Gdzie jest Konstytucja w Dzienniku Ustaw?

A teraz coś z nieco innej beczki. Pisząc o dziwacznym zwyczaju szpecenia przez Rządowe Centrum Legislacji aktów normatywnych publikowanych w Dzienniku Ustaw — chodzi oczywiście o smarowanie „znaku wodnego” WWW.RCL.GOV.PL po przekątnej każdej strony dokumentu — przyszło mi do głowy coś mega-prowokacyjnego: czas sprawdzić czy Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej została kiedykolwiek porządnie opublikowana w Dzienniku Ustaw?

Stali P.T. Czytelnicy Lege Artis na pewno się domyślają: skoro jest tekst, to oznacza, że jest afera — otóż w Dzienniku Ustaw znajdziemy:

  • promulgację dokumentu pięknie opisanego jako Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe w dniu 2 kwietnia 1997 r., przyjęta przez Naród w referendum konstytucyjnym w dniu 25 maja 1997 r., podpisana przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 16 lipca 1997 r. (Dz.U. nr 78 poz. 483);
  • Ustawę z dnia 8 września 2006 r. o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. nr 200 poz. 1471) — to nowelizacja zezwalająca na ekstradycję obywatela polskiego do obcego państwa;
  • Ustawę z dnia 7 maja 2009 r. o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. nr 114 poz. 946) — tu chodzi oczywiście o art. 99 ust. 3 ustawy zasadniczej, który zakazuje wyboru bandziorów do parlamentu;
  • a nawet piękne Obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 26 marca 2001 r. o sprostowaniu błędów (Dz.U. nr 28 poz. 319) — mianowicie przy przepisywaniu tekstu w 1997 r. popełniono dwa byki, które jak widać wyłapano dopiero po… 4 latach (sic!):

1) w art. 31 w ust. 3 zamiast wyrazu „by” powinien być wyraz „być”;
2) w art. 93 w ust. 1 zamiast wyrazu „organizacyjne” powinien być wyraz „organizacyjnie”.

natomiast oczywiście mimo dwóch nowelizacji i poprawiania błędów — a także mimo tego, że oryginalna publikacja ustawy zasadniczej przypomina wstrętny skan z wydruku (ale nim na szczęście nie jest, dokument jest „używalny”) — nikt nie pokusił się o opublikowanie tekstu jednolitego ustawy, która nosi przecież miano „zasadniczej” nie od parady, ale właśnie od tego, żeby ją sobie czasem czytać (ze zrozumieniem).

Obawiam się jednak, że wcale nie musi być prosto z publikacją tekstu jednolitego ustawy zasadniczej. Owszem, art. 9 ust. 1 pkt 5 ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych stanowi podstawę prawną do ogłoszenia w Dzienniku Ustaw tekstu jednolitego Konstytucji, jednak może być problem z podjęciem decyzji o takiej publikacji. Sęk w tym, że zgodnie z art. 16 ustawy tekst jednolity może być opublikowany wyłącznie w ściśle określonych przypadkach: (i) jeśli jakaś ustawa była często nowelizowana, wskutek czego trudno się nią posługiwać, (ii) jeśli sama ustawa (nowelizacja) mówi, że należy opublikować tekst jednolity, (iii) automatycznie, nie rzadziej niż co 12 miesięcy, jeśli w tym czasie ustawa była nowelizowana (ten przepis wejdzie w życie 1 stycznia 2016 r.).

Oznacza to, że dopóki ustawa zasadnicza nie doczeka się jakiejś nowelizacji, dopóty Marszałek Sejmu nie będzie miał podstawy do opublikowania jej tekstu jednolitego… Q.E.D.

  • Maciej Bebenek

    kto był takim samobójcą i wprowadził automatyczność?

  • Ustawodawca :) Ale kto był wnioskodawcą — nie wiem :)

  • Maciej Bebenek

    nowa żyła złota dla producentów oprogramowania dla prawników ;-)

  • Właściwie to permanentne publikowanie t.j. w Dz.U. miałoby zaszkodzić producentom takiego oprogramowania — bo po co szukać w płatnym programie, skoro mam za friko od gov.pl?

    Oczywiście użyteczność Dz.U. jest na tyle ograniczona, że na co dzień trudno z niego korzystać, jednak zdarzały się przecież błędy w popularnych bazach (prasa kiedyś opisywała przypadki wydawania wyroków opartych na normach, które dostały omyłkowo status „uchylone”), więc wówczas oczywiście oficjalny publikator jest nieodzowny.

    Inna sprawa, że z trudem wyobrażam sobie pracę sędziego orzekającego na komercyjnej bazie, a później weryfikowanie w Dz.U.