Powiedział co wiedział #11 — regulamin wchodzenia do klasy

Prasa podała dziś ciekawą informację, którą warto skomentować: w jednej ze szkół podstawowych w Legnicy wprowadzono regulamin wchodzenia do klasy. Dokument zadziwiający zarówno ze względu na materię podlegającą regulacji, na treść niektórych postanowień („Ustawienie uczniów jest stałe do końca roku” — jak to rozumieć? Że jak staną we wrześniu, to stoją tak do rozdania świadectw?), jak i na potrzebę iście pruskiego drylu („ręce są ułożone wzdłuż tułowia, patrzą prosto, nie wydają dźwięków i nie wykonują ruchów”).

regulamin szkolny

Zaciekawił mnie także misterny opis gry wstępnej poprzedzającej akt wstąpienia do klasy: jeśli uczniowie ustoją na baczność całą minutę, nauczyciel zaczyna wpuszczać poszczególne osoby do klasy (podkreślam, bo i w dokumencie wyraz ten jest podkreślony — ciekawe dlaczego? czyżby nie-osoby nie były wpuszczane?). Jeśli się nie uda, zabawa prowadzona jest dalej, przez kolejną minutę.

Ale moim zdaniem wychodzi na to, że cały ten pruski dryl jest tylko na pokaz, bo sam regulamin jest niekonsekwentny — i nie uczy konsekwencji — jeśli po kolejnej minucie walki z emocjami dzieciarnia się nie uspokoi, nauczyciel „wpuszcza ich mimo wszystko, kolejno do klasy”. Rozumiem, że nie można dać uczniom oręża do rozpirzenia lekcji (która by się nigdy nie odbyła), ale jeśli to miała być nauka grzeczności, to pewnie najlepiej nauczy to rozbrykane dzieciaki (nie chcę powiedzieć rozwydrzone, bo ich nie znam), że choćby nie wiem czego i jak od nich wymagano — i tak będzie co ma być.

Natomiast prania mózgu oczywiście nikt nie może sobie odmówić: odczytywanie regułki „uczeń za swoje zachowanie jest nagradzany. Opłaca się dobrze zachowywać” wraz z rozdawaniem żetonów, musi robić niesamowite wrażenie. (Aczkolwiek jestem ciekaw co się później dzieje z tymi żetonami, przecież codziennie szkoła musiałaby rozdawać ich setki?)

Taki regulamin szkolny — regulamin wchodzenia do klasy — to znakomity przykład, że niektórym już prawniczenie się w życiu padło na głowę. Pal licho dopóki zabawiają się jakieś korpoludki, gorzej jeśli ta zaraza dociera do szkół i sączy się do głów młodzieży.

Takie i podobne kwiatki organizuję w rubryce „Powiedział co wiedział”, która mogłaby napuchnąć nienormalnie, dlatego muszę się strasznie hamować, żeby nie wyciągać każdego bzdetu.

  • Lech Malinowski

    Może jakiś pozew o klauzule abuzywne? ;)

  • Myślę, że jakieś stowarzyszenie konsumenckie wyśle im spam z propozycją zakupienia prawidłowego regulaminu :)

  • fakt że regulamin mógłby być napisany w języku bardziej „tiu tiu tiu”. Ale poza tym, czego się czepiać?

    Niczym się to nie różni od zasad gry w dowolną grę typu „urodziny Papy Smerfa” i pewnie na czymś takim było wzorowane (pewnie stąd te żetony).

  • A to nie wiem, bo nie grałem. Myślisz, że szkoła i dzieci traktują to wchodzenie do klasy jako grę, wyzwanie, sprawność?

  • Usher

    Przecież i tak lekcja się nie odbędzie, bo w regulaminie brak tempa wchodzenia do klasy i zajmowania miejsca, więc przy wpuszczaniu uczniów pojedynczo może się to nieźle przeciągnąć. Ale czego można oczekiwać od kogoś (osoby?), kto chyba nie zna terminu „postawa zasadnicza”?
    Poza tym to jest regulamin dyskryminujący nauczycieli, bo:
    – muszą być bardzo punktualni – nie mogą przybyć ani przed dzwonkiem, ani się spóźnić;
    – muszą wszystko robić we właściwym tempie (przybyć niezwłocznie, odliczyć minutę, odliczyć kolejną minutę, niezwłocznie rozdać żetony).

  • Może chodziło o zdyscyplinowanie kadry? Żeby nie było jak w CK dezerterach? ;-)