Sex afera, prawo do prywatności — a wolność słowa

Interesujące z punktu widzenia niekończących się dywagacji (ten wyrok też ich nie skończy) o styku prawa do prywatności i interesu publicznego — w kontekście ochrony dóbr osobistych oraz swobody wypowiedzi — orzeczenie ukazało się w portalu orzeczeń: wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 23 grudnia 2014 r. (sygn. akt I ACa 933/14). Wyrok dotyczy odprysku pewnej dość głośnej swego czasu seks-afery, w którą zamieszana była córka znanego muzyka (i jeszcze parę osób ze świata rock’n’rollowców — jak np. powód w sprawie).

Bez wdawania się w szczegóły: powód zażądał od wydawcy pewnego satyrycznego portalu internetowego usunięcia kilku tekstów, w których wymieniano go jako zaangażowanego w seks-aferę, a także przeprosin i 40 tys. zadośćuczynienia. Wskazał przy tym, iż publikacje naruszały jego dobre imię, wizerunek, cześć, godność oraz prawo do prywatności i intymności. Jego zdaniem rozpowszechnianie takich informacji wraz z jego zdjęciem i nazwiskiem naruszało jego prawa, albowiem nawet w odniesieniu do osoby publicznie znanej ingerencja w jego prywatność jest niedopuszczalna — nie jest on bowiem osobą pełniącą funkcje publiczne — a przez to bezprawna.

Sąd Okręgowy uwzględnił powództwo, nakazując usunięcie 6 tekstów opublikowanych w portalu internetowym, zapłatę zadośćuczynienia oraz publikację przeprosin za naruszenie prywatności. Zdaniem sądu owszem, kilka lat temu gitarzysta prowadził barwne życie, jednak obecnie się ustatkował i m.in. współpracuje z fundacją, „której celem jest spełnianie muzycznych marzeń chorych dzieci”, a także grywa koncerty charytatywne w klinikach onkologicznych. Poza tym jest celebrytą: na swój ślub zaprosił dziennikarzy i fotoreporterów, okresowo zaś informacje i zdjęcia z życia powoda przesyłała serwisowi plotkarskiemu jego managerka. Jednak po tym jak na początku 2013 r. media zajęły się tematem modelek z Polski, które miały wyjeżdżać za granicę na pokazy i sesje zdjęciowe, a w rzeczywistości celem było świadczenie usług seksualnych, media zaczęły podawać, że muzyk sam z takich usług korzystał — a jego żona stręczyła (nb. warto poczytać uzasadnienie wyroku, może zrobić się gorąco… ;-)

Uwzględniając żądanie sąd I instancji wyszedł z założenia, że aby sprawca naruszenia dóbr osobistych zwolnił się z odpowiedzialności, musi wykazać brak bezprawności. W przypadku opisywania zdarzeń z życia prywatnego, niezależnie od tego jak „krwiste” są to szczegóły, art. 14 ust. 6 prawa prasowego wprowadza szczególną ochronę życia prywatnego jednostki — zgodnie z tym przepisem nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby. Tymczasem w serii artykułów powoda pokazano w bardzo złym świetle, jako osobę wydającą mnóstwo pieniędzy na prostytutki, zatem „ujawnienie intymnych relacji powoda z kobietami, nawet jeżeli były to tzw. „modelki”, bezsprzecznie naruszyło jego prawo do intymności i zachowania w tajemnicy okoliczności podejmowanych przez niego działań o charakterze seksualnym”. Uszczerbku doznała także cześć muzyka, który utracił przez to zaufanie współpracowników po partyturze oraz niektórych fanów. Sąd doszukał się także naruszenia prawa do wizerunku powoda: każdy tekst ozdobiony był jego fotografią, jednak z dodatkowym czarnym paskiem na oczach — co w świetle informacji o prowadzonym postępowaniu prokuratorskim w sprawie seks-afery mogło sugerować, że powód jest podejrzanym o jakieś przestępstwo.
Wszystko to miało wskazywać, że celem publikacji było wyłącznie dokuczenie powodowi i zdyskredytowanie go w oczach czytelników. Nadszarpnięcie reputacji gitarzysty było o tyle trudniejsze do przełknięcia, że jako osoba czynnie poświęcająca się dobroczynności musi być autorytetem i wzorem dla innych. Owszem, powód prowadził życie celebryty i nawet udzielał wywiadów tabloidom, jednak nigdy nie opisywał w nich życia prywatnego (i nie zmienia tego ani zaproszenie fotoreporterów na ślub, ani też planowany udział w reality szoł, który jednak nie został zrealizowany).

Od niekorzystnego wyroku apelowała strona pozwana — skutecznie! Otóż Sąd Apelacyjny nieco inaczej zinterpretował skutki statusu powoda jako osoby publicznej, zajmującej się działalnością charytatywną, nagradzanej przez prezydenta i premiera — ale i niestroniącego od mediów celebryty. I wyszło mu, że ochrona prywatności nie sięga aż tak daleko, albowiem

Status powoda oraz charakter ujawnionego zjawiska społecznego – stręczycielstwa, prostytuowania się młodych dziewczyn, z branży modelek, oraz korzystania przez znane osoby życia publicznego, w tym powoda, z płatnego seksu w ścisłym powiązaniu ze statusem takiej osoby (znany muzyk, bezpośrednio po koncercie, dobrze opłacający sex-modelki) oraz czyniący to w sposób zorganizowany (był jednym z najwierniejszych klientów „agencji modelek”), pozwala ujawnić ten proceder, jako działanie zgodne z interesem publicznym.

Okolicznością wyłączającą bezprawność — co jest, przypomnijmy, warunkiem zwolnienia z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych — jest przy tym prawdziwość co do faktów — powód sam potwierdził, że opisywane zdarzenia są prawdziwe — oraz działanie w uzasadnionym interesie społecznym. Równocześnie portal uprawniony był do szyderczych w tonie komentarzy, albowiem także taki rodzaj prasy korzysta z konstytucyjnej ochrony wolności słowa. Realizacja uzasadnionego interesu społecznego natomiast realizuje się w prawie do informacji, które przysługuje społeczeństwu w odniesieniu do zjawisk ocenianych negatywnie. Jeśli zatem nawet muzyk wykreował sobie pozytywny wizerunek — oparty na nagradzanej działalności charytatywnej — to jednak wkroczenie w sferę intymności było uzasadnione, ponieważ odnosiło się do spraw społecznie istotnych (stręczycielstwa).

Zdaniem sądu istotne też w sprawie było to, że pozwany portal nie wykreował informacji samodzielnie — jego rola polegała wyłącznie na prześmiewczym opisywaniu i komentowaniu zdarzeń, które były przedmiotem zainteresowania innych mediów. Natomiast prasa ma prawo opisywania i krytykowania zjawisk niepożądanych społecznie, także jeśli dotyczą one sfery życia prywatnego osoby publicznej (celebryty) — i nawet jeśli burzą jego wizerunek publiczny. Słowem: skoro powód korzystał po koncertach korzystał z usług stręczonych mu prostytutek, to ważny interes społeczny uzasadniał opisanie tego zjawiska.
Stąd też sąd nie znalazł podstaw do uznania, iż dobra osobiste powoda zostały rzeczywiście naruszone — a więc wyrok został zmieniony, a powództwo oddalone.

To kolejne ciekawe orzeczenie odnoszące się do dopuszczalności publicznej ingerencji w życie intymne osób, które w pewnym stopniu rozmijają się w postępowaniu w alkowie z publicznie prezentowanymi wartościami. Niedawno opisywałem wyrok, w którym odmówiono ochrony romansującemu politykowi, a odmowę uzasadniono właśnie rozbieżnością publicznie prezentowanych poglądów i prywatnego postępowania (por.: Interes publiczny może uzasadniać ingerencję w życie prywatne polityków), teraz się okazuje, że jeśli celebryta chce być wzorcem dla innych — choćby i prowadząc działalność charytatywną — to jednak musi zadbać o spójność przekazu, aczkolwiek nie pozywając media opisujące jego wybryki.
Bardzo możliwe, że przed koniecznością oceny konfliktu podobnych wartości będzie musiał stanąć sąd rozpatrujący pozwy jaki Kamil Durczok wytoczył wydawcy tygodnika „Wprost”.

  • Art

    Z Durczokiem jest chyba prościej, bo on kwestionuje prawdziwość podanych przez dziennikarzy faktów.