„Ścigając zło” w Teatrze Capitol — czyli pożegnanie z Bondem

Dziś w nieregularniku recenzyjnym będzie krótko, bo gapa ze mnie straszna, a okazja niewesoła: dokładnie dziś, za całe 7 godzin, we wrocławskim Teatrze Capitol (tak, to ten sam, gdzie piją w pracy) ostatni spektakl „Ścigając zło” — czyli rewii sensacyjnej opartej na piosenkach z Jamesa Bonda.

Ścigając zło Capitol recenzja

Ścigając zło w Teatrze Capitol (fot. Łukasz Gawroński / Teatr Muzyczny Capitol, jumane na bezczela ze strony www.teatr-capitol.pl)

Kto był, ten wie, że warto — osobiście byłem dwa razy, bo i na wczorajszym spektaklu, i jesienią 2013 r. — kto nie był, niech żałuje. Uważam, że to żelazna pozycja dla każdego bondomaniaka: za możliwość posłuchania ciekawych interpretacji wielu, wielu piosenek znanych z filmów o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości i pośmiania się z ciekawych pomysłów — umiecie sobie wyobrazić euforię publiczności na widok Janosika śpiewającego do 007 per „You Know My Name” i zaprawiającego go z dyńki? — można przecież oddać nawet nerkę, a tymczasem Teatr Capitol chciał za bilet niecałe 50 złotych!

Niestety, dzisiejszy spektakl jest ostatnim — przyszedł czas na pożegnanie z tytułem (przecież takie przedstawienie to także kwestia licencji, i to wcale nie licencji na zabijanie) — więc większość z P.T. Czytelników musi wierzyć mi na słowo, zatem na osłodę — i na miłą niedzielę — czas na Shirley Bassey, która specjalnie dla P.T. Czytelników zaśpiewa kawałek z „Goldfinger”:

Na szczęście już jesienią w kinach pojawi się „Spectre”, dla wariata święta data.

  • Ashika pl

    „zajumane na bezczela” nie ma jak prawniczy język :D

  • b52t

    Zawsze mogło być, np.,: kunsztownie pożyczone. ;)

    Na Spectre, po ostatnich Bondach, czekam, pewnie nawet pójdę do kina. Z musicalami mam problem i to mimo, że byłem na Mistrzu i Małgorzacie w tym teatrze (pieśni i piersi), co więcej podobało mię się to.

  • M&M było fajne, ale Ścigając zło to coś innego — w sumie troszkę komedia, troszkę jakaś śpiewogra, natomiast bez jako takiego ciągłej fabuły (nie jest to opowieść).

    Generalnie źle wspominam tylko „Joplin”, ale to z pewnego dość szczególnego powodu…