Powiedziała co wiedziała #3 — Premierka strofuje Marszałka Sejmu

Chcę, żebyście państwo wiedzieli – nie będę tolerować tego rodzaju zachowań, nie będę też tolerować takich standardów, które spróbował zaprezentować pan marszałek Sikorski podczas dzisiejszej konferencjiEwa Kopacz, Prezeska Rady Ministrów, o bujdach Radosława Sikorskiego

Wyssana z palca historyjka jaką ex-szef dyplomacji sprzedał amerykańskiemu portalowi pociągnęła za sobą lawinę lapsusów: najpierw okazało się, że Sikorski myślał, że w Stanach też obowiązuje autoryzacja wywiadów prasowych, później nie-odbyła się dziwaczna konferencja prasowa, podczas której Marszałek Izby Poselskiej odesłał do wywiadu, który za bodajże kwadrans ukazał się w serwisie Wyborcza.pl (ściśle: za paywallem systemu Piano, co umiejętnie wychwycili dziennikarze), aby w kolejnym zwrocie akcji wydało się, że konfabulacje Sikorskiego to tylko reklama natywna „ASZdziennika”… ;-)A na zakończenie, jako swoista klamra spinająca te potknięcia, z dość grubej rury wystrzeliła Ewa Kopacz, która dość mocno zbeształa Sikorskiego, zapominając, że oprócz roli członka Platformy Obywatelskiej piastuje on także dość istotną funkcję marszałkowską. Sęk w tym, że zapowiedź „nie będę tolerować” oznacza jakiegoś rodzaju podległość, która i owszem, może istnieć w wymiarze partyjnym — wszakże Sikorski został marszałkiem izby dlatego, że odpowiednia liczba głosów poselskich padła na jego kandydaturę — jednak w ujęciu konstytucyjnym Marszałek Sejmu to coś więcej niż Prezes Rady Ministrów (tudzież posłanka Kopacz nie powinna sztorcować „szefa wszystkich posłów”).
Swoją drogą ten problem oczywiście wynika z pewnej słabości jaką zafundowała nam nasza ustawa zasadnicza: wprawdzie mówi się w niej o trójpodziale władzy, jednak w rzeczywistości ma on charakter bardzo ułomny. Oczywiście nawet zakaz łączenia stanowisk w rządzie i mandatu parlamentarnego — to moim zdaniem podstawa dobrze rozumianego trójpodziału władzy —  nie zagwarantowałby, że takie naciski i dziwne relacje się nie pojawią, jednak na pewno byłoby trudniej szefowej rządu naciskać na przewodniczącego izby niższej parlamentu w jakichkolwiek sprawach.