naTemat.pl czy Pomieszanie_z_Poplątaniem.pl? Czyli co zrobić jeśli wypowiedź „eksperta” nie pasuje do tezy dziennikarza?

Z zaciekawieniem czytam tekst „SA Wardęga słusznie na celowniku śledczych. Hit z psem-pająkiem mógł nie skończyć się happy endem” Krzysztofa Majaka w dzisiejszym naTemat.pl. Po pierwsze dlatego, że traktuje o prawie, po drugie mówi o ataku psa-mutanta-pająka, po trzecie wypowiedziałem się Krzysztofowi Majakowi do tekstu — a po czwarte doskonale pasuje do mojej tezy o bajaniu i podkręcaniu.
Narracja tekstu jest następująca: ktoś doniósł na Wardęgę do prokuratury w sprawie rzekomo popełnionego przezeń przestępstwa z art. 160 par. 1 kk —  bo któryś z (mimowolnych?) statystów mógł się przestraszyć i zrobić sobie krzywdę. No i dobrze się stało, bo ktoś musi ukrócić wreszcie wybryki Wardęgi (to chyba troszkę jak z ukróceniem głupawych wybryków pewnego BMW M3 — skoro nie da się go załatwić za to, co wyprawia na ulicach, to może chociaż coś w bankach się znajdzie?).
jeśli taka jest jakość dziennikarstwa w naTemat to ja wysiadam ;-)
O tym tekście mogliby wykładać na wydziałach dziennikarstwa.
Niestety, z przykrością stwierdzam, że w przypadku publikacji naTemat stałem się ofiarą tego, co najprościej można streścić jako: tniemy wypowiedzi aż wyjdzie co zakładał redaktor, zaś elementy niepasujące do zakładanej tezy wyrzucamy do kosza. Sęk w tym, że nijak — tj. bez twórczego cytowania — mojej odpowiedzi na pytania przesłane przez Krzysztofa Majaka nie da się podciągnąć pod założoną tezę, nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że w tekście pada wyraz „wątpliwości”.
Przechodząc do meritum: red. Majak przysłał do mnie trzy pytania, cytuję jak dostałem:
1. Czy zaskakuje Pana pozew do prokuratury?
2. Czy ludzie mają prawdo do odszkodowania?
3. Czy mógł się ubezpieczyć wardęga od tego?  (o ile to pytanie do Pana) 
Na pytanie nr 1 odpowiedziałem następująco (wytłuszczam sformułowania, które chyba dowodzą, że zdecydowanie wyśmiałem pomysł prowadzenia postępowania w sprawie filmiku o psie-mutancie-pająku):

Po pierwsze nic mnie już nie dziwi, skoro w sprawie „lania Ciechana” organy mogą sprawdzać (1) czy urzędnik skarbowy naruszył prawo rzekomo „ostrzegając” lokal przed skutkami podatkowymi happeningu, (2) czy może jednak ktoś się udawał tego urzędnika — to chyba tym bardziej trzeba było zająć się filmikiem Sylwestra Wardęgi, prawda?

Merytorycznie: czytam, że mowa jest o art. 160 par. 1 kk. Aby jednak można było zastosować ten przepis, musi zajść kilka przesłanek — człowiek musi być narażony na niebezpieczeństwo w sposób (1) bezpośredni oraz (2) musi być to narażenie utraty życia lub groźba ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zakładając nawet, że filmik o psie-pająku został skręcony „na żywca”, czyli nie brali w nim umówieni statyści, to cały czas mam wątpliwość, czy można tu mówić o *bezpośrednim* narażeniu na *ciężki* uszczerbek na zdrowiu.

Ale jeśli tak, to okazuje się, że mamy sposób na „Froga” ;-) bo na pewno nawet jeśli nie było groźby katastrofy, to chociaż istniało ryzyko owego narażenia na uszczerbek na zdrowiu ;-)

[Tu słowo wyjaśnienia: w ostatnim akapicie chodzi mi o to, że skoro można myśleć o ściganiu Wardęgi z art. 160 par. 1 kk, to kierowcę feralnego BMW M3 tym bardziej — więc po co lament policji i mediów?]
Natomiast na pytanie nr 2 moja odpowiedź brzmiała — to jest ten fragment, w którym „nie trzeba uciekać się do art. 160 kk”:

Jeśli ktoś odniósł rzeczywisty uszczerbek na zdrowiu lub wyrządzono mu szkodę w majątku, to zawsze istnieje taka możliwość. Niekoniecznie musi to jednak wynikać z faktu postawienia lub niepostawienia Sylwestrowi Wardędze jakichkolwiek zarzutów; sęk w tym, że obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody istnieje zawsze, jeśli wskutek jakiegoś zdarzenia komuś się coś stało. Przesłanką po temu może być oczywiście także przestrach i jego konsekwencje zdrowotne, albo ochrona dóbr osobistych.

Może się też okazać, że ze stosownym powództwem wystąpią odbiorcy tego filmiku, którzy usłyszeli o jakimś wielkim dziele polskiego twórcy, a tu się okazało, że to strata czasu (mógłby być to proces grupowy) ;-) Bo przecież do sądu można iść o wszystko — najwyżej sprawę się przegra.

[Odpowiedź na trzecie pytanie pomijam, bo nie ma tu znaczenia — też dlatego, że nie została przekręcona.]
Moim zdaniem całość kontekstu mojej wypowiedzi jest jasna — chociaż tradycyjnie ubrałem ją w nieco dowcipną formę: komuś coś się pomyliło, prokuratura oczywiście legalistycznie musi się tym zająć, natomiast o odszkodowaniu zawsze można pomarzyć, zwłaszcza jeśli komuś  r z e c z y w i ś c i e  coś się stało — chociaż większe ryzyko widzę w tym, że odbiorcy stwierdzą, że ten rewelacyjny filmik to zwykła ściema i wystąpią z pozwem zbiorowym. Najprościej rzecz ujmując: pomysł wyśmiałem.
W naTemat — moim ulubionym portalu plotkarskim — zrobiono z tego mądry tekst, z wypowiedziami ekspertów od pająków, prawnika, etc. No i ludzie teraz myślą, że nawet prawnik myśli, że Wardęga powinien siedzieć albo chociaż płacić… Płakać się chce.
PS jestem lekko wkurzony, bo sobota i nie chciałem nic pisać, ale i rozśmieszony. A naTemat nadal czasem będę czytał bo to skarbnica tematów dla mnie jest ;-)
  • b52t

    natemat.pl – i wszystko na ten temat wystarczy. (Choć to oczywiście jedynie pokazuje co normalne dla mediów, a o czym można przeczytać w internetach dość często). Swoją drogą po raz pierwszy od kilku miesięcy wlazłem na ten portalik.

  • Fakt, że ostatnio zrobił się nudniejszy — powiedziałbym, że jakoś zbiegło się to ze zmianą winiety, po której komentarze zostały ukryte (naTemat kiedyś miało tę cechę, że co najwyżej przeciętne teksty zbierały naprawdę niezłe komentarze). Teraz chyba już ludziom nie chce się tego komentować.

  • Od dawna staram się zwalczać ten śmietnik. To znaczy, skoro może istnieć Pudelek, to i niech oni sobie istnieją, ale należy mieć na uwadze, że jest to medium, któremu właśnie bliżej do takiego Pudelka niż np. Pulsu Biznesu – a często odbiorcom się to myli

  • No ale pozycjonuję się na jakieś Politico czy inny Huff-Po (zwłaszcza mając naczelnego innego kolorowego magazynu za właściciela…). Szkoda, że jak autentycznie kiedyś naTemat potrafiło mnie wkurzyć, to teraz umie co najwyżej zanudzić.<br /><br /><br />No ale nic, grunt, że nazwiska nie przekręcili ;-)

  • januszek

    1) Do prokuratury nie składa się pozwów. <br />2) Czasem kusi mnie aby pozwać redaktora Majaka o odszkodowanie za traumę jaką mam po lekturze jego tekstów.<br />3) Nawet Master Yoda byłby pod wrażeniem składni tego pytania.<br /><br />ps. disqus mnie wnerwia, stare LA było lepsze ;)

  • januszek

    Moim zdaniem dlatego ukryli komentarze bo te często były ciekawsze niż komentowany tekst.

  • ad. 1) tak, red. Majak już o tym wie ;-) <br /><br />ad. 2) pewnie na wiele by się to nie zdało, przypominam sobie aferę pt. &quot;grubych niet&quot; ;-) <br /><br />ad. 3) nerwy, Panie, nerwy, newsroom, depesze z całego świata, gońcy nadbiegają z najnowszymi informacjami, korespondenci nadsyłają swoje relacje z miejsc konfliktów… kto by myślał o jakichś składniach…<br /><br />PS ja mówię