Zakaz picia alkoholu „w miejscach publicznych”

Uznając życie obywateli w trzeźwości za niezbędny warunek moralnego i materialnego dobra Narodu, stanowi się, co następuje: (preambuła ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi)

Kolejny z tematów, który wraca dość często w pytaniach do redakcji ;-) to rzekomy zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Podkreślam: rzekomy. Zakazu takiego bowiem nie ma, a to, że ktoś dostał mandat, jeszcze nie oznacza, że o takim zakazie można mówić.

Zerkając do normy regulującej ów zakaz aż trudno uwierzyć, że może ona budzić aż tyle wątpliwości — albo też: że przy braku wątpliwości można aż tak udawać. Otóż zgodnie z art. 14 ust. 2a ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi:

Zabrania się spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach sprzedaży tych napojów.

Jakby miał to być zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, przepis posługiwałby się właśnie po prostu pojęciem miejsca publicznego (niekoniecznie robiąc sobie ambaras z definicji), wyłączając tylko lokale gastronomiczne i ich ogródki (bo to też miejsca publiczne). Wyłączyłoby się jeszcze imprezy masowe, na których jednak wolno serwować lekkie piwo (do 3,5%) i problem z głowy. Mowa jest tam jednak o (i) ulicach, (ii) placach oraz (iii) parkach, a zatem wypadałoby rozebrać te wyrazy na czynniki pierwsze. A zatem:

  • zacząć warto od tego, że sama w sobie ustawa antyalkoholowa nie definiuje używanych pojęć, być może wychodząc z założenia, że rzeczy jasne nie wymagają objaśnień, a może ustawodawca woli nas przekierować do innych przepisów;
  • stosunkowo niewiele problemów nastręczać będzie definicja ulicy. Zgodnie z art. 4 pkt 3 ustawy o drogach publicznych ulicą nazywamy drogę na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy zgodnie z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w której ciągu może być zlokalizowane torowisko tramwajowe. W największym możliwym skrócie: ulica to droga poprowadzona wzdłuż zabudowy, choćby i tej w przyszłości, natomiast na pewno nie ma znaczenia kwestia czy jest to obszar zabudowany czy niezabudowany w rozumieniu kodeksu drogowego;
  • no dobrze, ale jak szeroko sięga ta droga? Tu chyba pozostaje tylko sięgnąć do prawa o ruchu drogowym, które mówi, że jest nią wydzielony pas terenu składający się z jezdni, pobocza, chodnika, drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów, łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa, przeznaczony do ruchu lub postoju pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt. Zatem będzie ulicą i chodnik, i ławka przychodnikowa, i parking nawet (jako droga wewnętrzna — art. 8 ust. 1 ustawy o drogach publicznych). Mam natomiast pewien problem z podwórkiem, ale takim, do którego nie prowadzi żadna droga wewnętrzna;
  • nieco gorzej jest już z definicją placu, której w przywołanej wyżej ustawie brak (i w innych, które przyszło mi do głowy sprawdzić, też jej nie ma). Moja własna definicja „na czuja” brzmi: skrzyżowanie wielu ulic. I chociaż definicje na czuja nie są szczególnie dobre w przypadku przepisu karnego (o czym więcej poniżej), to jednak nie ma co próbować walczyć z sankcją poprzez brak legalnej definicji placu (art. 148 kk nie definiuje czasownika „zabić”, nie mamy także legalnej definicji pojęcia „życia” — a jednak sądy dają sobie z tym radę);
  • lepiej jest już z parkiem, który jest jednym z rodzajów terenów zieleni (art. 5 pkt 21 ustawy o ochronie przyrody), jednak z tych przepisów wynika tyle samo, co na przykład z art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. g ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, który wyszczególnia park jako rodzaj zabytku nieruchomego, który podlega ochronie bez względu na stan zachowania. (Jest jeszcze coś w ustawie o ochronie środowiska, ale jeszcze bardziej nieważne z punktu widzenia określenia czym jest park w rozumieniu zakazu spożywania alkoholu). Ale czy powiedzmy skwer jest rodzajem parku? Czy raczej częścią ulicy lub placu? Hmm w sumie chyba nieważne ;-)

Niezależnie od tego nie są wyszczególnione w ustawie, a zatem nieobjęte zakazem spożywania alkoholu m.in.: wały przeciwpowodziowe (sprawdziłem w prawie wodnym, nie ma osobnego zakazu), lasy (nie ma nic o alkoholu w ustawie o lasach), pola i łąki, etc. (I błagam, nie śmiejcie się nad moimi dywagacjami prawnymi — jakby na to nie patrzeć zdefiniowanie pojęć przez patrol na potrzeby podejmowanej interwencji to być-albo-nie-być w kontekście ryzyka sankcji, zatem nie wolno pozostawiać przepisów, na podstawie których ktoś może zostać ukarany do całkowicie swobodnych przemyśleń policji.)

Ba, uprawnienia do nałożenia  g e n e r a l n e j  prohibicji nie sposób wywieść nawet z art. 14 ust. 6 ustawy dającego uprawnienie radzie gminy do uchwalenia pewnych zakazów lokalnych. W („W innych niewymienionych miejscach, obiektach lub na określonych obszarach gminy, ze względu na ich charakter, rada gminy może wprowadzić czasowy lub stały zakaz sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych”). Sęk w tych dwóch przeciwstawnych pojęciach: czasem mawia się o generalnym zakazie spożywania alkoholu, podczas gdy przepis zezwala municypałkom na jego ustanowienie, jednak tylko w tych miejscach, gdzie jest to konieczne ze względu na ich charakter.

Co ciekawe w orzecznictwie odrzuca się — dominujący chyba w potocznym myśleniu pogląd — że uchwała o zakazie może mieć na celu zagwarantowania bezpieczeństwa czy porządku publicznego. I tak wrocławski WSA w wyroku z 19 listopada 2011 r. (III SA/Wr 568/11) stwierdził: Jako cel ustawy z 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi nie został wskazany w art. 1 ust. 1 obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa, ładu czy porządku publicznego. Na cele takie nie może zatem powoływać się gmina, wprowadzając zakazy sprzedaży alkoholu w trybie art. 14 ust. 6 ww. ustawy. Co więcej, skoro art. 14 ust. 1-5 ustawy wprowadza zakazy ustawowe, to należy przyjąć, że tylko ustawodawca byłby uprawniony do ich jakiegokolwiek rozszerzenia — nie może zatem gmina sobie swobodnie dopisywać jak leci. W innym wyroku podkreśla się natomiast, że dodatkowe zakazy nie mogą być ustanawiane ze względu na wagę odbywających się tam uroczystości czy wydarzeń (np. wyrok WSA w Poznaniu z 23 listopada 2011 r., IV SA/Po 977/11). W jeszcze innym orzeczeniu odmówiono radzie gminy prawa do ustanowienia generalnego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych (wyrok NSA w Warszawie z 10 października 2006 r., II GSK 155/06).

Do tego momentu pośmialiśmy się, i to na trzeźwo, co ponoć jest przejawem dobrego tonu. Teraz będzie jednak nieco mniej wesoło: zgodnie z art. 43(1) ust. 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości

Kto spożywa napoje alkoholowe wbrew zakazom określonym w art. 14 ust. 1 i 2a-6 albo nabywa lub spożywa napoje alkoholowe w miejscach nielegalnej sprzedaży, albo spożywa napoje alkoholowe przyniesione przez siebie lub inną osobę w miejscach wyznaczonych do ich sprzedaży lub podawania, podlega karze grzywny.

Przeto w sumie od definicji zależy wykładnia, od wykładni sankcja — a od niej ilość pieniędzy wydanych na karę; poza tym liczą się zasady, w tym jasność normy ograniczającej naszą wolność osobistą. (Mało tego, zgodnie z art. 43(1) ust. 2 ustawy karalne jest także usiłowanie tego wykroczenia, co moim zdaniem jest dość specyficzną normą, ponieważ droga od przenoszenia kilku butelek Córy Koryntu w reklamóweczce przez park do jej wypicia nie musi być odległa… ;-)

Podsumowując: nie ma czegoś takiego jak zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, istnieją natomiast przepisy o zakazie w określonych miejscach — na ulicach, placach i w parkach. Oznacza to, że policja i straż miejska nie ma uprawnień do karania za każde piwko pod chmurką (chyba że ktoś po prostu rozrabia — w takim jednak przypadku podstawa działań będzie inna), a jeśli twierdzi, że takie zakazy uchwaliła rada gminy, to oznacza, że warto zainteresować się tą uchwałą…

  • Tomek

    Alkoholu chyba też nie można spożywać prowadząc samochód oraz w spożywczaku.

  • W aucie to nawet z innych przyczyn, bym powiedział :) zresztą jadąc rowerem też nie wolno! ;-)

  • Usher

    Skwer to raczej plac niż park, choć za park można uznać prawie każdy duży teren zielony (las, łąkę, duży trawnik). Pominąłeś bramy i chodniki poza ulicami (np. wewnątrz osiedla). Nie zastanowiłeś się też, czy podwórka między blokami zaliczyć do parków lub placów (a plac zabaw?) i jak traktować podwórka wewnętrzne (studnie).

  • Usher

    Sklep to zamknięty lokal, a nie otwarty teren.

  • Johnny

    W takim razie stojąc sobie w moim (lub legalnie wynajętym) garażu znajdującym się przy ulicy mogę z kolegami zupełnie legalnie spożywać alkohol? Nawet jeśli drzwi tego garażu w okresie letnim są otwarte na oścież i przechodnie widzą i się demoralizują? ;)

    Niedawno koledzy w podobnej sytuacji mieli wizytę Wrocławskich strażników miejskich, niestety (dla strażników) nieskuteczną.

  • No nie, całkiem na poważnie: las akurat ma całkiem niezłą definicję w art. 3 ustawy o lasach: zwarta powierzchnia, 0,10 ha, roślinność, produkcja leśna, rezerwat lub PN, albo zabytek. Bramy i chodniki (wewnętrzne) — podobnie jak podwórka wewnętrzne — trudno powiedzieć, literalnie, jeśli nie przylegają do żadnej ulicy, to nie.

    Ale to taka sztuka dla sztuki :)

  • Uważam, że się nie da :) podobnie jak wolno mi smakować Atak Chmielu na balkonie, niezależnie od tego czy ten balkon jest w bloku na blokowisku czy w bungalowie w otulinie Pienin, a także czy na parterze czy na 4 piętrze :) Wolnoć Tomku w swoim domku :)

  • Nottenick

    Czy określenie „na ulicy” dotyczy tylko obszaru bezpośrednio przylegającego do gruntu (powierzchni ulicy) czy także obszaru znajdującego się nad nim? Czy siedząc wysoko na słupie ulicznym znajduję się wciąż „na ulicy” czy jestem juz „nad ulicą” i tam ustawa o wychowaniu w trzeźwości mnie nie obowiązuje? A co z balkonem, który znajduje się trzy metry nad chodnikiem należącym do pasa drogowego? Co jesli spozywam alkohol w kanale sciekowym? Tez jestem na ulicy czy pod nią? Jak wysoko sięga pojęcie NA ulicy?

  • Tomasz Płókarz

    Jakieś 10 lat temu,tuż przed północą,naruszyłem wspomnianą ustawę czekając na taksówkę jakieś 100 metrów od poznańskiego Starego Rynku, gdzie w ogródkach setki ludzi raczyło się etanolem pod różnymi postaciami. Po prostu pracowałem w tej okolicy i musiałem się po 15 godzinach roboty nawodnić. Do dziś sobie pluję w brodę że przyjąłem mandat.

    Inna rzecz, że go nie zapłaciłem, w efekcie przyszedł po paru tygodniach poborca skarbowy i przykleił naklejkę na mój zużyty monitor CRT który wyciągnalem ze strychu, a po kolejnych tygodniach go zabrał i następnie został on zlicytowany :D

  • Wierzę, że na ulicy oznacza jednak jakąś płaszczyznę. Włażąc na słup uliczny zarobisz z innego tematu, no ale balkon to jednak balkon — miejsce prywatne, nawet jeśli widzialne z miejsca nieprywatnego.

  • Wspaniały gest — niepotrzebny wydawać by się mogło monitor jeszcze odnalazł swoje nowe przeznaczenie, zarówno w wymiarze prewencji szczególnej (nie sądzę, byś do dziś pamiętał tak szczegółowo wiele wydarzeń sprzed dekady), a równocześnie przysporzył sektorowi publicznemu.

    Ale pamiętam jak kilkanaście lat temu każdego ciepłego wieczora tłumy młodzieży spędzały wieczór na ławkach na wrocławskim Rynku — wokół Fredry, dosłownie wszędzie — a okoliczne całodobowe sklepy, których tak dużo nie było, miały obroty, że hej!

  • Tomasz Płókarz

    A teraz? Ilość samych tylko Żabek w okolicach poznańskiego Starego Rynku zbliża się już powoli do ilości placówek bankowych. Co pokazuje, że nawet tanie knajpy typu „Białe Wino i Owoce” mają za drogo w obecnym kryzysie. Ludziska wpadli na patent nastepujący – dwie lubelskie cytrynówki czy inne soplice orzechowe przed imprezą, a potem mozna już iść do drogiego klubu :)

  • Lech Malinowski

    No dobrze, zatem – oprócz wymienionych już wałów – gdzie pić, Olgierdzie, gdzie pić?

  • Nottenick

    Zaraz, zaraz, Olgierdzie. Skoro twierdzisz, że balkon nad ulicą to miejsce prywatne, nawet jeśli widzialne z miejsca nieprywatnego, to czy można w tym „miejscu prywatnym” np. bezceromanialnie paradować nago lub powiedzmy uprawiać seks i nikomu ( nawet tym gapiom na dole) nic do tego? Czy jednak mógłbym zostać ukaranym mandatem za wywołanie zgorszenia w miejscu publicznym czyniąc to – tak jak twierdzisz – w miejscu prywatnym?

  • Słyszałem o takiej sprawie, że faceta ukarano za latanie na golasa po własnym mieszkaniu — mieszkał na parterze, nie stosował zasłon.

    Tak czy inaczej jest to miejsce prywatne, natomiast art. 140 kw mówi „kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku”. Publicznie to niekoniecznie w miejscu publicznym :)

  • To zależy co się pije :)

  • Rafał

    Miejska warszawska (lub każda inna) plaża?

  • T.

    bulwary wiślane, klatki schodowe

  • Chyba nie zachęcałbym nikogo do picia alkoholu na klatkach schodowych :)

  • Maciej Bebenek

    warszawska straż wiejska w celu ustalenia czy jest się na ulicy posługuje się mapami geodezyjnymi ;-)
    http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,nad-wisla-wolno-pic-alkohol-oto-mapa-strazy-miejskiej,142197.html

  • Adam

    Nie można paradować nago ponieważ wyczerpujesz art o nie obyczajnym zachowaniu. To nie oznacza, że nie możesz pić piwa. Piwko jak najbardziej możesz pić, tak samo jak możesz je pic na ogródku piwnym a nie możesz tam nago tańczyć. Na podwórku możesz pić piwo jak również na drodze (nie ulicy) pod warunkiem, że nikt nie zadzwoni na policję i nie zgłosi, że twoje zachowanie było nieobyczajne i ktoś się tym zachowanie poczuł obrażony. Przepisy prawa w Polsce sa dobrze napisane i wmiarę precyzyjne. Problem polega na interpretacji (zgadzaniu się na to) przez policję. Często słyszę, że policja działa w duchu prawa. A duchy straszą w starych zamkach a nie stanowią prawa. I wlepianie mandatu za picie piwka na podwórku jest zwyczajnym wyłudzaniem pieniędzy. Należy taki mandat nie przyjmować i bronić się przed sądem. Jeżeli głaskanie kogoś po głowie (za jego zgodą) nie jest zakazane, to nie jest to także próba zabójstwa. Jeżeli godzimy się na interpretowanie prawa przez policjanta, to niebawem i to głaskanie może być próbą zabójstwa. Wszak jak zaczniemy przy tym głaskaniu filozofować, to możemy dojśc do wniosku, że długotrwałe głaskanie może zedrzec na skórę z głowy a tym samym doprowadzić do zdarcia czaszki i uszkodzenia mózgu, co w efekcie może doprowadzić do smierci

  • Pingback: NAD RZEKĄ MOŻESZ PIĆ BEZKARNIE – Głuchołazy Online()

  • Adam Boguń

    no dobrze, a co w takim przypadku z plażą?http://www.se.pl/wiadomosci/polska/zakaz-picia-alkoholu-na-plazach-gdzie-mozna-pic-alkohol-gdzie-jest-zabronione_629237.html, jakim cudem samorządy wprowadzają zakaz ?

  • To nie cud, to uchwała, zapewne podjęta na podstawie art. 14 ust. 6 uwtpa. Która może być zgodna z prawem lub nie, ale dopóki nie zostanie uchylona, obowiązuje.

    Nb. być może istnieją jakieś (inne) przepisy pozwalające na wprowadzenie takiego zakazu (granica państwa, etc.), tego nie wiem.