Odpowiedzialność portalu za komentarze

Wydawca portalu internetowego może ponosić odpowiedzialność za rozpowszechnione komentarze użytkowników, jednak nie bezwarunkowo. Jednak odpowiedzialność portalu za komentarze użytkowników nie ma charakteru bezwzględnego. Pierwszą przesłankę tej odpowiedzialności zakreśla art. 14 ust. 1 UoŚUDE, z którego wynika, że usługodawca nie odpowiada za bezprawne aktywności użytkowników, jeśli o nich nie wiedział. W każdym też przypadku nie będzie ponosił odpowiedzialności, jeśli działania użytkowników usługi świadczonej drogą elektroniczną nie są bezprawne.

Dziś o kolejnym interesującym dla internautów, a zwłaszcza dla portali, for internetowych i innych blogasków, których istotną częścią jest tzw. user generated content — wyroku sądowym. Otóż w orzeczeniu Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 18 września 2014 r., (sygn. akt I C 384/14) po pierwsze stwierdzono, że przedsiębiorca świadczący usługi w zakresie prowadzenia portalu internetowego jest usługodawcą w rozumieniu ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, zatem może ponosić odpowiedzialność za bezprawne zgromadzone dane. Po pierwsze jednak  musi mieć informację o bezprawnych komentarzach, przy czym nie ma obowiązku sprawdzania danych przechowywanych przez jego usługobiorców (jest to konsekwencją art. 15 UoŚUDE). Po drugie nie będzie nigdy ponosił odpowiedzialności jeśli zgromadzone w zasobach portalu dane nie są bezprawne.

Do takich wniosków sąd doszedł w następującym stanie faktycznym: przedsiębiorca będący producentem oprogramowania do fakturowania pozwał portal internetowy za komentarze użytkowników, w których internauci określali produkty powoda jako „Bardzo chamskie podejście do klienta”, „Firma to jeden wielki syf”, „Tam nic nie działa!!!”, „To jakiś wielki przekręt a nie firma”, „W przypadku jakichkolwiek problemów pomoc techniczna nie istnieje”, „Żenada i ryzyko”, „firma (…) to jedna wielka porażka, bubel wypuszczają na rynek od kilku lat”, „obsługa mniej niż ZERO, pan m. to wg mnie zwykły oszust bo wypuszczając taki produkt wie o jego błędach a mimo to czyni to co roku”, „Pomoc techniczna nie działa”, „ten program to jedna wielka pomyłka, jest tak niedopracowany że błędem jest nazywanie go programem”. Portal nie usunął upublicznionych opinii, chociaż zgodnie z regulaminem serwisu miał do tego uprawnienie, przez co były one dostępne dla każdego potencjalnego klienta, co skutkowało naruszeniem dóbr osobistych oraz miało odzwierciedlenie w jego sytuacji finansowej. Równocześnie powód zwrócił uwagę, że krytyczne posty odnoszą się do starej, nieaktualnej i niesprzedawanej już wersji oprogramowania.

Zdaniem wydawcy portalu nie zaistniała żadna z przesłanek uzasadniających jego odpowiedzialność za komentarze użytkowników, a zwłaszcza nie sposób opierać tej odpowiedzialności na treści regulaminu portalu. Portal mógłby odpowiadać za uchybienie obowiązkom określonym w art. 14 ust. 1 UoŚUDE (nieusunięcie postów), to jednak dopiero po powzięciu wiadomości o bezprawnym charakterze opinii, ale nie za naruszenie dóbr osobistych powoda. Co więcej zgodnie z art. 15 UoŚUDE portal nie ma obowiązku sprawdzania (moderowania) komentarzy przed ich rozpowszechnieniem, natomiast gdyby to robił w sposób niezgodny z prawem, mógłby sam popaść w konflikt z prawem w zakresie niedopuszczalnej ingerencji w zakres objęty swobodą wypowiedzi. Ponadto powód nie wskazał, które dokładnie opinie naruszają jego dobra osobiste, zamiast tego ograniczył się do wskazania adresów, gdzie znaleźć można zarówno pozytywne jak i negatywne komentarze o jego działalności.
Równocześnie pozwany podniósł, że wpisy tego rodzaju nie stanowią działania bezprawnego, albowiem stanowią wyłącznie uzasadnioną społecznie krytykę uzasadnioną ochroną interesu konsumentów (nabywców programu). Fakt rozpowszechniania negatywnych opinii nie stanowi sam w sobie działania bezprawnego, ponieważ każdy ma prawo także do posiadania i publicznego formułowania ocen krytycznych. Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą musi liczyć się z możliwością publicznej krytyki i godzić się z nią. Natomiast wskazane w pozwie sformułowania („syf”, „chamskie podejście”) są tylko opisem wrażeń klientów, nie stanowią natomiast obiektywnego opisu rzeczywistości, zatem producent programu do fakturowania nie może żądać ochrony.

Sąd podzielił stanowisko portalu; zaczął jednak od wytyku, że powód nie wskazał (ani we wcześniejszej korespondencji do portalu, ani nawet w pozwie) konkretnych komentarzy, a przecież „nie jest rolą sądu wyszukiwanie na wskazanych stronach internetowych konkretnych wpisów, które mogą naruszać dobra osobiste powoda, szczególnie, że są tam wpisy zarówno pozytywne, jak i negatywne. Dlatego też przy ocenie czy doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda, Sąd miał na uwadze tylko komentarze wskazane przez powoda w uzasadnieniu pozwu” (podkreślam to z tego względu, że sam bardzo często widzę wezwania oparte na art. 14 ust. 1 UoŚUDE, które można podsumować jako „a teraz wyszukajcie sobie te rzeczy sami”). Idąc dalej sąd stwierdził, że do oceny odpowiedzialności usługodawcy w zupełności wystarczy analiza art. 14-15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (tutaj wyrok odnosi się do orzeczenia Sądu Najwyższego z 2011 r., IV CSK 665/10); słowem: jest wiarygodne i sensowne zawiadomienie, można pomyśleć o ewentualnej odpowiedzialności usługodawcy.

Co najważniejsze zdaniem sądu wskazane w pozwie komentarze internautów w ogóle nie mają charakteru  o c z y w i ś c i e  b e z p r a w n e g o , ponieważ ocena bezprawności wymaga weryfikacji faktów, natomiast — ten fragment uzasadnienia naprawdę zasługuje na wyodrębniony cytat:

Nie można uznać że samo oświadczenie powoda skierowane do strony pozwanej, nie poparte żadnymi dowodami, że „wpisy prezentują treści nieprawdziwe” jest już wystarczającą podstawą dla uznania, że dostawca usługi posiada wiarygodną informację o bezprawności zamieszczanych danych w rozumieniu art. 14 ustawy.

Dla sądu jest jasne, że każda krytykowana osoba będzie negatywnie oceniać sam fakt krytyki, zatem bez możliwości zweryfikowania tych poglądów z faktami nie sposób ustosunkować do wezwań do usunięcia komentarzy (co ciekawe w tej sprawie portal zrobił nawet więcej, niż jest wymagane — tj. uczynił to, czego nie chciało się wykonać powodowi — ustalił, że publikujący negatywne opinie są użytkownikami programu i mają o nim krytyczne zdanie). Także dlatego nie sposób było przyjąć, że wyrażenie krytycznej opinii o oprogramowaniu do fakturowania i jakości obsługi klientów naruszało dobra osobiste powoda w sposób bezprawny.
Stąd też sąd przyjął, że wpisy użytkowników nie przekraczają granic dozwolonej krytyki, zaś przywołane powyżej sformułowania są efektem dość normalnej w internecie większej swobody wypowiedzi, która czasem opiera się na używaniu języka dość potocznego, nawet nieco wulgarnego. Nie dotyczy to określenia „oszust” pod adresem powoda, które to określenie ma konotację dość jednoznaczną (portal wskazywał, że należy patrzeć na to jako na potoczne określenie, nie przez pryzmat pojęcia prawno-karnego). W tej części rzeczywiście można doszukiwać się naruszenia dóbr osobistych przedsiębiorcy, jednak ze względu na niedopełnienie powinności wynikających z art. 14 UoŚUDE, nie sposób przyjąć odpowiedzialności portalu.

Moja konkluzja: to kolejny trzeźwy i rozsądny wyrok, z którego wynika, że prowadzący serwis internetowy nie musi obawiać się konsekwencji aktywności swoich użytkowników, o ile prawidłowo obsługuje zgłoszenia, natomiast czujący się pokrzywdzonymi muszą pamiętać o prawidłowym formułowaniu wezwań z art. 14 ust. 1 UoŚUDE.

  • Minstrel

    To chyba dość niecodzienny wyrok. Powinni wziąć go sobie do serca niektórzy prawnicy

  • Bo ja wiem czy aż taki niecodzienny? A część prawników, i owszem, mogłaby wziąć go sobie do serca :)

  • Antek

    Trudno zeby wlasciciel portalu odpowiadal za wszystkie bzdury umieszczane przez uzytkownikow, na malym portalu idzie to ogarnac ale np.na wp czy onecie z tego co widze idzie to srednio, np.przepuszczane sa reklamy, a nazwanie cygana cyganem jest kasowane (po klotni na mailu przywrocili mi tego posta he he).

  • I dla podtrzymania tematu: prowadzony przez mec. Giertycha proces R. Sikorskiego przeciwko „Faktowi” skończył się porażką — i to chociaż sąd stwierdził, że dobra osobiste obecnego Marszałka Izby Poselskiej zostały naruszone — właśnie dlatego, że co do zasady wydawca e-serwisu nie odpowiada za komentarze użytkowników:

    http://wyborcza.pl/1,75478,17657785.html