Kto odpowiada za komentarze w sieci

W moim nieregularnym cyklu „z glosariusza amatora” czas na kolejne zagadnienie, które wraca wcale nie tak rzadko w pytaniach do prawnika, czyli: kto odpowiada za komentarze w sieci? Tym razem na bazie nieprawomocnego jeszcze wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 11 czerwca 2014 r., (sygn. akt I C 599/13), który dotyczy ważnych kwestii z pogranicza ochrony dóbr osobistych, wolności słowa oraz oczerniania konkurencji w internecie — i tego, czy można kogoś bezkarnie i nieprawdziwie pomówić korzystając z rzekomej anonimowości.

W dużym skrócie: pewien przedsiębiorca (pozwany w tej sprawie) starający się o przewagę rynkową w segmencie pt. „zwrot podatku za pracę poza granicami Polski” pozwolił sobie na opublikowanie w jakimś serwisie internetowym nieprawdziwych i godzących w dobre imię i renomę swoich konkurentów (powodów) komentarzy. Było to konsekwencją wcześniejszego sporu, który obejmował m.in. konkurencyjne „porównywarki firm” zajmujących się dochodzeniem zwrotu podatku. W pewnym momencie — to dosłownie był impuls, w uzasadnieniu wyroku mowa jest o czterech komentarzach napisanych w odstępie niecałych dwóch godzin — w sieci pojawiły się wpisy o treści:

Poszukuję osób pokrzywdzonych przez firmy (…) To te same firmy tzn. właścicielami są te same osoby. Mają około 30 lat, zakładają wiele firm, aby móc lepiej kręcić swoje interesy. [Firma] współpracowała z holenderską firmą, która oszukała mnóstwo ludzi. Po co im są potrzebne 3 firmy? Planują może jakiś przekręt? Moje gg (…)

Co ciekawe pomówieni się zawzięli i postanowili ustalić tożsamość osoby, która popełniła takie wpisy. Najpierw wystąpili do administratora portalu, który udostępnił im informację o adresie IP zakończenia sieci, z którego korzystał autor komentarza (mam nadzieję, że było to jeszcze pod reżimem art. 29 UoODO, bo ja się zdecydowanie upieram, że art. 18 ust. 6 UoŚUDE wyklucza ujawnianie takich danych na prywatne żądanie). Uzyskawszy tę informację poszli do operatora telekomunikacyjnego, ten zaś odmówił podania danych osobowych abonenta (nie pomógł też GIODO, który nie nakazał udostępnienia tej informacji); poradziło dopiero postępowanie karne prowadzone przed sądem. Okazało się, że adres IP przydzielono abonentce — żonie konkurenta biznesowego, z którym pomówieni byli w dość ostrym sporze.

Po publikacji wpisów pokrzywdzeni mieli odczuć wyraźne kłopoty w interesach, które wycenili na 124 tys. w 2010 roku (czyli w roku, kiedy pozwany popełnił owe cztery komentarze) i około 300 tys. w dwóch kolejnych latach. Dlatego zaczął się ostrzał po całości: najpierw pozwany został oskarżony o nielegalne sporządzanie rocznych deklaracji PIT, które — to była koncepcja jednego z konkurentów — miało być działalnością regulowaną, do której uprawnieni rzekomo są tylko doradcy podatkowi (zarzuty upadły, a oskarżony został uniewinniony), równocześnie powodowie zawnioskowali zawezwali do ugodowej zapłaty kwoty przeszło 400 tys. złotych.

W konsekwencji powodowie wystąpili do sądu z powództwem dotyczącym ochrony dóbr osobistych, żądając zadośćuczynienia, przeprosin i zakazania pozwanemu publikacji dalszych nieprawdziwych opinii.

Sąd w znacznej mierze uwzględnił roszczenia powodów i nakazał pozwanemu publikację na własnej stronie internetowej przeprosin za zniesławiające, nieprawdziwe i wprowadzające w błąd informacji o działalności konkurencji, zapłatę po 5 tys. złotych zadośćuczynienia na rzecz każdego z trzech powodów.

Sędziowie wyszli z założenia, że bezsporny i oczywisty spór między konkurencyjnymi przedsiębiorstwami zajmującymi się dochodzeniem zwrotu podatku zagranicznego nie zwalnia autora nieprawdziwego i oszczerczego komentarza z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych konkurentów. Wprawdzie informacja o adresie IP komputera, z którego napisano owe komentarze wskazywał żonę pozwanego (jako abonentkę usługi), jednak z oczywistych przyczyn można było przyjąć, że wpisy pochodziły od pozwanego. Nic nie przemawiało także za tym, iżby ktoś z zewnątrz miał skorzystać z dostępu do sieci bezprzewodowej (to ciekawy przyczynek do niekończącego się wątku „czy można ścigać abonenta za to, co się stało z jego sieci”).

Zatem proste działanie, czyli: adres IP wskazujący na rodzinę pozwanego + konkurencyjna działalność powoda i pozwanych + ostry spór pomiędzy konkurentami + „afera” z porównywarkami na stronach internetowych — pozwoliły sądowi na przyjęcie, że odpowiedzialnym za bezprawne komentarze w sieci jest pozwany.
Powodowie zapowiadają podjęcie dalszych kroków prawnych, tym razem będą dochodzić odszkodowania za straty majątkowe wywołane negatywnymi wpisami pozwanego.

Zamiast podsumowania: tym razem odpowiedź na pytanie o to kto odpowiada za komentarze w sieci jest prosta — zawsze odpowiadać powinien autor bezprawnego komentarza. Na szczęście tym razem nie musiałem się rozwodzić na temat współodpowiedzialności administratora serwisu internetowego za komentarze jego użytkowników — w sprawie art. 14 ust. 1 UoŚUDE nie miał zastosowania.

  • I tak z nieco innej mańki: Giertych przegrał z „Faktem”, bo wydawca serwisu internetowego co do zasady nie ponosi odpowiedzialności za komentarze użytkowników:

    http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kiedy-nalezy-usuwac-komentarze-w-internecie-sad-oddalil-apelacje-romana-giertycha-w-sprawie-fakt-pl

  • ~

    Dlaczego w komentarzach podpisy umieszczane są nad komentarzami i po prawej? To się raczej ciężko czyta…

  • Maciej Bebenek

    kazus mecenasa Romana jest naprawdę bardzo ciekawy ;-)
    Podobnie też z dziś omawianym kazusem innego mecenasa Romana, który bronił dobrego imienia miasta Sopot :-)

  • Informacje o sprawie z Sopotu są dla mnie nie do końca jasne, nie wiem jaki ma związek zmiana nazwy lokalu z problemem. Tudzież kwestia nieuczciwej konkurencji — nawet nie umiem sobie wyobrazić, że sprawę można było oprzeć na uoznk.

    Natomiast mec. Roman Giertych, no tak…

  • AO

    Oj tutaj poległ na procedurze o której mowa w ustawie, teraz ma wprawę i już kolejne procesy wygrywa raz za razem

  • No nie raz za razem, wygrywa powiedzmy te, które dotyczą bezpośrednio słów popełnionych np. przez dziennikarzy (chociaż z reakcji po wyroku ws. „kart kredytowych Sikorskiego” jestem zdziwiony — sąd odwalił „dochodową” część żądania), natomiast art. 14 UoŚUDE nie przeskoczy.