Kancelaria MURAAL i odpowiedzialność za BitTorrent

Wywołany poniekąd do tablicy tematyką odpowiedzialności za ściąganie (i równoczesne rozpowszechnianie) plików przez BitTorrent, akcjami wszczynanymi przez kancelarię Lex Superior oraz koncepcjami publicznie wygłaszanymi przez właścicielkę kancelarii MURAAL — która przynajmniej ma odwagę publicznie bronić swojego stanowiska (co jest naprawdę niecodzienne!) — a także informacjami sprzed kilkunastu dni, że jednak prokuratura odmawia ścigania sprawców rzekomego piractwa via BitTorrent (za linka dziękuję wieloletniemu P.T. Czytelnikowi januszkowi), postanowiłem przekuć jeszcze parę błąkających się tu i ówdzie myśli na bity.

Będzie w punktach, bo tak mi idzie sprawniej:

  • zaczynając od pierwszej rewelacji MURAAL, którą wrzucam do kategorii siania FUD: że próba zwolnienia się z odpowiedzialności za rzeczy popełnione przy użyciu otwartego (albo przełamanego) WiFi jest bezskuteczna, albowiem „obowiązek zabezpieczenia sieci spoczywa na na użytkowniku”, a jednak chociaż „nie ma powszechnie obowiązującego prawa nakazującego zabezpieczyć sieć”, to mimo wszystko „w poszczególnych regulaminach świadczenia usług znajdują się zapisy dotyczące bezpieczeństwa sieci i zachowań niezgodnych z prawem”. Kochani moi, to jest gruba nieprawda, a co gorsza: manipulacja. Żaden przepis nie wprowadza takiego obowiązku, co implikuje prostą zależność: skoro go nie ma, to niezastosowanie się do nieistniejącego obowiązku nie jest zachowaniem niezgodnym z prawem. Owszem, poszczególni operatorzy mogą nakładać takie powinności na abonentów (w zawartych umowach), ale generalnie niewykonanie obowiązku określonego umową nie jest karalne (co najwyżej pretensje może mieć do nas ów operator, ale też: nie za to, że ktoś sobie zrobił coś przy użyciu naszego pasma);
  • o braku obowiązku zabezpieczenia WiFi wypowiedział się już także Sąd Najwyższy — w MURAAL powinni przeczytać sentencję wyroku z 8 lipca 2011 r. (sygn. akt IV CSK 665/10). Owszem, orzeczenie wydano w sprawie cywilnej, ale w odniesieniu do ewentualnej odpowiedzialności karnej zasada ta jest jeszcze bardziej wyraźna;
  • a jeśli ktoś mi powie, że abonent powinien wiedzieć co się dzieje z jego komputerem (to mój ulubiony wątek: ściganie rzekomych sprawców po adresie IP, na zasadzie pokaż mi adres IP a powiem kogo ścigać), to wskażę dość świeży i nieprawomocny jeszcze wyrok Sądu Rejonowego w Olsztynie z 29 lipca 2014 r. (sygn. akt II K 614/14), którym uniewinniono oskarżonego o korzystanie z sieci P2P przy użyciu komputera matki  (i naruszenie art. 116 ust. 1 pr.aut.), z tego względu, iż nie sposób było przypisać mu zarzucanego czynu, albowiem nie dość, że to mógł być ktoś inny, to w dodatku: „jak wynika z opinii biegłego program A. posiada włączoną opcję automatycznego startu wraz z uruchomieniem komputera. CO oznacza, że od chwili umieszczenia poszczególnych plików audio w udostępnianym folderze były one rozpowszechniane nieokreślonej liczbie użytkowników w sieci Internet każdorazowo po uruchomieniu komputera i połączeniu go z siecią. Możliwa jest więc sytuacja, że każda osoba uruchamiająca komputer i korzystająca z Internetu w innym celu choćby takim jak sprawdzenie poczty elektronicznej lub prognozy pogody nieświadomie powodowała uruchomienie programu i rozpowszechnianie plików nieokreślonej liczbie użytkowników w sieci Internet;
  • kancelaria MURAAL stoi także na stanowisku, że jeśli ktoś się włamał do naszego routera i z niego skorzystał, to powinno się zgłosić takie naruszenie (co ma, jak rozumiem, zwolnić nas z — nieistniejącej — odpowiedzialności). No jasne, ale u mnie nadal art. 267 par. 2 kodeksu karnego — ten o tym, że można zarobić 2 latka za podłączenie się do cudzego hotspota — jest przestępstwem wnioskowym, zatem nie muszę, jeśli nie chcę, a w dodatku brak jest nawet społecznego obowiązku powiadomienia organów ścigania (art. 304 par. 1 kpk);
  • kolejna sprawa to informacje, że zdaniem prokuratury pobieranie filmów przez BitTorrent nie jest przestępstwem, nawet jeśli rzeczywiście doszło do równoczesnego udostępniania tych plików z komputera użytkownika. Ma to być konsekwencją tego, że zdaniem organów ścigania wymagana jest umyślność czynu dla możliwości przypisania odpowiedzialności sprawcy (przyznam, że jak czytam art. 116 ust. 4 pr.aut. to widzę coś innego, więc pewnie prokuraturze chodziło o coś nieco innego niż napisano w dobreprogramy.pl);
  • zawsze jednak będę stał na stanowisku, że owo incydentalne zwielokrotnienie utworów w BitTorrent jest niczym innym jak formą dozwolonego użytku z art. 23(1) pr.aut. — jakby na to nie patrzeć zezwala się tam na takie zwielokrotnienie, jeśli stanowi integralną i podstawową część procesu technologicznego i ma na celu wyłącznie zgodne z prawem korzystanie z utworu. Moja teza doznaje wzmocnienia założeniem, że przecież to nie jest tak, że ściągając równocześnie rozpowszechniam od razu cały film — on sobie tylko tam „kapie” pomaluśku (a czy rozpowszechnienie 4% z 4 utworów jest rozpowszechnieniem 4 utworów?).

Reasumując: najwyraźniej widać, że zdaniem walczących z piractwem (takie sformułowania też już widziałem) mamy do czynienia z prawdziwą krucjatą. A zatem nie dość, że nie ma się co patyczkować, ponieważ i tak zabijając wszystkich Bóg wybierze swoich, to jeszcze zaraza ta musi być wyrżnięta ogniem i mieczem… A że cierpi na tym logika, prawo i po prostu normalne podejście do człowieka?

PS Polecam także ciekawy tekst Dostałeś antypirackie wezwanie do zapłaty? Telefon na policję może Cię uspokoić! — do poczytania w „Dzienniku Internautów”.