Człowiek, paragraf, tajemnica bankowa, policja — czyli jak się to robi w demokratycznym państwie prawa

tajemnica bankowa a retencja danych

tajemnica bankowa a retencja danych

To nie jest zabawa w „wytęż wzrok” (Fundacja Panoptykon, CC-BY-3.0)
cytat na resztę tygodnia: „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” — Andriej Wyszyński
Właśnie wczoraj Fundacja Panoptykon pokusiła się o ciekawą analizę migracji danych objętych tajemnicą bankową z banków do policji (na potrzeby czynności operacyjnych, a chodzi o informację MSW o działalności policji).
Dane są zatrważające: w ubiegłym roku organy występowały do sądów o zgodę na dostęp do danych bankowych 836 razy i nie dostały ani jednej odmowy (a może to pocieszające? że profesjonalizm rośnie i mniej jest strzałów na ślepo? chyba nie…). To i tak mniej niż w latach poprzednich (935 wystąpień w 2011 r. oraz 1461 rok później!).
To tylko cyfry. Nie mówią one wiele bez rozeznania na czym tak naprawdę polega ta ciężka policyjna robota.
Jak na zamówienie także wczoraj dziś (no dobra, nie będę szpanować prenumeratą cyfrową) w kioskach „Polityka”, a w niej naprawdę interesujący tekst Violetty Krasnowskiej „Jeźdźcy bez głowy” — o wyczynach ulicznych rajdowców, w tym tego najpopularniejszego, czyli Norberta N., który kilkanaście tygodni temu robił furorę popisami w swoim BMW M3.
Tekst warto przeczytać, choćby po to, by widzieć jak demokratyczna władza „czesze” sprawy różnych podpadniętych — jest opisany nalot wykonany „na wszelki wypadek” przez CBŚ na wynajmowane mieszkanie, w którym przez kilka godzin bezskutecznie szukano narkotyków, a znaleziono m.in. pistolet gazowo-hukowy (który zdaniem policji wystarcza do postawienia zarzutów nielegalnego posiadania broni — chociaż Norbert N. kupił tę replikę Walthera w sklepie, na paragon, a na taką broń nie potrzeba zezwolenia…).
Jest też opisana procedura sprawdzania „na wszelki wypadek” rachunków bankowych Norberta N., i tu już pozwolę sobie zaserwować większy cytat za tekstem Violetty Krasnowskiej:

Nie można było pociągnąć kierowcy do odpowiedzialności karnej za sfilmowaną jazdę, to może za coś innego? Policjanci z Wydziału Odzyskiwania Mienia Komendy Stołecznej Policji, utworzonego do szukania majątków pochodzących z przestępstw, zaczęli więc słać do banków pisma w sprawie Norberta N. Pytali, czy występował o kredyty, jak wygląda sytuacja z ich spłatą i jakie dokumenty przedkładał i czy przypadkiem nie [na] zaświadczenie o zatrudnieniu w firmie… (tu padała nazwa), bo według wiedzy policji byłaby to nieprawda. Znalazł się taki bank. Przygotowano więc pierwszy zarzut: wyłudzenie kredytu na podstawie dokumentu stwierdzającego nieprawdę, zagrożony karą do 5 lat więzienia. 

Jak widać czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają — a metody się niewiele zmieniają. Ówczesny premier polecił ze szczególną surowością ścigać pirata drogowego, więc jak widać służby wzięły to sobie wyjątkowo do serca. A że nie da się za to, co wyczyniał za kółkiem, to może chociaż, jak podrapie się gdzie indziej, coś się uda. Do tego właśnie potrzebny jest policji łatwy wgląd w tajemnicę bankową, w dane telekomunikacyjne, w inne informacje, które powinny być z całą surowością strzeżone — ponieważ najgłębiej dotykają naszej wolności i prywatności.Andriej Wyszyński radośnie przeciąga się w grobie: człowiek już jest, teraz wystarczy poszukać paragrafu.PS wcale nie na marginesie: Andrzej Dołecki, prezes Stowarzyszenia Wolne Konopie, spędził „na wszelki wypadek” prawie 3 miesiące w areszcie tymczasowym, za co teraz domaga się (słusznie) odszkodowania. Sytuacja moim zdaniem jeszcze bardziej krytyczna, ponieważ za Wolne Konopie władze wzięły się tylko dlatego, że organizacja ta dość dobrze pokazuje absurdy represyjnego prawa stosowanego przez represyjną władzę demokratycznego państwa prawa.PS2 dla jasności: nie popieram piractwa drogowego (wolę piractwo rowerowe ;-) w ogóle uważam, że centra większych miast nie nadają się do ruchu samochodowego. Podobnie nie podoba mi się żaden dymek pod nosem (nawet ten super-legalny i zaakcyzowany). Natomiast jeszcze bardziej nie podoba mi się metoda szukania haków na obywateli, którzy mają być przykładnie ukarani za cokolwiek — na przykład za domaganie się zmian w prawie (i np. legalizacji marihuany — co popieram, chociaż sam raczej z tej legalizacji nie skorzystam…)