Zmyślane cytaty i inne manipulacje prasowe

I dwa komentarze do bieżącej rzeczywistości (w ogóle się zastanawiam czy może formę krótkiego komentarza do rzeczywistości przenieść tutaj, robić jednak sobie z tego jakiś ruch w interesie…), bo mnie czasem krew zalewa jak widzę, że prasa ściemnia jak może i wkłada ludziom w usta rzeczy, których się nie wypowiedziało — albo opisuje zdarzenia, które nie miały miejsca.
Pierwsze zjawisko to oczywiście mój ulubiony portal plotkarski, w którym krzyczy nagłówek: „Nie mają na chleb? Niech oglądają obrazy — radzi Grażyna Kulczyk”.
nie mają na chleb? niech oglądają obrazy -- taki rzekomy cytat w usta Grażynie Kulczyk włożyła dziennikarka plotkarskiego portalu naTemat.pl
To co wygląda na cytat osoby przywołanej z nazwiska nie zawsze nim jest. I wszystko na ten temat, naTemat.pl.
Faktycznie, można powiedzieć, niezła rada bogatej babki, która pewnie chleba nawet nie jada. Jak się jednak wczytać w tekst okazuje się, że naTapetę.pl wzięło Grażynę Kulczyk na tapetę i przywołało z nazwiska oraz — chyba nawet niegłupiej wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” (żeby ludzi nie stygmatyzować biedą i flaszką, bo jak pójdą poobcować kulturą nieco wyższą, to może coś to zmieni w ich życiu). Natomiast żadne słowa o „niemaniu na chleb” i „oglądaniu obrazów” zamiast jedzenia — nie padły.
W naTemat.pl oczywiście w oczy rzucają się dwie rzeczy: zmyślony „cytat”, który ma udawać słowa rzekomo wypowiedziane przez G. Kulczyk oraz wypowiedź jakieś pani dr od wydawania podatniczych pieniędzy w urzędzie — że przyczyną wykluczenia jest brak kasy, nie zaś niezrealizowane potrzeby kulturalne. Przy czym nikt nie zauważa, że Kulczyk wydaje swoje pieniądze, więc generalnie mogłaby sobie kupować codziennie nową Pandę i ją rozbijać — a pani dr mówi o wydawaniu nieswoich (z punktu widzenia zmyślonej wypowiedzi jest to niuans).
I druga sprawa: wyrok jaki zapadł w sprawie z oskarżenia Jerzego Owsiaka przeciwko blogerowi „Matka Kurka”. W większości tytułów internetowych sprawa jest jasna: bloger winny obrazy Owsiaka (nazwał go „cmentarną hieną”), ale odstąpiono od wymierzenia kary, bo nie było znieważenia (sic! — takie dyrdymały piszą w naTemat.pl; Gazeta.pl jest tylko nieco lepsza).
Tymczasem sięgam do nieco innego portalu — tj. Wirtualne Media, żeby nie było, że od razu coś pogłębionego — i okazuje się, że nie mylił się ks. Tischner (o trzech prawdach: „święto prowda, tys prowda i gówno prowda”), albowiem:
  • „Matka Kurka” owszem, winny znieważenia („hiena cmentarna”), ale sąd odstąpił od wymierzenia kary ze względu na zniewagę wzajemną — słowem: Owsiak się odwinął (kłania się art. 216 par. 3 kodeksu karnego);
  • Piotr Wielgucki został uniewinniony z dwóch pozostałych zarzutów, ponieważ podnoszone przez blogera informacje „nie przekroczyły granicy prawdy” (być może chodziło tu o jego opinie o finansowaniu przez WOŚP firmy Owsiaka — mowa jest o tekstach pt. „Jerzy Owsiak – król żebraków i łgarzy, złoty melon sekty WOŚP” oraz „Guru Owsiak w 11 lat wyjął 46 Złotych Melonów” — ale nie mam pewności).
O tych — niuansach? — oczywiście trudno gdzieś przeczytać, massmedia preferują prosty przekaz: winy, lecz nieskazany. A to jest nieprawda…
I jeszcze cytat na koniec, rzecznik prasowy WOŚP, o wyroku: „Wydawało nam się, że jest wymiar sprawiedliwości, który ma stawiać pewne granice i ma w pewien sposób sprawić, że będziemy czuć się bezpiecznie, że nie będzie tak, że każdy kto ma dostęp do komputera może założyć bloga i w ramach tego pisać cokolwiek. Prawo broni pod płaszczykiem wolności słowa prawa każdego do pisania wszystkiego o wszystkich w dowolny możliwy sposób”. Ta Orkiestra ma biuro na Mysiej?
PS już po napisaniu tego felietonu widzę w serwisie Gazeta.pl (za PAP-em) gruby materiał — zawierający komentarz Jerzego Owsiaka po wyroku. Ciekawie brzmią passusy o „ujęciach analitycznych”
PS2 odkurzyłem Twittera, próbuję jeszcze czegoś (jeszcze nie reklamuję), ale nadal mam wątpliwości czy warto dzielić się złotymi myślami na chwałę kogoś innego ;-) A ograniczenia Twittera — 160 znaków! — toć nawet jednego zdania porządnie złożonego ułożyć się nie da… ;-)
  • Że ja to przegapiłem: szczyt dziennikarstwa natywnego w opiniotwórczym portalu plotkarskim:<br /><br />http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zarzuty-kryptoreklamy-i-parodia-w-gazecie-wyborczej-po-tekscie-natemat-pl-o-providencie

  • Akurat właśnie czytałem ta parodię w GW. <br />Co do głównego wątku, to zastanawiam się jak zapobiegać temu?<br />Innymi słowy jak prawnie można się zabezpieczyć albo, już po fakcie, naprostować takiego &quot;dziennikarza/redaktora&quot;?

  • Pewnie normalnie wystarczałoby napiętnowanie środowiska, ale chyba nie ma już czegoś takiego jak etyka w tym (i nie tylko w tym) zawodzie. Kolejny przypadek z 2 ostatnich dni: Igor Janke rzucił (bodajże rok temu) zawód dziennikarza i przeszedł do PR. A teraz wrócił do jakiejś redakcji jako komentator.

  • Ale to nie nie jest prawny sposób. A o taki pytam…

  • E, najfajniej byłoby, gdyby wystarczał ostracyzm środowiska.<br /><br /><br />A prawnik powie: <br /><br /><br />- krypciocha to czyn nieuczciwej konkurencji plus niedozwolona praktyka rynkowa, plus zakaz z art. 12 ust. 2 prawa prasowego (ale sankcji bezpośredniej w ustawie brak — por. art. 49 pr.pr.)<br />- brak rzetelności i staranności to naruszenie art. 12 ust. 1 pr.pr. (plus ew. sankcja z

  • Olgierd, dziękuję. Jasne, że ostracyzm i samoregulacje powinny wystarczyć. Czasem jednak trzeba sięgnąć po metody bardziej bezpośrednie. Jak to jakiś czas temu wymyśliłem:<br />&quot;Psy szczekają, karawana idzie dalej.Gdy psy zaczynają gryźć, w ruch idą strzelby&quot; :) wszelkie prawa niezastrzeżone :)

  • No ale przecież nie powsadzasz do więzienia ludzi, którzy mniej lub bardziej tymczasowo zajmują się dziennikarstwem zamiast czymkolwiek innym ;-)

  • W więzieniach za dużo ludzi siedzi podobno.

  • Departament Strategii i Deregulacji (fajna nazwa: specjalna komórka urzędnicza od deregulacji) pisze sobie bloga na naTemat.pl? Nieźle ;-) <br /><br /><br />Ogólnie może bym się i zgodził, wyjąwszy oczywiście to, że jednak wyroki wolno krytykować. I nawet bardzo dobrze, że &quot;prości ludzie&quot; się tym interesują — bo skoro ich to drażni, to się denerwują.<br /><br /><br />Mnie też sprawa