Dozwolony użytek: czy „pojedyncze egzemplarze” zezwalają na kopiowanie plików?

Zwracając kilka dni temu uwagę na planowaną nowelizację ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zasygnalizowałem gryzący mnie w mózg pewien dysonans logiczno-gramatyczny. Chodzi mi oczywiście o frazę „pojedyncze egzemplarze”, która pojawiła się dokładnie 1 maja 2004 r. — a więc w dniu przyłączenia Polski do EU — w art. 23 ust. 2 pr.aut. i która być może nie zezwala na kopiowanie plików.
kopiowanie plików

Kindle bardzo ułatwia kopiowanie plików — ale czy to się jeszcze mieści w tym co rozumiemy jako dozwolony użytek? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

W całości przepis ten prezentuje się następująco:

1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.

2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Przepis ten definiuje tzw. użytek własny, czyli zasadę, która — w sposób całkowicie nieurągający istocie prawa autorskiego — zezwala mi na posłuchanie muzyki z kupionej płytki razem z Małżonką albo użyczenie egzemplarza książki koledze; a zdaniem niektórych także podzielenie się kopią płytki lub zgranym do formatu mp3 pliczkiem.

Początek jest prosty i dla ludzi: dozwolony użytek osobisty oznacza, że (i) nie muszę się prosić twórcy (albo czytać postanowienia licencji oktrojowane przez wydawcę), ani (ii) negocjować warunków wynagrodzenia, jeśli zechciałbym (iii) podzielić się już rozpowszechnionym utworem z (iv) kimś dla mnie bliskim. Warunek: (v) nie będę się budował według cudzego projektu ani (vi) korzystał z elektronicznych baz danych (np. bazy Lex ;-) chyba że ktoś potrzebuje w tego w celach naukowych ale niezarobkowych, no (vii) że nie jest to oprogramowanie komputerowe (art. 77 prawa autorskiego). Nie wyklucza tego prawa jednak na przykład korzystanie we własnym celu zarobkowym.

No i kluczowa moim zdaniem sprawa: w pojęciu tegoż własnego użytku osobistego mieści się wyłącznie korzystanie z pojedynczych egzemplarzy  utworów, co moim zdaniem można wytłumaczyć w jedyny sposób tak: wolno się dzielić, ale — skoro utwory nadal mają być „pojedyncze”, to nie może stać się ich mnogość, nie mogą więc być klonowane, kopiowane, powielane, etc. Normatywnie jest to bowiem tylko zgoda na podzielenie się treścią poprzez puszczenie w obieg tego mojego pojedynczego egzemplarza — ale na pewno nie wytwarzanie dodatkowych egzemplarzy utworu (kopii).
(Uważam tak od 10 lat i chociaż sam się z tego śmieję i mówię, że to niemożliwe — jednak przepis przecież nie może kłamać. Więc nowelizacja dodająca do art. 23 ust. 2 ustawy „pojedyncze egzemplarze” musi mieć jakiś sens.)
W zdaniu jest jednak ten logiczno-gramatyczny byk: fraza o „pojedynczych egzemplarzach” składa się bowiem z przymiotnika oznaczającego nie-wielokrotność — nie zwielokrotnienie!? — zestawionego z rzeczownikiem… w liczbie mnogiej. Dlatego zrozumiałbym „pojedynczy egzemplarz”, objąłbym intelektem „zwielokrotnione egzemplarze” — ale na „pojedynczych egzemplarzy” moje umiłowanie greckiej logiki i rzymskiego ładu okraszonego chrześcijańską pobłażliwością wymięka…

Stąd sobie czasem wykoncypowuję, że może jednak błądzę, że może moje kategoryczne zdanie o zakazie zwielokrotniania utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego jest wynikiem jakiejś ortodoksji? Wówczas „pojedyncze egzemplarze” oznaczałyby — sam już nie wiem — prawo jednokrotnego („pojedynczego”) skopiowania utworu, zatem mój krewniak czy kolega mógłby się cieszyć swoim egzemplarzem, ale już jego rodzina czy znajomi byliby „poza” dozwolonym użytkiem?Jaka zatem jest odpowiedź na pytanie zadane w tytule dzisiejszego felietonu? Czy owe „pojedyncze egzemplarze” umożliwiają nam dzielenie się plikami — pobieranie ich z internetu, zgranie płytki do formatu mp3, udostępnienie pędraka z tymi mp3 koleżance? Według mojego najlepszego rozumienia przepisu obecne brzmienie art. 23 ust. 2 ustawy wyklucza taką możliwość, a to właśnie przez to, że zwielokrotniając utwory osiągamy stan jak najbardziej przeciwny ich „pojedynczości”…

… i teraz przyznaję, że przyjdzie mi brnąć dalej w absurd, bo co do zasady nie zgadzam się z tym, co napisałem powyżej (nie zgadzam się z tym od 10 lat mniej-więcej). Po pierwsze w każdym komentarzu podkreśla się, że jednak prawo do powielania egzemplarzy utworu mamy (pod warunkiem rzecz jasna, żeby nie szło to za daleko (nadużyciem prawa dozwolonego użytku zajmuje się art. 35 prawa autorskiego). Po drugie nie jest mi znane orzecznictwo sądowe, które stałoby na takim stanowisku, a umówmy się, że gdyby było coś na rzeczy, już dawno jakaś kancelaria wpadłaby na ten sam pomysł. Po trzecie sama ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie jest konsekwentna: wszakże jedną z funkcji opłaty reprograficznej jest „rekompensowanie” nieuzyskanego przez twórców wynagrodzenia (i tak np. zgodnie z art. 20(1) ust. 1 prawa autorskiego zakłady kserograficzne mają obowiązek płacić organizacjom zbiorowego zarządzania prawami „do 3% wpływów” z tytułu zwielokrotniania utworów dla własnego użytku osobistego; tu jednak sam się napomknę, że przecież niekoniecznie byłaby dziwną pomyłka tego rodzaju, że zmienili art. 23 ust. 1, a nie zmienili art. 20(1) ust. 1 — prawda?).

I na koniec głos doktryny — który, co też ciekawe, powstał w tym samym czasie, kiedy ja pisałem mój poprzedni tekst o kopiowaniu utworów. Mam na myśli artykuł „Korzystanie z programów peer-to-peer a dozwolony użytek prywatny w prawie autorskim” Jakuba Chwalby opublikowany w Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego z 2008 nr 2 — ja go oczywiście poznałem dzięki pewnemu popularnemu systemowi wiedzy prawniczej ;-) — a w którym wyłożone jest co następuje (podkreślenia moje):

Nowelizacja, którą do art. 23 ust. 2 ustawy wprowadzono pojęcie „pojedynczych egzemplarzy” miała dostosować prawo autorskie do prawa UE. W zamierzeniu twórców miała implementować dyrektywę 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 22.05.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. W zakresie dozwolonego użytku osobistego art. 5 ust. 2b dyrektywy stanowi, że państwa członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do prawa do zwielokrotniania „w odniesieniu do zwielokrotniania na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani pośrednio handlowych, pod warunkiem, że podmioty praw autorskich otrzymają godziwą rekompensatę, uwzględniającą zastosowanie lub niezastosowanie środków technologicznych określonych w art. 6, w odniesieniu do danych utworów lub przedmiotów objętych ochroną”. W treści dyrektywy nie można znaleźć przyczyny nowelizacji art. 23 ust. 2. Można się domyślać, że polski ustawodawca chciał umieścić zapis ograniczający skalę dozwolonego użytku prywatnego. Omawiana zmiana treści art. 23 ustawy funkcji tej jednak nie spełnia.

Przyznam, że tezę o nieznaczącej pomyłce legislatorów znam — bodajże powstała ona właśnie na wydziale w Krakowie — a ponieważ nie jestem aż takim pesymistą jak J. Chwalba (a może optymistą? ;-) to pozwolę sobie skwitować to w nieco inny sposób: być może 10 lat temu nieco zmodyfikowano zasady dozwolonego użytku osobistego, jednak zmiana ta po prostu się nie przyjęła.

  • nie wnikając w to co poeta-ustawodawca miał na myśli, protestuje przeciwko pisaniu jakoby fraza &quot;pojedyncze egzemplarze&quot; sensu nie miała. <br /><br /><br />Mnogie egzemplarze: 1000 płyt Madonny, 1000 płyt Beatlesów, 2000 x Rambo<br />Pojedyncze egzemplarze: 1 płyta Madonny, 1 płyta Beatlesów, 1 film Rambo ….

  • IMHO wówczas jest &quot;pojedynczy egzemplarz&quot; (l.poj. egzemplarz, l.mn. egzemplarze).

  • Radosław Korzeniewski

    Cały sens opłaty reprograficznej od czystych nośników czy urządzeń nagrywających wprost wskazuje że kopiowanie na własny użytek jest dozwolone.

  • W zdaniu pierwszym powinno być 1 maja 2004 rok. <br />Powyższy wywód unaocznia, że warto czytać te polskie ustawy, które transponują dyrektywy EU, zawsze przez pryzmat postanowień źródłowych. Unika się wtedy wielu nieporozumień.<br />Co do powodu &quot;nieprzyjęcia się&quot; wykładni, która by z zakresu dozwolonego użytku usuwała kopiowanie, wystarczy wskazać, że wykładnia taka pozbawiałaby

  • Dzięki, poprawiłem datę — czeski błąd.<br /><br /><br />Jeśli chodzi o czytanie dyrektyw, pewnie, można, ale: (i) dlaczego legislatorzy niekoniecznie robią to, (ii) prawdę mówiąc w dyrektywie mogłoby być postanowienie umożliwiające wyłączenie możliwości kopiowania (i z przywołanego cytatu można wnioskować, że coś takiego miało miejsce), (iii) mój postulat: polskie prawo powinno być tak napisane,

  • W przypadku mowy o wielu utworach, jest wiele egzemplarzy. Pojedynczych. IMHO (z akcentem na M i H) nie ma tutaj sprzeczności a nawet niezgrabności wyrażenia.

  • Tak, to możliwe, przy czym taki kwantyfikator znów oznaczałby niechlujność legislatora — powinno się mówić o tym konkretnym utworze i korzystaniu z tego konkretnego utworu, a nie &quot;ogółem&quot; z utworów.

  • januszek

    …pojedyncze egzemplarze z kolekcji, pośród której znajdują się płyty Madonny, Beatlesów, film Rambo…

  • James Bond

    … James Bond

  • raj

    Ja sformułowanie „pojedyncze egzemplarze” rozumiałem zawsze jako odnoszące się do przybliżonego rzędu wielkości – 5 egzemplarzy to są „pojedyncze egzemplarze”, 100 egzemplarzy natomiast już nie. Gdzieś pomiędzy tymi wartościami leży płynna granica :), każdorazowo sąd musi ocenić czy dana ilość jest „pojedynczymi egzemplarzami”, czy też nie.

    Sformułowanie jest dość niezręczne, ale moim zdaniem przez sformułowanie „pojedyncze egzemplarze” ustawodawca chciał powiedzieć, że chodzi o ilość nie będącą ilością „hurtową”, mającą cechy masowego powielania…
    Nie można moim zdaniem interpretować sformułowania „pojedyncze egzemplarze” dosłownie jako liczbę jeden, bo co w przypadku, jeżeli posiadam trzy egzemplarze jakiegoś utworu (np. ksiązki), bo tyle sobie kupiłem? Skoro prawo do korzystania w ramach dozwolonego użytku dotyczy tylko „pojedynczych egzemplarzy”, to jeżeli „pojedyncze” oznaczałoby dosłownie jeden, to znaczy że z moich trzech egzemplarzy już nie mogę korzystać w ten sposób…?

  • Moim zdaniem ta granica wypada — literalnie i w zaokrągleniu — dokładnie na liczbie naturalnej zawierającej się pomiędzy 1,9999999999999999 a 2,00000000000000001 ;-)

    Hmm ale 1,9 utworu…? ;-)