Uciechany? Uciachany? Bojkot Ciechana a wolność słowa

To nie będzie opowieść o poprawności politycznej.
Kiedy Dariusz Michalczewski „stanął w obronie” osób o orientacji homoseksualnej — nie sądziłem, że zrobi się z tego aż taka afera. Hasło „bojkot Ciechana” usłyszałem dopiero wówczas gdy okazało się, że niektóre warszawskie knajpy przestaną serwować piwo Ciechan — bo jego właściciel w niewybredny sposób przygadał bokserowi („boks szkodzi”, etc.) — ba, zdarzyło się nawet wylewać zapasy do rynsztoka.

Po kilku dniach Jakubiak miał wycofać się ze swojej złośliwości i przeprosić, a dziś dowiaduję się, że bojkot konsumencki piwa Ciechan poparło parę osobistości i lokali z Wrocławia.
No i mam teraz pewien ambaras: czy to klasyczny spór o wartości (o wolność słowa, być może o nadużycie wolności słowa, o godność ludzką) — czy też, choćby troszkę, rozdmuchany marketing?

Zaczynając od czysto merkantylnego punktu widzenia: zapowiedziany bojkot konsumencki sprawił, że przypomniałem sobie o istnieniu piwa Ciechan. Osobiście preferuję produkcję naszych sąsiadów z południa (moje ulubione nazwy to Radegast, Staropramen i Plzensky Prazdroj), więc jak tylko wyczerpią się poczynione podczas wakacji zapasy, na pewno skosztuję i odnowię wrażenie. Dowiedziałem się też, że jakąś knajpę w Warszawie mają p.p. Mariusz Szczygieł i Wojciech Tochman (ten pierwszy należy do moich ulubionych współczesnych autorów — obok Filipa Springera). Jeśli mnie kiedyś zaniesie do stolicy i nie zapomnę, i znajdę czas, i będzie mi się chciało, i nie będzie tłoku — to może zajrzę :-)
Dowiedziałem się też o osobie właściciela browaru i jego poglądach oraz rzekomym wsparciu dla organizacji narodowych. Poglądy jak poglądy, 3/4 Polaków ma podobne (niestety, choćbym nie wiem jak się starał, nie potrafię zmusić się do myślenia, że tylko progresywne poglądy są wartościowe i godne pochwały) — natomiast oczywiście prądy nacjonalistyczne, jako genetycznie sprzeczne ze światopoglądem liberalnym, odrzucam z miejsca i bezapelacyjnie.
Natomiast w sporze dostrzegam niemały potencjał do dyskusji o istocie wolności słowa: czy wolność słowa oznacza zgodę na mówienie rzeczy wyłącznie „ładnych i miłych”? czy może jednak dozwolona jest krytyka poglądów (powiedzmy) powszechnie uznawanych za właściwe? a nawet bojkot konsumencki jakichś produktów? czy Dariusz Michalczewski, jako osoba bądź co bądź publiczna — i zabierająca głos w sprawie nadal budzącej kontrowersje — powinien liczyć się z krytyką? ale czy granice owej krytyki nie zostały przez Marka Jakubiaka przekroczone? czy bojkot Ciechana to po prostu bojkot konsumencki („Ciechana do ust nie włożę”… czy to nie jest aby wulgarne? ;-) — choćby motywowany politycznie, a w który na pewno włączają się inne podmioty działające w branży — to nadal wolność słowa, czy też już troszkę czyn nieuczciwej konkurencji? (skoro w piwiarni nie będą serwować Ciechana, to pewnie wejdzie tam jakiś Lech, a skoro tak, to komu ta cała akcja jest też na rękę? ;-) a może, skoro można bojkotować Ciechana i rezygnować z jego sprzedaży (albo kreować popyt na to piwo pod hasłem „pij od tego co go biją!” — a może to wszystko to po prostu ustawka?)
To są tylko pytania, na które w tym tekście — będącym tylko felietonem-treści ;-) i łapaczką na Gógla — odpowiadać nie będę; może w komentarzach (jeśli rozwinie się dyskusja).
Mogę tylko zasygnalizować, że u mnie jest tak, iż latka lecą, pewnie rzeczy się zmieniają, ale poglądy się raczej nie zmieniają (co nie oznacza, że nie ewoluują). Oznacza to, że w kwestiach dotyczących wolności słowa mówię dokładnie to samo, co kiedyś: ma prawo Michalczewski mieć swój punkt widzenia, można ten punkt widzenia krytykować; ale ma i Jakubiak prawo do swoich poglądów — które także można mieszać z błotem. I teraz jeszcze wyraźniejsze credo liberała: nieważne czy zgadzam się z bokserem czy z piwowarem, ważne, że zgadzam się z tym, że można się z nimi nie zgadzać (albo zgadzać).
PS po teoretycznej analizie oferty browaru wychodzi mi na to, że jednak skończy się na mimowolnym bojkocie: z dwóch piw, które mnie wstępnie zainteresowały („Wyborne” i „Lagerowe”) oba odpadają ze względu na zawartość alko — 6%. To jest ta cecha, która odrzuca mnie od polskiego piwa. Może spróbuję produktu „Stout”, ale pewnie tylko po to, żeby się przekonać, że „palona goryczka z posmakiem palonej słodowości” oraz „ślady gorzkiej czekolady” to nie jest to, co lubię najbardziej. Natomiast chętniej sprawdzę lwóweckie (od Lwówek, nie Lwów ;-) bo o Wrocławskim no i może Belgu (interesujące połączenie 13% ekstraktu i 4,2% alko, chociaż „karmelowa baza” i „delikatna nuta chmielu” oraz „wyraźnie wyczuwalna goryczka” brzmią jak dla mnie niepołączalnie) czyta się przyzwoicie.
Natomiast ogólnie to z przykrością stwierdzam, że produkcja zwykłych pilsów w Polsce po prostu leży… :-(PS2 w podlinkowanej wyżej informacji o wypowiedzi W. Tochmana o „wielkim laniu Ciechana” (czyż to nie brzmi jak super nazwa super promocji tego piwa?) rzuciło mi się w oczy, że do lokalu rzekomo miał zadzwonić ktoś i postraszyć konsekwencjami podatkowymi, a teraz wychodzi na to, że albo był to ktoś z fiskusa, więc może mieć problem, bo mu nie wolno było, albo ktoś się podszył, więc może mieć problem, bo podszywać się nie wolno… tak czy inaczej jest sprawa, a skoro jest sprawa, to zajmie się tym prokuratura… i tak oto w bojkocie uwarzą się wszyscy chętni ;-)