Sprzedaż alkoholu przez internet — legalna już na Sylwestra?

W ramach nadchodzącej chyba serii poświęconej ustawie o prawach konsumenta — to na pewno nie będą wielkie analizy, prędzej krótkie notki i ulotne obserwacje — temat #1: czyżby od 25 grudnia 2014 r. legalna stawała się sprzedaż alkoholu przez internet?

Zacznijmy od tego co wiemy dziś: dziś wiemy, że najprawdopodobniej przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zakazują sprzedaży napojów alkoholowych w e-sklepach. Wynika to z przepisów, które nakładają na przedsiębiorców obowiązek wskazania w zezwoleniu miejsca sprzedaży, którym generalnie jest mieszkanie kupującego (jako miejsce spełnienia świadczenia przy sprzedaży przez internet). Sklep wysyłający taki towar do klienta musiałby uzyskać zezwolenie o takiej właśnie treści… generalnie niemożliwe.


sprzedaż alkoholu przez internet

Czekają… zamówione w czasie Świąt już na Sylwestra prosto do domu?


Tak, wiem, że działa w Polsce wiele sklepów wysyłkowych, po prostu dzielę się moją opinią, zresztą nie tak nietrzeźwą, biorąc pod uwagę orzecznictwo — np. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 14 kwietnia 2011 r., II GSK 431/10 lub dość głośny wyrok WSA we Wrocławiu z 23 października 2013 r., III SA/Wr 520/13, w sprawie cofnięcia zezwolenia pewnej sieci handlowej. Tak, wiem, że Polska Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych ma pogląd dość zgodny z tym co napisałem powyżej, ale pamiętam też, to ta sama agenda państwowa, której szef uważa, że to fatalnie, że ludzie piją więcej piwa, niż wódki, bo „Ktoś, kto pije wódkę, łatwo przechodzi na piwo. I odwrotnie. To są napoje komplementarne.” Więc to żaden argument ;-)

Natomiast wiele wskazuje, że może w tym całym interesie wiele namieszać ustawa o prawach konsumenta, która wchodzi w życie za półtora miesiąca.
Otóż zgodnie z jej art. 38 ust. 7 konsument, który zawarł umowę sprzedaży poza lokalem lub na odległość nie będzie mógł skorzystać z prawa odstąpienia, w której:

przedmiotem świadczenia są napoje alkoholowe, których cena została uzgodniona przy zawarciu umowy sprzedaży, a których dostarczenie może nastąpić dopiero po upływie 30 dni i których wartość zależy od wahań na rynku, nad którymi przedsiębiorca nie ma kontroli

Jasne, nowe przepisy o prawach konsumenta nie zmieniają przepisów ustawy „antyalkoholowej” (ba, w zakresie miejsca spełnienia świadczenia rozwiewają ostatnie wątpliwości, o tym jednak nieco później), a w szczególności nie przynoszą formuły „dopuszczalna jest organizacja sprzedaży napojów alkoholowych na odległość”. Jednak, jak lubię powtarzać, skoro w Polsce mamy system prawa, nie luźną konfederację przepisów, nie sposób wnioskować o istnieniu zakazu (lub braku zgody na taką organizację działalności gospodarczej) na podstawie przepisu a (który w dodatku nie stanowi o zakazie wprost — zakaz może być z niego wyłącznie wyinterpretowany), skoro norma b określa pewne parametry tego świadczenia (i dodam, że ów art. 38 ust. 7 nie może być rozumiany jako zgodę na sprzedaż alkoholu w e-sklepach wyłącznie napojów dowożonych wyłącznie po upływie 30 dni i tylko — cokolwiek to oznacza — których wartość zależy od wahań rynku.

Czuję, że ten przepis może troszkę namieszać, więc chociaż zakup tych dóbr przez sieć niespecjalnie mnie interesuje (nie ma nic przyjemniejszego jak chłód butelki w kieszeni marynarki…), będę się przyglądał — i dopingował strony ewentualnego sporu.

  • Art

    Zawarcie umowy sprzedaży na odległość (przez internet) nie musi być równoznaczne ze sprzedażą wysyłkową. Ja czasami kupuję towar przez internet (ze względu na bardziej konkurencyjne ceny) i odbieram osobiście w lokalu przedsiębiorcy. Można więc chyba uznać, że przytoczone przepisy dotyczą różnych sytuacji. Pierwszy przepis zakazuje sprzedaży wysyłkowej, a drugi reguluje sprzedaż przez internet z odbiorem osobistym. Dobrze rozumuję?

  • No tak, sprzedaż na odległość z odbiorem osobistym w sklepie czy innym punkcie to coś innego, niż wysyłkowa, niemniej mi tu generalnie chodziło po prostu o „klasyczną” sprzedaż wysyłkową, z dostawą do domu.

  • Usher

    W kwestii formalnej. Jeśli w układzie strony chce się stosować jakieś egzotyczne fonty (jak Cantata One), wypadałoby zrobić dwie rzeczy:
    1. Sprawdzić, czy font zawiera ogonki i znaki innych języków, które może przyjdzie cytować (np. języki wszystkich państw UE).
    2. Zadbać o dostarczenie tych ogonków w webfoncie (domyślnie wybierany jest tylko podzbiór iso-8859-1).

    Jeśli się tego nie pilnuje, wychodzą takie potworki, jak ten, który załączyłem poniżej.

  • Art

    Co nie znaczy, że ustawodawcy chodziło o „klasyczną” sprzedaż wysyłkową. Skoro zakaz wyprowadzony z przepisu „a” nie zawsze musi obejmować świadczenie z normy „b”, to wykładnia systemowa ogranicza normę „b” wyłącznie do przypadków świadczeń niezakazanych przez przepis „a”. W art. 38 ust. 7 mowa jest o dostarczeniu towaru po 30 dniach, co można wyinterpretować jako dostarczenie konsumentowi zamówienia do punktu odbioru osobistego. Zwłaszcza że te „30 dni” oraz „wartość zależna od wahań na rynku” sugerują, że chodzi o sprzedaż bardzo drogich alkoholi inwestycyjnych, nabywanych w celach spekulacyjnych, a nie spożywczych :).

  • Dzięki. Tłumaczenie będzie wydawało się głupie, ale:
    – SOA #1, czyli u mnie działa jak należy,
    – zestaw fontów jest dostarczony przez twórcę szablonu. Kilka już zmieniłem, zaraz poszukam i tej Piosneczki Jeden.

  • No ale skoro sprzedaż inwestycyjna, to raczej nie konsumencka. A po drugie jednak nawet jeśli przez owo dostarczenie można mieć na myśli „ściągniemy to dla pana tu do nas”, to jednak ustawa nie wprowadza takiego rozróżnienia (sprzedaż na odległość z odbiorem osobistym), więc ta zasada dotyczy każdej sprzedaży na odległość — także z dostawą do miejsca wskazanego przez klienta.

  • Usher

    Działa, bo pewnie w trakcie pracy nad szablonami zainstalowałeś sobie te fonty (choćby tymczasowo w przeglądarce). Font Cantata One należy do pakietu Google Fonts, więc mogłeś go zainstalować korzystając z Chrome.

    Sprawdzać powinieneś: na innym komputerze (być może z innym systemem operacyjnym – Win XP wciąż jest popularny), na tekście z ogonkami, pod Firefoxem (nawet w wersji niedeweloperskiej nie potrzebuje wtyczki do zbadania elementu) i co najmniej jedną inną przeglądarką.

    Wtyczki mogą nie tylko pomagać, ale i wprowadzać w błąd (np. automagicznie doinstalowując fonty czy kodeki) lub przeszkadzać (np. blokując jakieś elementy strony lub siebie nawzajem), dlatego dobrze sprawdzać również na czystym profilu użytkownika z wyłączonymi wszystkimi dodatkami.

  • Co do instalacji fontów, to wątpię — po pierwsze w chałupie (i pracy) używam Ubuntu, więc raczej samo się nic nie doinstaluje, no chyba że w jakimś /temp/. Innymi przeglądarkami przeglądam, nawet pod Windowsem przeglądam… No nic, będzie musiał człowiek się nieco webdeweloperki poduczyć ;-)
    Zachciało się człowiekowi na starość wyzwań (a jeszcze na tę zimę mam plan w postaci biegówek).

    Dzięki za cierpliwość.

  • Usher

    Ubuntu ma własny font (o nazwie Ubuntu, rzecz jasna), który obecne jest dostępny również z Google Fonts Directory. Niewykluczone, że w ramach wzajemności Ubuntu może instalować wszystkie fonty tego pakietu – domyślnie lub na żądanie bez dodatkowej akceptacji użytkownika.

  • Art

    Trochę mnie zaskoczyłeś. W starej ustawie sprzedaż konsumencka, o ile dobrze pamiętam, to sprzedaż rzeczy ruchomej osobie fizycznej nabywana nie do celów działalności gospodarczej. Rzeczywiście inwestowanie na własny rachunek można chyba podciągnąć pod działalność gospodarczą, choć moim zdaniem to jednak trochę nie w duchu ustawy, bo nie jest to działalność zawodowa. W internecie pełno jest ofert sprzedaży złotych sztabek i monet bulionowych. Są to oferty dla zwykłych śmiertelników, więc trochę szkoda, że ustawa ich nie chroni. Tym dziwniejszy wydaje się ten art. 38 ust. 7 z nowej ustawy.

    Odnośnie sprzedaży alkoholi przez internet. Czas pokaże. Ja jednak nie liczyłbym na jakieś duże zmiany w tej kwestii.

  • Zresztą to chyba nie ma znaczenia czy zakup inwestycyjny alkoholu wchodziłby w zakres sprzedaży konsumenckiej (może i tak?), niewątpliwie przepis ten niekoniecznie musi się odnosić do takich rzeczy…

    …. a poza tym kto mi zabroni zakupić 18-letnie coś w celach inwestycyjnych aby następnie zmienić plany i zużyć zawartość konsumpcyjnie? ;-)

  • No i proszę, są jeszcze inne problemy prawne związane nawet ze zwykłą sprzedażą trunków — Inspekcja Handlowa chce wycofania ze sklepów „Żołądkowej Gorzkiej”, bo ma za mało procentów w procentach:

    http://supermarket.blox.pl/2014/11/W-Poznaniu-wycofuja-ze-sprzedazy-zoladkowa-gorzka.html

    Żołądkowa ma tylko 36% alko, więc nie może się nazywać wódką (brakuje jej 1,5% do tego dumnego miana), zatem producent nie może wprowadzać w błąd klienteli opatrując ją takim napisem na etykiecie.

    Ludzie mówią, że urzędniki nie działają dla ich interesu. No i proszę, jednak się zdarza.

  • Krzysztof | konsumentwsieci.pl

    Nie przypisywałbym art. 38 ust. 7 u.p.k. tak wielkiej roli i nie stanowi on – w mojej ocenie – legalizacji sprzedaży alkoholu w sieci (a przynajmniej, że coś w tym zakresie uległo zmianie). Został on wprowadzony z przymusu, bo zdecydował o tym ustawodawca europejski. Jest to implementacja w ramach harmonizacji zupełnej art. 16 pkt g Dyrektywy 2011/83/UE.

  • To raczej niemożliwe, żeby pojawił się w ustawie jakiś przepis, który właściwie nie oznaczałby dosłownie nic, nawet jeśli legislacja nastąpiła pod przymusem. Przecież sens zdania jest prosty: klient, który (i) kupuje alkohol (ii) na odległość (iii) nie może odstąpić od umowy (iv) jeśli cena została uzgodniona w umowie sprzedaży (v) dostarczony zostanie po 30 dniach (vi) a którego wartość jest właściwie nie wiadomo jaka (tylko końcówka przepisu jest dla mnie niejasna, nie pomaga także lektura dyrektywy w języku angielskim).

    To zdanie oznacza, że w odniesieniu do innych transakcji dotyczących zakupu alkoholu na odległość konsumentowi przysługuje uprawnienie do odstąpienia od umowy — wyłączenie jest dostatecznie wyraźne, by właśnie tak je interpretować (jako wyjątek od ogólnej reguły prawa do zwrotu towaru).

    Nie godzę się z koncepcją, że ustawodawca dopuszcza albo wyłącza stosowanie przepisów, z których po prostu nie da się zrobić użytku. Tj. wiem, że jest to możliwe ale nie godzę się z tym ;-)

  • Krzysztof | konsumentwsieci.p

    To cena tworzenia prawa na szczeblu europejskim. Poprzez zastosowanie pełnej harmonizacji, polski ustawodawca nie mógł z tego zrezygnować z tego zapisu. Inna sprawa, że ustawa o prawach konsumenta nie wyłącza możliwości handlu alkoholem przez internet :) Zakaz ten musiałby wynikać z innych przepisów, które stanowiłyby lex specjalis.

  • Rozumiem na czym polega ta harmonizacja i jakie są jej konsekwencje. Zmierzam jednak do tego, że nie można powiedzieć, że jakaś zmiana — choćby i wywołana właśnie machnięciem skrzydełek brukselskiego motyla — nie miała dla nas żadnego skutku tylko dlatego, że „nie można było z niego zrezygnować”.

    Natomiast pamiętam (jeszcze ze studiów), że konsekwencją istnienia systemu prawa jest m.in. możliwość derogowania, choćby w drodze subsumpcji, jakiegoś przepisu, właśnie ze względu na pojawienie się innej normy, która mówi coś innego (tu nawet nie ma potrzeby derogacji czegokolwiek, ponieważ „zakaz sprzedaży alkoholu przez internet” wynika tylko z interpretacji ustawy).

    Moim zdaniem mamy tu właśnie klasyczny przykład takiej derogacji: pojawił się przepis, który wyklucza pewną interpretację innej normy.

    I zgadzam się, że przepisy ustawy o prawach konsumenta ani nie zakazują, ani nie zezwalają na sprzedaż tegoż alkoholu na odległość.