Przeprosiny za rozrzucanie ulotek na klatce schodowej (czyli za naruszenie dóbr osobistych)

I jeszcze parę zdań w kontekście tego, że niepubliczne naruszenie dóbr osobistych powinno kończyć się niepublicznymi przeprosinami (i niczym więcej): jeśli dobra osobiste zostały naruszone działaniem takim jak rozrzucenie ulotek o kłamliwej treści na kilku klatkach schodowych budynku, adekwatnym sposobem przeprosin będzie wywieszenie na tych samych klatkach podpisanych przez oszczercę przeprosin (nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 23 września 2014 r., I C 1765/12).

Tym razem sprawa jest banalna aż do bólu: pełnomocnik (!) właścicieli jednego z mieszkań w jakimś bloku miał pretensje do zarządcy nieruchomości (osoby prawnej, tj. spółki z o.o.) o sposób w jaki świadczy usługi, w szczególności dotyczyło to rozliczeń za ciepło oraz ogólnie prowadzenia spraw finansowych wspólnoty mieszkaniowej (w tym preferowanie niektórych właścicieli). Spór zaostrzył się na tyle mocno, że w pewnym momencie ów pełnomocnik — z wyroku nie wynika czy sam był mieszkańcem budynku — rozrzucił na klatkach schodowych ulotki, w których pojawiły się frazy: „dowody oszustw, jakich dokonał zarząd i zarządca”, „uszkodzenie liczników wymyślono po to, by niektórych lokatorów obciążyć dodatkowymi kosztami”, „mieszkania, których nie obciążano kosztami”, „zarząd i zarządca oszukują lokatorów”,”zarząd i zarządca nie wymusili od (…), by doprowadzić oddzielne ujęcie wody”, „zarząd i zarządca będą robić wszystko, by nie dopuścić do kontroli prowadzonej dokumentacji przez biegłego rewidenta”.


przeprosiny za rozrzucanie ulotek

W takich kamienicach ludzie też potrafią się kłócić (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zarządca poczuł się treścią zarzutów dotknięty na tyle mocno, że złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa pomówienia (art. 212 kk) oraz bezprawnego przetwarzania danych osobowych niektórych lokatorów (art. 49 ustawy o ochronie danych osobowych, to poprzez wskazanie w ulotkach nazwisk członków wspólnoty), jednak organy ścigania nie podjęły tych wątków. Wezwał zatem ulotkowicza do przeprosin, a kiedy ich nie uzyskał — skierował powództwo do sądu. (Warto się wczytać w uzasadnienie wyroku: było tam jeszcze parę zarzutów popełnienia przestępstwa, np. fałszowanie dokumentów, etc.).
W treści pozwu zażądał nakazania pozwanemu wywieszenia na klatkach schodowych ogłoszeń zawierających przeprosiny i odręczny czytelny podpis, a także zapłacenia kwoty 4000 złotych na rzecz fundacji dobroczynnej, tytułem naruszenia dóbr osobistych powoda.

Sąd uwzględnił roszczenia zarządcy nieruchomości lecz tylko częściowo. Przede wszystkim nakazał pozwanemu zamieszczenie na klatkach schodowych własnoręcznie podpisanych ogłoszeń w postaci wydruków kartek A4, w których przeprasza za całkowicie nieprawdziwe oskarżenia. Tu znów wypada mi przypomnieć zdanie, które popełniłem w Lege Artis kilkanaście dni temu: sposób naprawienia wyrządzonej szkody musi być adekwatny do sposobu jej wyrządzenia. Tym razem powód postąpił rozsądnie, tj. nie eskalował roszczeń (nie żądał publikacji ogłoszeń w prasie, etc.), jednak sąd i tak przeredagował nieco treść przeprosin: powód nie musi rozpoczynać pisma od „Ja, niżej podpisany J. S.”, bo przecież się pod nim podpisuje, nie musi trzykrotnie podawać w ogłoszeniu swojego nazwiska (bo podpis wystarcza), no i nie musi pisać „spółki … sp. z o.o.”, bo tak się nie robi ;-)

Natomiast odmówiono nałożenia na pozwanego obowiązku zapłaty jakiejkolwiek kwoty na zbożny cel — raz, czemu z niezbyt dla mnie jasnych przyczyn poświęcono cały akapit w uzasadnieniu, wywodzone z art. 448 kodeksu cywilnego roszczenie nie jest „zadośćuczynieniem”, ponieważ tego można żądać tylko na rzecz pokrzywdzonego (co określono roszczeniem „pozbawionym podstawy prawnej”). Dwa, że osoba prawna nie może doznać krzywdy, albowiem ujemne doznania psychiczne i cierpienie to uczucia, które odczuwać może wyłącznie człowiek (dla niepoznaki nazwany w wyroku osobą fizyczną), przy czym nie można tego przenosić na członków zarządu spółki prawa handlowego lub jej wspólników. (Co ciekawe sąd polemizuje tu z wyrokiem Sądu Najwyższego, w którym wyrażono pogląd przeciwstawny, por. wyrok SN z 24 września 2008 r., II CSK 126/08.)
Patrząc natomiast na odpowiedzialność pozwanego od strony art. 488 kc, zdaniem sądu powód nie wykazał, iżby opinie wyrażone w rozrzuconych ulotkach podważyły jego wiarygodność i rzetelność wśród mieszkańców — wskazuje na to fakt, że nadal zarządza nieruchomością — przez co nie wykazał winy po stronie sprawcy. Stąd roszczenie w warstwie finansowej zostało oddalone.

PS Pół zdania w kwestii anonimizacji treści orzeczenia: w udostępnionym na stronie internetowej wyroku forma druku ogłoszenia o przeprosinach została określona jako: „czcionką czarną T. (…) nr (…) (wysokość małych liter 0, 4 cm), z marginesem maksymalnie 3 cm”. Naprawdę nie mam pojęcia dlaczego wykropkowano nazwę czcionki oraz jej wielkość, no chyba że chodzi o to, że sąd pomyślał, że będzie afera to, że nakazuje pisanie czegoś czcionką Times New Roman, do której prawa przysługują jakiemuś tam amerykańskiemu przedsiębiorstwu?

  • anonim2

    Co jeśli w takiej sytuacji zarządca budynku zabroniłby rozwieszania kartek z przeprosinami?

  • No to by było nawet ciekawe :) bo faktycznie zarządca nie jest adresatem wyroku i nie musi się do niego stosować.

    W tym akurat przypadku jest to o tyle niemożliwe, że zarządca wnosił o powieszenie kartek sam u siebie, ale rzeczywiście: co by było gdyby zarządca miesiąc temu wprowadził cennik za powieszenie kartek, np. „100 zł dziennie za każde A4”.

  • anonim2

    No akurat w tym przypadku byłoby na prawdę „ciekawie”. Ale też czasem może być sytuacja, że przeprosiny byłyby zamieszczane w medium zupełnie nie związanym ze sprawą. Przykładowo na stronie internetowej, gdzie ktoś kogoś pomówił.

    Co jeśli administrator takiej strony stwierdzi, że on u siebie nie życzy sobie umieszczania przeprosin? Albo wymyśli sobie wysoką stawkę? Czy właścicielowi wolno takie rzeczy zrobić? Co osoba zobowiązana do przeproszenia powinna wtedy zrobić?

  • Wyrok, w którym nakazuje się publikację przeprosin na jakiejś (cudzej) stronie internetowej to właściwie nic nowego (mam kilka takich w zanadrzu do opisania).

    Wydaje mi się, że jeśli admin serwisu przyjmie postawę „no pasaran”, zobowiązanemu wyrokiem sądowym do publikacji przeprosin nie pozostanie nic innego jak… wystąpienie do sądu z żądaniem przymuszenia tegoż administratora…

  • Usher

    Czepiasz się czcionki. Przecież Roman to imię, a potem pewnie szedł numer lokalu, gdzie ten Roman mieszka.

  • LOL :)