — nie daje podstawy do wznowienia postępowania cywilnego (uchwała SN z 17 grudnia 2009 r., III PZP 2/09). Oznacza to, że w ten sposób Sąd Najwyższy ocenił, że sądy powszechne nie są związane wyrokami interpretacyjnymi, ponieważ prowadziłoby do ograniczenia niezawisłości sędziowskiej — a co zostało ocenione jako jeszcze jeden punkt zapalny między oboma organami (a mnie się wydaje, że SN o tyle ma rację, o ile wyroki interpretacyjne TK polegają na tolerowanej samowolce orzeczniczej; wystarczy sprawdzić w ustawie zasadniczej i okazuje się, że wśród uprawnień Trybunału nie wskazano wiążącej interpretacji przepisów prawa — działania bądź co bądź quasi-legislacyjnego).
No i teraz kolejny głos w dyskusji: Wojewódzki Sąd Administracyjny orzeka, że Mazowsze nie ma obowiązku oddawać „janosikowego”, chociaż Trybunał — odraczając wejście w życie skutku wyroku stwierdzającego niekonstytucyjność obowiązku dzielenia się pieniędzmi z uboższymi województwami — wolałby, by przepisy te jeszcze przez blisko rok funkcjonowały w obrocie prawnym. Warto zauważyć, że w tym przypadku WSA poszedł dalej nawet niż SN, który przecież wydaje się konsekwentnie twierdzić, że wyroki TK działają „w przód” jeśli sam Trybunał tak orzeknie.
Mnie się taka pryncypialność naprawdę bardzo podoba. Po prostu zgadzam się z poglądem, że jeśli przepis jest sprzeczny z konstytucją to nie powinien mieć zastosowania — i wywierać skutków na nasze życie — przez ani jeden moment, włącznie z odkręceniem tego, co się porobiło wcześniej.
[1] tj. oczywiście chcę — w moim projekcie konstytucji ;-) prerogatywą tą cieszy się Sąd Najwyższy