O autoryzacji prasowej na podstawie wywiadu z Joanną Erbel ;-)

O tym czym jest autoryzacja wywiadu prasowego pisałem już (dobre 5 lat temu), jedna wychodzi na to, że czas będzie zająć się tematem raz jeszcze. Dobrym powodem jest wywiad jakiego dziennikowi „Metro” udzieliła Joanna Erbel, kandydatka Zielonych na prezydentkę Warszawy — naprawdę można zrywać boki czytając oryginał oraz wersję po autoryzacji.
Mój ulubiony passus — trafnie przywołany przez NaTemat.pl — to oczywiście:

pytanie: kandyduje pani na prezydenta miasta, w którym rodzice muszą się niemal bić o miejsce dla dziecka w przedszkolu czy żłobku. A w pani 80-stronicowym programie nie ma ani słowa o budowie nowych tego typu placówek. Jest za to o wspieraniu przez miasto komercyjnych klubokawiarni dla rodziców z dziećmi. Naprawdę uważa pani wypad na filiżankę latte za ich najbardziej palącą potrzebę? Czy pani wie, ilu miejsc w żłobkach i przedszkolach brakuje w Warszawie?

odpowiedź oryginalna: Niestety, nie wiem dokładnie. 

odpowiedź po autoryzacji: Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, jak wielu miejsc brakuje. Rodzice z Bemowa, gdzie brakuje przedszkoli, muszą dowozić swoje dzieci do przedszkoli na Woli. To absurd. Problem żłobków i przedszkoli bardzo często pojawiał się na moich spotkaniach z mieszkankami i mieszkańcami Warszawy i znalazł swoje odzwierciedlenie w nowej wersji mojego programu.

Niestety, ten kliniczny przypadek — kawiarniana lewicówka, która jest tak oderwana od życia, że aż trudno w to uwierzyć — jest tylko doskonałym podsumowaniem tego do czego zwykle służy ta nieszczęsna autoryzacja wywiadu. Najczęściej do wygładzania wypowiedzi szefów i polityków przez działy PR, czasem też do ukrywania kompletnej ignorancji kandydatek.

Ludzie czasem śmieją się, że w ustawie prawo prasowe są kwiatki w rodzaju Konstytucji PRL i Dziennik Ustaw PRL, a także interesy polityczne i gospodarcze PRL, jednak wydaje mi się, że nie w nazwach jest problem i nie z nich wynika problem. Problemem jest po prostu ustawa, która nie służy do końca temu, do czego powinna istnieć — lecz raczej do ułatwienia ukrywania pustogłowia polityków.
Za miesiąc wybory, dobosz wali w Erbel… ;-)
PS krytycznym, ale jednak sympatykiem Erbel jest Wojciech Orliński. Ciekawe jak szło z jego wywiadem ;-)