Korespondencja wewnętrzna organu a informacja publiczna

(Człowiek uczy się całe życie, a na koniec dochodzi do przekonania: jaki ten świat jest głupi). Poproszono mnie jakiś czas temu o analizę możliwości uzyskania dostępu — na podstawie przepisów o dostępie do informacji publicznej — do  korespondencji wewnętrznej urzędu, prowadzonej w toku pewnego postępowania. Najprościej rzecz ujmując: czy można w jakiś sposób dotrzeć do tego z kim i w jaki sposób konsultowali się urzędnicy (między sobą) przy wypracowaniu jakiegoś tam stanowiska.

Pierwsza myśl: to bardzo proste, bo oczywiście z jednej strony mamy art. 61 Konstytucji RP, w myśl którego „obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej” — a przecież korespondencja wewnętrzna, która prowadzi do ustalania stanowiska przez funkcjonariuszy publicznych jest działalnością władzy publicznej, a z drugiej strony nieco koślawa ale zawsze definicja informacji publicznej w ustawie („każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną” — art. 1 ust. 1) plus otwarty katalog spraw podlegających udostępnieniu (art. 6 ustawy) zamyka temat.

Dokładając do tego definicję dokumentu urzędowego — które jako dane publiczne niejako imiennie są wskazane w ustawie — w ogóle bym powiedział, że nijak nie chce być inaczej.

art. 6 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej
Dokumentem urzędowym w rozumieniu ustawy jest treść oświadczenia woli lub wiedzy, utrwalona i podpisana w dowolnej formie przez funkcjonariusza publicznego w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego, w ramach jego kompetencji, skierowana do innego podmiotu lub złożona do akt sprawy.

Jakież było zatem moje zdziwienie, że oto Naczelny Sąd Administracyjny mógł dojść do przekonania wprost przeciwnego (wyrok z 14 września 2012 r., I OSK 1203/12). Oto w orzeczeniu tym NSA przyjął, że muszą istnieć — nawet jeśli przepis prawa o tym nie mówi (sic!) — mechanizmy pozwalające organom władzy na zagwarantowanie ochrony procesu decyzyjnego przed zakłóceniami wynikającymi z ujawnienia przebiegu tegoż procesu decyzyjnego (sic!) — zwłaszcza, że jest jasne, że organom władzy publicznej trzeba zapewnić swobodę rozstrzygania po zgromadzeniu informacji, ustaleniu stanowiska i przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw. Stąd też korespondencja wewnętrzna rozumiana jako „dokumenty wewnętrzne” nie są „dokumentami urzędowymi” w rozumieniu art. 6 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, nawet jeśli służą one realizacji zadań publicznych ale nie przesądzają o kierunkach działania tego urzędu (nie wyrażają jego stanowiska).

Wyrok doczekał się nawet tezowania, a teza sama w sobie jest na tyle ciekawa, że warto ją przytoczyć w całości:

Korespondencja, w tym także mailowa osoby wykonującej zadania publiczne, z jej współpracownikami nie jest informacja publiczną, nawet jeżeli w jakieś części dotyczy wykonywanych przez tę osobę zadań publicznych. Korespondencja taka nie ma jakiegokolwiek waloru oficjalności, a nawet jeżeli zawiera propozycje dotyczące sposobu załatwienia określonej sprawy publicznej, to mieści się w zakresie swobody niezbędnej dla podjęcia prawidłowej decyzji po rozważaniu wszystkich racji przemawiających za różnorodnymi możliwościami jej załatwienia.

A co cholernie ciekawe: sprawa dotyczyła żądania udostępnienia dokumentów, przy pomocy których rząd pracował nad nowelizacją ustawy o… dostępie do informacji publicznej (sic!) w okresie od 1 maja 2011 r. do 8 lipca 2011 r., a także wydruków prowadzonej korespondencji dotyczącej procesu legislacyjnego (warto zauważyć, że zamierzenia władzy ustawodawczej i wykonawczej są osobną kategorią spraw wprost wskazanych w art. 6 ust. 1 ustawy).

  • Robert

    A propos dostępu do informacji publicznej – jak myślisz w sprawie funduszu mieszkań na wynajem, stworzonym przez bank gospodarstwa krajowego, a więc z naszych podatków? Rzuć okiem na to – wystąpiłem o udzielenie mi informacji ale mi kompletnie odmówili:

    http://czekamnasukces.blogspot.com/2015/03/fundusz-mieszkan-na-wynajem-zagadkowy-i.html

    Wysłałem do nich kolejne pismo, na razie cisza. Nie wiem czy mam już z tym iść do WSA, czy jak?

  • To oczywiście jakiś humbug. Moim zdaniem nawet jeśli działa to-to na zasadach funduszu inwestycyjnego, to skoro inwestowane są tam publiczne pieniążki, to informacja powinna zostać udzielona. Co do tajemnicy przedsiębiorcy to jest jeszcze ciekawiej — bo nie wiadomo o którego przedsiębiorcę chodzi (czyja tajemnica jest w ten sposób oszczędzona?) ;-)

    Co do wynagrodzeń: owszem, skoro nie są to funkcjonariusze publiczni, to nie ma obowiązku podania ich wynagrodzeń (art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Natomiast skoro w ogólności BGK Nieruchomości sp. z o.o. podlega pod przepisy tej ustawy — wynika to z tego, że jedynym udziałowcem spółki jest państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, więc jest to szmal publiczny — spółka powinna (na żądanie) udostępnić informację zbiorczą.

  • Robert

    Co więc radzisz zrobić dalej? Wysłałem do nich pismo nazwane jako „odwołanie” i napisałem że się nie zgadzam z odmową i że mają mi udzielić informacji. Od kilki tygodni brak odpowiedzi. Mam już teraz pisać jakąś skargę do WSA?

  • Adam Dobrawy

    Należy napisać skargę do WSA na bezczynność. Prawnicy z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej (http://informacjapubliczna.org.pl) z pewnością pomogą z ochotą.

    Panie Olgierdzie
    Art. 5 ust. 2 u.d.i.p. nie oznacza, że żądana informacja nie ma charakteru publicznego. Dalej jest to bezczynność, bo nie wydano decyzji administracyjnej w której by wyjaśniono z kim mamy do czynienia.

  • A to racja. Odmowa w drodze decyzji (z czym mam zawsze problem jeśli mowa jest o podmiocie nie będącym organem administracji).