Wyjazd za granicę kraju i fikcja doręczenia — a przywrócenie terminu do zaskarżenia orzeczenia

Sporo kontrowersji i wątpliwości wśród P.T. Czytelników Lege Artis (także potencjalnych, przyszłych i niepewnych Czytelników ;-) budzi fikcja doręczenia pism procesowych, która może być szczególnie dotkliwa w przypadku rozminięcia się z terminem do wniesienia jakiegoś pisma — na przykład zaskarżenia niekorzystnego orzeczenia, etc. Na część pytań odpowiada (ale parę pytań i wątpliwości wywołuje) nieprawomocne postanowienie Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 3 października 2014 r. (sygn. akt I Nc 601/13), w której sądowi przyszło się zmierzyć z zagadnieniem: jak ma się dłuższy wyjazd poza granice kraju, podczas którego zdarzy się, że przyjdzie pozew albo nakaz zapłaty — które wymagają dość krótkiego czasu na reakcję — do możliwości przywrócenia terminu do podjęcia czynności przez stronę.

O stanie faktycznym, w dużym skrócie, można powiedzieć tyle: pozwani pojechali na parę tygodni za granicę, na zaplanowany ślub rodziny. Podczas tego wyjazdu przyszedł z sądu nakaz zapłaty wydany w postępowaniu upominawczym, który po dwukrotnej awizacji i niepodjęciu przez adresata uzyskał tzw. „fikcję doręczenia” (art. 139 kpc). Z racji upływu czasu i niezaskarżenia go przez pozwanych nakaz się uprawomocnił, zatem po powrocie do domu pozwani wnieśli sprzeciw od nakazu zapłaty — wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu, który umotywowali niezawinionym brakiem wiedzy o pozwie i wynikającym z tego uchybieniem terminu.
Sąd nie uwzględnił argumentacji powodów i sprzeciw odrzucił.

art. 139 kodeksu postępowania cywilnego:
§ 1. W razie niemożności doręczenia w sposób przewidziany w artykułach poprzedzających, pismo przesłane za pośrednictwem operatora pocztowego w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. — Prawo pocztowe należy złożyć w placówce pocztowej tego operatora, a doręczane w inny sposób — w urzędzie właściwej gminy, umieszczając zawiadomienie o tym w drzwiach mieszkania adresata lub w oddawczej skrzynce pocztowej ze wskazaniem gdzie i kiedy pismo pozostawiono, oraz z pouczeniem, że należy je odebrać w terminie siedmiu dni od dnia umieszczenia zawiadomienia. W przypadku bezskutecznego upływu tego terminu, czynność zawiadomienia należy powtórzyć.
§ 1(1). Pismo złożone w placówce pocztowej w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. — Prawo pocztowe może zostać odebrane także przez osobę upoważnioną na podstawie pełnomocnictwa pocztowego do odbioru przesyłek pocztowych, w rozumieniu tej ustawy.
§ 2. Jeżeli adresat odmawia przyjęcia pisma, doręczenie uważa się za dokonane. W takim przypadku doręczający zwraca pismo do sądu z adnotacją o odmowie jego przyjęcia.
§ 3. Pisma dla osób prawnych, organizacji, osób fizycznych podlegających wpisowi do rejestru albo ewidencji na podstawie odrębnych przepisów — w razie niemożności doręczenia w sposób przewidziany w artykułach poprzedzających z uwagi na nieujawnienie w rejestrze albo w ewidencji zmiany adresu, a w przypadku osób fizycznych miejsca zamieszkania i adresu — pozostawia się w aktach sprawy ze skutkiem doręczenia, chyba że nowe miejsce zamieszkania i adres są sądowi znane.

W uzasadnieniu rozstrzygnięcia sąd podkreślił, że stronie przysługuje dwutygodniowy termin na zaskarżenie wydanego w postępowaniu upominawczym nakazu zapłaty (art. 502 par. 1 kpc). W tej sprawie odpis nakazu został doręczony pozwanym w sposób określony w art. 139 par. 1 kpc, tj. poprzez dwukrotną awizację — zatem skoro pozwani nie podjęli korespondencji, przyjmuje się, że pismo zostało doręczone w ostatnim dniu wyznaczonym na odbiór pisma. Od tego dnia pozwani mieli kolejne 14 dni na skierowanie do sądu sprzeciwu od wydanego nakazu.

Owszem, stronie postępowania przysługuje możliwość wnioskowania o przywrócenie uchybionego terminu do dokonania czynności procesowej (art. 168-169 kpc), jednak wyłącznie w przypadku, gdy uchybienie było niezawinione przez stronę (a także pod warunkiem reakcji w ciągu tygodnia, przy czym — warto pamiętać! — wnioskowi o przywrócenie terminu musi zawsze towarzyszyć sama czynność!).

z kodeksu postępowania cywilnego:
art. 168 § 1. Jeżeli strona nie dokonała w terminie czynności procesowej bez swojej winy, sąd na jej wniosek postanowi przywrócenie terminu. (…)
art. 169. § 1. Pismo z wnioskiem o przywrócenie terminu wnosi się do sądu, w którym czynność miała być dokonana, w ciągu tygodnia od czasu ustania przyczyny uchybienia terminu.
§ 2. W piśmie tym należy uprawdopodobnić okoliczności uzasadniające wniosek.
§ 3. Równocześnie z wnioskiem strona powinna dokonać czynności procesowej.(…)

Jednakże sąd przyjął, że przedstawione przez stronę przesłanki uniemożliwiły uznanie wniosku o przywrócenie terminu za zasadny — a to dlatego, że niezachowanie terminu do zaskarżenia nakazu zapłaty nie było niezawinione. Zdaniem sądu fakt wyjazdu za granicę i zaawizowania pisma sądowego w tym czasie może być kwalifikowany jako okoliczność zawiniona lub niezawiniona — w zależności od okoliczności. O braku winy będzie można mówić wówczas gdy wyjazd był nagły i niezaplanowany bądź jeśli strona w ogóle nie mogła spodziewać się powstania sprawy sądowej z jej udziałem.
Jednak w tej sprawie nie dość, że sam wyjazd był wcześniej zaplanowany, zatem strona mogła przedsięwziąć pewne kroki w celu zabezpieczenia się przed negatywnymi skutkami procesowymi, to jeszcze w dodatku równocześnie przed tym samym sądem toczyły się trzy inne postępowania dotyczące tego samego przedmiotu. Oznacza to, że pozwani powinni byli wcześniej zadbać o swoje interesy, choćby ze względu na trwałość sporu, choćby z tego względu, że mogli przypuszczać, że przyjdą pisma do tych innych spraw — a skoro tego nie uczynili, to oczywiście nie ma mowy o niezawinionym zaistnieniu owej „fikcji doręczenia”.

Cytując uzasadnienie postanowienia:

W takiej sytuacji osoba wyjeżdżająca za granicę powinna w odpowiedni sposób zabezpieczyć bieg swoich spraw, także w zakresie odbierania korespondencji i zapoznania się z jej treścią lub przynajmniej faktem doręczenia. Może to polegać na udzieleniu stosownego pełnomocnictwa, czy to pocztowego do odebrania korespondencji czy to jakiejś postaci ogólnego pełnomocnictwa procesowego, które umożliwiałoby udział pełnonocnika także w sprawie, której w dacie udzielenia pełnomocnictwa nie można dokładnie oznaczyć, a także na zapewnieniu odpowiedniej komunikacji pomiędzy osobą wyjeżdżającą a osobą na miejscu. Takie pełnomocnictwo posiadała córka pozwanych, która jednakże wyjechała wraz z nimi, a zatem konieczne było rozważenie upoważnienia innej jeszcze osoby. Córka pozwanych zeznała, że ich domu doglądali sąsiedzi. Nie wiadomo, dlaczego nie mogli oni przekazać pozwanym informacji o nadejściu awiza od razu po jego wrzuceniu do skrzynki pocztowej pozwanych.(…)

Skoro pozwani wyjechali za granię na dłuższy okres w ramach zaplanowanego pobytu u rodziny i poczynili pewne czynności związane z zabezpieczniem domu, nad którym czuwali ich sąsiedzi, to nie sposób przyjąć, aby pozwani – dochowując należytej staranności – nie mogli zapewnić sobie na czas wyjazdu także pewnej kontroli korespondencji przychodzącej pod ich adresem domowym, a w konsekwencji, aby znaleźli się w stanie uniemożliwiającym stosowną reakcję na tę korespondencję, czyli w sytuacji oznaczającej brak zawinienia w niedokonaniu czynności procesowej.

A skoro uczestnicy sporu nie dochowali należytej staranności w prowadzeniu swoich spraw, to trudno oczekiwać wyrozumiałości w prostowaniu dolegliwości związanych z takim zaniedbaniem.

Postanowienie jest nieprawomocne, zatem można się spodziewać zażalenia — być może będzie dalszy ciąg w sprawie.

Dla P.T. Czytelników wniosek jest prosty: jeśli wiemy, że „coś się dzieje”, nie chowajmy głowy w piasek. A już na pewno na nic się zda niepodejmowanie korespondencji, która to metoda jest zalecana przez wielu domorosłych poradtców prawnych.

  • Robal

    Czy tą fikcję doręczenia można zaskarżyć do trybunału praw człowieka ? Przecież to absurd aby nieodebrane pismo traktować jako doręczone… Bo awizo było dwa razy…

  • Ale popatrz na sprawę od innej strony: pożyczyłeś komuś pieniądze, nie możesz odzyskać, bo po prostu gość nic nie odbiera.

  • aqq

    Ale popatrz na strone z innej strony: swiat cywilizowany zyje bez tej fikcji i jakos pozyczaja ludziom pieniadze…

  • Raz, że wątpię, by to był tylko polski wynalazek. Dwa, że zatory płatnicze w niektórych krajach europejskich są znacznie mniejsze niż u nas (bo ludzie raczej nie wieją przed długiem).

    Trzy, że np. za oceanem radzi temu osobna gałąź biznesu (garść przykładów, z różnych stanów i w różnych rodzajach postępowań):

    http://www.sdcourt.ca.gov/portal/page?_pageid=55,1057191&_dad=portal
    http://www.lawhelp.org/dc/resource/serving-the-divorce-papers-on-your-spouse
    http://www.saclaw.org/Uploads/files/Step-by-Step/PersonalService.pdf

    a jakie tu są wymogi: co do dystansu, potwierdzenia tożsamości, dowodu doręczenia, który musi być dołączony do pozwu, etc.

  • aqq

    Aż tak nie znam genezy prawa ale trąci mi to czasami stalinowskimi jak i reszta kruczków typu BTE.
    Żyjąc w innym kraju zdecydowanie jestem za modelem zachodnim – oświadczenie klienta/petenta ma moc urzędową. A z doręczaniem poczty jakoś sobie radzą, głównie listami zwykłymi.

    Może to i inna mentalność ludzi ma znaczenie?

    A fikcja doręczenia jak pisałeś gdzie indziej uwiązuje obywatela RP do miejsca zamieszkania – bo a nuż w czasie wyjazdu nadejdzie nakaz zapłaty? :)

  • No ale na co oświadczenie? „Wysoki sądzie, nie wiedziałem o piśmie procesowym, bo byłem nad morzem”? I to miałoby ratować stronę przed konsekwencjami niezastosowania się, uchybienia terminu, etc.?

    Stronę postępowania mógłby wiązać meldunek (tj. rozumiany właśnie jako pańszczyźniane przywiązanie chłopa do ziemi) — plus zakaz przemieszczania się (przemieszkiwania) bez przemeldowania, ale raczej nie ryzyko przysłania pisma na adres strony pisma z sądu.

    Być może nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia, ale powiedzieć „niech przysyłają do skutku” też się nie da. Są ludzie, którzy programowo nie odbierają żadnej korespondencji — przecież nie powiesz, że powinno to w ich przypadku oznaczać immunitet i bezkarność?

  • Wyśmienicie, robi się podobny cyrk jak z urzędami.
    To obywatel ma się domyślić, że coś jeszcze powinien zrobić, albo nie powinien czegoś zrobić.

    A ta średniowieczna fikcja doręczenia dawno powinna zostać zmieniona. Chociaż na woźnego sądowego, który musi znaleźć stronę i dostarczyć osobiście. A nie inPosty itp.

  • Ale skąd woźny ma wiedzieć gdzie aktualnie strona przebywa?

  • Tak jak w Stanach – jego zadaniem jest znalezienie Strony.

    Nie można zwalać winy na Stronę, która jeszcze nic nie wie o wniesionym pozwie.

    PS: Nie mogę się doczekać, aż zniknie obowiązek meldunkowy. Może w końcu ktoś ruszy dupska w sądach/urzędach i zajmie się pracą właściwą a nie produkcją dokumentów. Szczególnie mają problemy właśnie osoby pracujące za granicą. Wracają do kraju, a tam komornik na karku, bo jakaś sprawa była zaocznie, a poczta wg prawa dostarczona.

  • Nawet nie próbuję uprawiać gdybologii dot. doręczania pism w Stanach: czy tak w każdym postępowaniu? w każdym stanie? czy system internetowy http://en.wikipedia.org/wiki/PACER_(law) też może służyć do doręczeń pism?

  • Robal

    Jakbym musiał to osobiście bym wezwanie wepchnął dłużnikowi w … I byłoby doręczone. A tak mamy fikcję, jak sam napisałeś. Pismo nie doręczone ale jednak doręczone… Zaklinanie rzeczywistości przepisami ?!? Po prostu prawnie usankcjonowana bujda, Kot Schroedingera po prostu. A czy prawo nie powinno jednak być jasne i klarowne? I logiczne? Chociaż trochę ?

  • Żuraw

    Znajomy komornik mówi, że we Francji duża część dochodów komorników pochodzi z doręczania pism procesowych.

  • Mi się jakoś podoba motyw z filmów z USA – gdzie jest wyścig między małżeństwem, kto komu pierwszy doręczy pozew. Jeśli u nich to jakoś może działać i zapewne, zapewne z jakimś biznesem usługowych.

  • Dwie sprawy:
    1) Tak można kogoś poprosić, by opiekował się mieszkaniem – podlewał kwiatki, zbierał ulotki itp. Ale skąd właściciel po dostaniu nawet skanu awizo ma wiedzieć, iż to jest coś pilnego do niego. Ja nawet dziś dostałem awizo od PP z indywidualnym numerem przesyłki. Ale to mi nic nie mówi co to jest.

    2) A odnośnie upoważnienia kogoś, by odbierał pocztę. Próbowałeś to ostatnio zrobić? Jak ja się jakiś czas temu o to pytałem, to się okazała iż oczywiście można załatwić „upoważnienie pocztowe”, ale to kosztuje chyba z 20-30zł.

  • Tak, ten motyw pojawia się w ich filmach: „ach, pan John Smith, którego znam z University of New York! — nie, to pomyłka, nazywam się James Smithonian, a ukończyłem New York University! — wyśmienicie! zatem oto pański pozew!”

  • Weź pod uwagę jedną rzecz, którą podkreślił sąd: co innego jeśli nie przeczuwasz, że coś się dzieje (w domyśle: sąd by pewnie uwzględnił wniosek). A coś innego jeśli jesteś w toku kilku spraw i sobie wyjeżdżasz.
    Pewnie przemawia za tym chęć ułatwiania sobie życia przez sądy — nie będziemy się patyczkować, a sprawa załatwiona bez merytorycznego rozpoznania jest najlepsza, bo najszybsza.

    Niektórzy uważają, że sprawę załatwi jakieś e-sądownictwo (doręczanie pocztą elektroniczną, etc.). A mnie się wydaje, że to będzie taki sam płacz jak z EPU.

  • Nottenick

    Nie rozumiem Olgierdzie. Bronisz tej fikcji doręczenia jak ZUS obowiązku meldunkówego. Że bez tego się nie da, że będzie ciężko, że to i tamto…

  • Dobrze, zatem poproszę Cię — łatwo krytykować, ale problemy też trzeba rozwiązywać — o wskazanie sposobu na zdyscyplinowanie towarzystwa, które w głębokim poważaniu ma swoje zobowiązania i nie poczuwa się nie tylko do konieczności np. zwrotu długu, ale i samego odebrania korespondencji. Jaki proponujesz schemat działania?

    Bo zakładam, że nie powiesz: „jak ktoś nie odbierze pisma, to niech ma spokój”.

  • BTW: a wiesz dlaczego ZUS broni meldunku? Chodzi o egzekucję wyłudzonych świadczeń. Z góry wiedzą, że mnóstwo kasy jest po prostu wyłudzona.

  • Lech Malinowski

    Cóż, decyzja sądu budzi wiele obiekcji. Po pierwsze czym innym jest pełnomocnictwo do odbioru korespondencji (na Boga, robi tak chociaż 1/6 od sta promila tych, co wyjeżdżają na kilka tygodni?), a czym innym możliwość… otwierania korespondencji. Po drugie – nie wiem kiedy ostatnio Sąd był na poczcie, ale wiele razy byłem świadkiem „przy okienku” kiedy to „pełnomocnictwo pocztowe” nie uprawniało do odbioru przesyłek sądowych. Po trzecie – teraz nie poczta, tylko Inpost – czyli raczej jeszcze trudniej, niż łatwiej. Po czwarte – jakie znaczenie jest, że strona miała wyjazd zaplanowany – nie mieszkała tam w tym czasie (fakt bezsporny), więc fikcji nie ma. Fikcja fikcją, wiadomo że bez tego polski system sądowy się rozpadnie, ale nie można jej uparcie domniemywać w sytuacji, gdy wiadomo, że do doręczenia dojść nie mogło.

  • No tak, ale znów mamy (w Twym komentarzu) domniemanie: na pewno będzie bałagan, na pewno się nie uda ;-) Nawet nie spróbowali nic zrobić, ale już wiedzą, że i tak by się nie zdało. No i jak tu otworzyć list?

    Osobiście nie mam wielkiego doświadczenia jeśli chodzi o podważanie takiego domniemania, ale w jednej z moich własnych spraw udało mi się, w dość trudnej sytuacji, jednak z tego wybrnąć (podwójna awizacja, brak reakcji). W dodatku nie miałem możliwości wykazania, że gdziekolwiek wyjeżdżałem. A jednak sąd przywrócił termin do dokonania czynności.

  • JacekD

    Jeżeli już mówimy o „fikcji doręczenia”, to weźmy pod uwagę, że od roku jest to rzeczywiście fikcja. W par. 1 art. 139 kpc jest mowa o powtórnym powiadomieniu – czyli słynnej dwukrotnej awizacji – zaś InPost PROGRAMOWO nie awizuje powtórnie! I nawet tym się „chwali” publicznie. Czy w takiej sytuacji jakiekolwiek orzeczenie podparte „fikcją doręczenia” może w ogóle być prawomocne? Bo wygląda na to, że jednak z prawidłowym doręczeniem (wg kpc) ma to niewiele wspólnego.
    Dodatkowo niektórzy doręczyciele InPostu potrafią sobie wyznaczać własne terminy na odbiór przesyłki – np. 15-dniowe i piszą datę odbioru właśnie z takim „interwałem”. Spotkałem się z tym nie raz. A ten jeden dzień mniej czy więcej może być naprawdę ważący, szczególnie jeżeli chodzi o weekendy. Wtedy to już potrafi się zrobić i ze 3 dni.
    Nie mówiąc oczywiście o zdarzających się brakach awizacji czy zaginięciach przesyłek, bo to akurat i PP potrafiła nieźle uskuteczniać. Jednak terminów ściśle się trzymała, a takoż i doręczania przesyłek „do rąk własnych”.
    Takie mam wrażenie, że od momentu oddania w pacht InPostowi doręczania sądówek prawo w naszym kraju zaczęło funkcjonować w dużej mierze „tylko teoretycznie”.

  • Sposób świadczenia usług przez InPost to kompletnie inna historia. Ponoć uczą się na błędach, aczkolwiek pokazywane w sieci przykłady opisywania kopert przez tego doręczyciela są wymowne.

    Inna sprawa, że ponoć nawet część sędziów musiała się prędko dokształcić w zakresie tych przepisów — za łatwo brali wymysły InPostu za dobrą monetę.

  • aras

    Nasz system prawny to zoo. Dla przykładu mamy kodeks drogowy, który jest po prostu bez sensu. Pieszy wejdzie w miejscu nie dozwolonym pod auto jego wina ale jak będzie już schodził z jezdni to wina kierowcy. Do tego dochodzi zasada ograniczonego zaufania „Co nie wiedział Pan, że z 10 piętra tego bloku może wyskoczyć młoda blondynka?” albo nie dostosowanie prędkości jazdy do warunków „jechałem 200 km i droga nie była oblodzona, a tu nagle odcinek drogi 10m pełno lodu… trzeba było to przewidzieć, że drogowcy będą spać, w końcu jest niedziela”,
    Czytałem tłumaczenie kodeksu drogowego w UK (już takie jest) – tam nie ma prawa na domysły. Nie ważne czy pieszy wszedł czy schodzi z jezdni. Przechodził na czerwonym, spowodował wypadek. Zasada ograniczonego zaufania? MASZ ZNAĆ PRAWO, NAWET JAK MASZ 10 LAT. Oblodzona droga? Wina tego kto tej drogi nie dostosował do jazdy, wyjątek od reguły stanowi kolizja do której doszło akurat przy np. opadach śniegu. Jazda po chodniku jak jest szerszy niż 5 metrów, jak pada, jak dziecko itp. Tam 500 funtów za jazdę po chodniku, piesi idą chodnikiem 2500 funtów. A u nas jak dojdzie do kolizji rowerzysty z pieszym na chodniku to przyjeżdżają, mierzą godzinę, zastanawiają się, czy pieszy aby nie mógł tego przewidzieć, może rozmawiał przez telefon etc. My sobie wszystko komplikujemy i najgorsze, że nikt za to nie odpowiada.

  • Ej, no ale czy zasada ograniczonego zaufania to nie mówi właśnie o tym że możesz mieć zaufanie do innych, byle ograniczone? Czyli coś jakby odwrotnie do tego o czym piszesz?

  • Oczywiście — chodzi o możliwość przewidzenia „dziwnych” skutków tego, co się widzi na drodze, nie przewidzenia tego, czego nie można było objąć percepcją.

    Czasem prowadzi to do dziwnych rozstrzygnięć, słyszałem np. o kobicie, która dłuższy czas jechała autem za pijanym na rowerze (tenże wężykiem, wężykiem). Jak się zdecydowała w końcu na wyprzedzenie — wężyk się poszerzył, auto puknęło rower. I stanęło na tym, że właśnie zasada ograniczonego zaufania powinna była jej podpowiedzieć, że skoro facet wężykiem, to może wpaść jej pod koła przy manewrze wyprzedzania.