Penalizacja niepublicznego znieważenia funkcjonariusza publicznego — a wolność słowa

We wczorajszym wyroku Trybunał Konstytucyjny orzekł o zgodności z konstytucją przepisu penalizującego karalność niepublicznego znieważenia funkcjonariusza publicznego (wyrok z 12 lutego 2015 r., SK 70/13).

Wniesiona skarga konstytucyjna, którą popierał ombudsman, dotyczyła tego na ile art. 226 par. 1 kodeksu karnego, zgodnie z którym znieważenie funkcjonariusza publicznego wiąże się z sankcją aż do 1 roku pozbawienia wolności — daje się pogodzić z gwarantowaną konstytucyjnie swobodą wypowiedzi, która owszem, podobnie jak każde inne prawo lub wolność może być ograniczana ze względu na ochronę innych wartości — jednak nigdy w sposób nieograniczony (art. 54 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP).

art. 226 § 1 kodeksu karnego
Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Zdaniem skarżących przepis ten nadmiernie ingeruje w wolność wyrażania poglądów, a to przez to, że karze podlega także znieważenie funkcjonariusza publicznego uczynione niepublicznie.

art. 54 Konstytucji RP
1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Trybunał, co było dla mnie dość przewidywalne, nie podzielił argumentacji skarżących. Orzeczenie stoi na stanowisku, że karanie choćby niepublicznego znieważenia funkcjonariusza publicznego mieści się w zakresie konstytucyjnie uzasadnionych ograniczeń swobody ekspresji. I chociaż także wypowiedzi znieważające mieszczą się w konstytucyjnie chronionej wolności słowa, to jednak art. 54 ust. 1 ustawy zasadniczej nie wprowadza absolutnej wolności słowa — może być ona ograniczona z zachowaniem zasady proporcjonalności.

art. 31 ust. 3 Konstytucji RP
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Zdaniem Trybunału wartościami uzasadniającymi ograniczenie swobody wypowiedzi są: ochrona porządku publicznego oraz ochrona praw i wolności innych osób — godności funkcjonariusza publicznego. Na zapewnienie możliwości wykonywania obowiązków przez funkcjonariusza mają wpływ także poczucie jego godność oraz autorytet, natomiast zasada wzmożonej ochrony funkcjonariusza ma przecież odniesienie do narażenia go na szczególnie agresywne reakcje ludzkie. Znieważenie podczas wykonywania przez funkcjonariusza jego obowiązków ma negatywny wpływ na możliwość wykonywania funkcji publicznej; z drugiej strony znieważenie związane z jego sferą prywatną nie będzie podlegało penalizacji na podstawie art. 226 par. 1 kk.

Na szczęście Trybunał Konstytucyjny wydaje się także zwracać uwagę na możliwość łączenia funkcji funkcjonariusza publicznego i polityka — w takim przypadku priorytet uzyskuje oczywiście wolność słowa.

Moim zdaniem to kolejne dość kontrowersyjne orzeczenie TK, wynikające z nieco dziewiętnastowiecznego podejścia do funkcji represyjnej państwa. Szczególnie dyskusyjne zdają mi się uwagi dotyczące ochrony porządku publicznego, który mógłby być zagrożony niepublicznym działaniem sprawcy przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego — a to wszystko poprzez wyrządzenie uszczerbku na jego godności i urąganie autorytetowi. Byłbym w stanie (z wielkim trudem) zaakceptować penalizację publicznego znieważenia funkcjonariusza podczas wykonywania przezeń jego czynności jako sposobu na zmuszenie go do odstąpienia od tych czynności, jednak w przypadku działania niepublicznego — które przecież może obejmować zdarzenia, których nie widziało oko ani jednego świadka — wydaje mi się, że istnieje ryzyko wręcz przeciwne: nadużywania przepisu dla tłumienia protestów.