Płatność za pobraniem a skutki odstąpienia od umowy

W kolejnym tekście poświęconym zmianom w prawach konsumenckich czas dwa zdania o tym jak ma się płatność za pobraniem do skutków odstąpienia od umowy. (Tak, część P.T. Czytelników zauważyła już, że raczej sieję tu wątpliwości, zamiast je rozwiewać, ale cóż — taka już moja natura.)

Dalej będzie w punktach, bo jakoś łatwiej mi w ten sposób utrzymać dyscyplinę wypowiedzi:

  • po pierwsze nowa ustawa o prawach konsumenta w nowelizując kodeks cywilny dodaje doń art. 383(1), zgodnie z którym przedsiębiorca uprawniony będzie do żądania od konsumenta zwrotu kosztów poniesionych w związku ze skorzystaniem z określonego sposobu zapłaty za towar lub usługę. Oznacza to, że obecnie absolutnie dozwolone będzie przeniesienie na klienta kosztu obsługi związanej np. z przyjmowaniem płatności kartą płatniczą, oczywiście wyłącznie do wysokości owych kosztów;
  • po drugie w przypadku skorzystania przez konsumenta z możliwości odstąpienia od umowy i zwrotu towaru, sprzedający ma obowiązek zwrócić kupującemu wszystkie dokonane przez niego płatności, w tym koszty dostarczenia rzeczy (art. 32 ust. 1 UoPK);
  • równocześnie jednak art. 33 UoPK pozwala przedsiębiorcy, w przypadku odstąpienia od umowy przez konsumenta, na zatrzymanie części kosztów przesłania towarów — tej części, która wykracza ponad „zwykły najtańszy” sposób dostarczenia oferowany przez sprzedającego. Czyli paczka zwykła 11 złotych, kurier 20 złotych, klient wybiera przesyłkę kurierską, a po odstąpieniu od umowy zwracane mu jest 11 złotych;
  • żaden inny przepis nie zezwala firmie na odmowę zwrotu żadnych innych pieniędzy — zatem oddać będzie trzeba także przerzucone na konsumenta prowizje związane z użytym sposobem zapłaty;
  • i tu się robi mała trudność z cyklu na dwoje babka wróżyła: w zależności od przyjętego założenia albo będzie przedsiębiorca zwracał klientowi także poniesione koszty „za pobraniem” — jeśli przyjmiemy, że jest to sposób płatności z art. 383(1) kc — albo też nie będzie miał takiego obowiązku, jeśli wyjdziemy z założenia, że „za pobraniem” to „inny niż najtańszy zwykły” sposób dostarczenia towaru (art. 33 UoPK).

Przyznam, że sam mam z tym pewną zagwozdkę, jednak przychylam się do poglądu, że przesyłka za pobraniem jest właśnie jednym ze sposobów przesłania towaru, nie zaś sposobów zapłaty za przesłany towar — zaś ów „dołączony” element zapłaty ma tylko charakter incydentalny. Nie mogę jednak wykluczyć, że w praktyce stosowania ustawy górę weźmie stanowisko przeciwstawne, czyli że przesyłka za pobraniem tak naprawdę składa się z dwóch elementów: właściwej przesyłki towaru oraz usługi odebrania należności od klienta i odesłania tych pieniędzy sprzedającemu.

Czy to oznacza, że ustawa jest źle napisana, że można było jaśniej? Myślę, że tak właśnie się stało (inna sprawa, że zawsze widząc nową regulację w Dzienniku Ustaw mam myśl, że nowe prawo zwykle oznacza gorsze prawo), aczkolwiek nie sądzę, by jeszcze większe szczególarstwo zdało się na wiele: od faszerowania aktów prawnych detalami zbyt blisko do nadmiernej kauzalności, która zabija logikę. Często kończy się to taką sytuacją, że zapamiętamy trzy wyjątki od dwóch reguł — ale o tej ostatniej sytuacji po prostu nie pomyślimy.

Prawnicy się cieszą, bo zawsze jest temat do pogderania, może nawet będzie z tego troszkę roboty, natomiast myślę, że z punktu widzenia przedsiębiorców, dla których takie niejasności oznaczają dodatkowe obciążenia, jest to dość fatalna sytuacja.