Śmigłowiec socjalno-bytowy

Słuchając krytycznych komentarzy dotyczących rozstrzygnięcia przez MON przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy — wybór Airbus Helicopter nie podoba się i prezesowi PZL-Świdnik, i kandydatowi na prezydenta Andrzejowi Dudzie — starałem się doszukać krytyki odnoszącej się do istoty sprawy: że te helikoptery słabo latają, często spadają, źle strzelają.

Śmigłowiec wielozadaniowy czy Boenig C-17 Globemaster?

To nie śmigłowiec wielozadaniowy, to Boeing C-17 Globemaster nad Wrocławiem (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

Tymczasem: Andrzej Duda mówi, że wojsko powinno mieć helikopter z polskiej fabryki, bo jest niezrozumiałe, że „rząd może prowadzić taką politykę, wykluczającą de facto polskie produkty i polskie firmy, a promującą firmy zagraniczne, które nie mają w Polsce żadnych interesów”. Prezes Świdnika mówi natomiast, że nie liczyła się ani cena, ani jakość, „ani miejsca pracy”, a przecież w regionie jest duże bezrobocie.

Czyli zdaniem tych panów nie potrzebowaliśmy śmigłowca bojowego, wielozadaniowego czy jakiegoś tam — potrzebowaliśmy śmigłowca socjalno-bytowego.

Ja się oczywiście z takim stanowiskiem nie zgadzam. Nie wiem czy śmigłowce produkowane w polskich fabrykach są lepsze czy gorsze od helikopterów Airbusa — wiem jednak, że to ich użyteczność bojowa powinna być głównym kryterium wyboru. Jakby na to nie patrzeć mówimy o sprzęcie, który ma dość specyficzne przeznaczenie, przeto kryteria doboru muszą uwzględniać ową specyfikę. Mówiąc wprost: taki helikopter powinien być na tyle doskonały, by zniszczyć możliwie najwięcej sprzętu wroga — zanim sam zostanie zniszczony (a najlepiej żeby w ogóle nie był zniszczony).

Ale jeśli można postulować inne kryteria wyboru sprzętu bojowego, to osobiście mam pomysł: wybierajmy uzbrojenie według estetyki! Mój typ to oczywiście A-10 Thunderbolt — coś pięknego ;-)

  • b52t

    Zasadniczo tak, wartość bojowa powinna mieć prymat, a tę, zdaje się najlepiej sprawdza się podczas działań. I tutaj chyba blackhawk ma przewagę biorąc mając na względzie to ile wojen, wojenek, ‚działań militarnych’ dokonano przy użyciu tej maszyny (czy jednego z jej typów).
    Nie czarujmy się też, że te przetargi są wolne od polityki – od UE kupiliśmy śmigłowce, a od US of A rakiety (które to ponoć mają być na tyle przestarzałe, że nie będą już rozwijane przez ich twórców), bo być może jest nadzieja, że dzięki temu zakupowi zyskamy dostęp do innej broni rakietowej wytwarzanej w tym kraju, czy też jakieś polityczno-militarne superaty.
    Z drugiej strony jest też tak, że rządy faworują przedsiębiorców ze swoich krajów, bo widzą w tym większy sens, od miejsc pracy po danie szansę na rozwinięcie się przemysłu (tutaj blackhawm z uwagi na to, że u nas jest tylko montowany produkt wg obcego projektu traci trochę sens, gdy idzie o to drugie). USA, Izreal, i Francja, i wiele innych krajów tak robi. To oczywiście straszny odchył, bo państwa nie powinny się mieszać do gospodarki, jak bezdzietni do wychowywania dzieci, ale tak jest i nie zmieni tego ideologia. Oczywiście Polska jest w tym (nie)fortunnym położeniu, że powinna stawiać tylko na jakość, tylko, znów – jesteśmy gdzie jesteśmy, otaczają nas takie, kraje, które są naszymi sąsiadami, i chyba tylko sto rakiet termojądrowych skierowanych gdzie trzeba może dać nam jakieś poczucie bezpieczeństwa.

  • Mike

    Nie ma się co oszukiwać, Polska mocarstwem nijak nie jest i czy kupi te
    czy owe śmigłowce bojowe to niczego nie zmieni w sile militarnej ani sytuacji geopolitycznej. Oczywiście teoretycznie masz rację, niemniej jednak w praktyce polityka tu zawsze decyduje a reszta to pic na wodę dla naiwnych. Amerykanie nie kupią broni w Rosji czy w Chinach (i vice versa). Też te kraje by im raczej nie sprzedały. :)

  • Czyli jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że możemy kupować od kogo chcemy — zwłaszcza, że to są takie grosze, że pewnie w Izraelu się śmieją.

  • ~

    Socjalno-bytowy może nie – ale bezpieczeństwo już tak.
    Mam wrażenie, że przez RedNacza przemawia podejście „zawsze znajdzie ktoś, kto nam sprzeda”. Otóż – nie zawsze, i nie wszystko, i nie tanio. Przykład? Proszę – gaz ziemny – jako narzędzie politycznego wpływu. I nie, nie tylko Polska przepłaca. http://europa.eu/rapid/press-release_IP-15-4828_pl.htm

    Tu też – jeśli kupimy zagraniczny helikopter, będziemy zależni od producenta – serwisowanie, części zamienne, poprawki – co nam po świetnym bojowo helikopterze, który stoi popsuty w hangarze? A jeśli producent będzie zależny od polityki (a będzie, bo przemysł wojskowy jest silnie kontolowany – p. Mistrale http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/interfax-minsk-pozwala-paryzowi-zachowac-twarz-mistrale-do-rosji,514707.html ), i zrobi się nam z nim mniej po drodze, możemy mieć kłopot.

    Nie można patrzeć tylko na jeden aspekt zagadnienia.

  • Art

    Dokładnie to samo chciałem napisać. Lokalizacja fabryki ma strategiczne znaczenie podczas wojny i tuż przed wojną, gdy na szybko trzeba rozpocząć produkcję dużej ilości sprzętu. Wszak nie chodzi o jeden kontrakt, ale o to, by mieć dostęp do przetestowanej technologii, z której można zrobić użytek w przyszłości. Nie mam pojęcia dlaczego nikt nie podnosi właśnie tego argumentu.

    W tym przypadku wybór producenta helikopterów był podobno podyktowany nie tyle właściwościami bojowymi maszyny, co szybkością jej produkcji. Naszemu rządowi bardzo się śpieszy, jakby obudzili się z ręką w nocniku.

  • Z tego co się orientuję nawet ten „zlokalizowany w Polsce” helikopter byłby zagraniczny, co implikuje perturbacje licencyjne oraz „hakerskie”. Licencyjne są może i do pominięcia — inter arma enim silent leges — ale nie miałbym pewności, czy z jakiejś konsoli w Langley nie dałoby się zdalnie obezwładnić wszystkich polskich Black Hawków…
    … a jeśli tak, to spod Paryża także.

    Jedynym rozwiązaniem byłaby nie tylko polska fabryka, w której rozwijana byłaby polska myśl technologiczna — i takie moce przerobowe (i zakupowe), że fabryka będzie w stanie w razie „W” trzepać 10 nowych śmigłowców tygodniowo.

  • I sam sobie odpowiadam, linkiem:

    http://defensetech.org/2012/05/30/smoking-gun-proof-that-military-chips-from-china-are-infected/

    Problemem zatem nie jest tyle lokalizacja fabryki — bo i tak nie zdążymy wytworzyć dodatkowego sprzętu w krótkim czasie — lecz możliwości zdalnego opanowania sprzętu. Ten ma władzę, kto ma konsolę — jeśli chcemy mieć władzę, musimy sprzęt wytworzyć od A do Z samodzielnie.

  • Przecież można w razie czego taką fabrykę „pożyczyć” (broń Boże znacjonalizować :) ) za stosownym odszkodowaniem, wypłaconym w obligacjach płatnych po wojnie. Razem z pracownikami i know how.

    Jak jest fabryka za granicą to już taki manewr odpada.

  • No właśnie coś mi mówi, że tak można sobie ułatwić życie ze sprzętem analogowym… A tu systemy łączności, GPS, pewnie coś jeszcze…

  • Analogowy czy cyfrowy, to know-how jednak zostaje. Jednak jak mamy do wyboru mieć doświadczonych inżynierów, Polaków w Polsce, a doświadczonych inżynierów – jakichśtam gdzieś, to IMHO jasne jest że lepsze jest to pierwsze. I nie tylko ze względów socjalno-bytowych.

  • Oczywiście.

    Zatem odwrócę nieco wątek i zapytam o Twoje (i innych Czytelników) zdanie, w dwóch przypadkach:

    – producent A oferuje doskonały sprzęt, o dużej przydatności bojowej (praktycznie niewykrywalny, niestrącalny, etc.), jednak mówi — bierzesz od nas pięć kontenerów albo wypad,
    – producent B oferuje sprzęt, co do którego wiemy, że jest zawodny, trudny w pilotażu, ustrzelisz go jak łyskę (i jeszcze zaaportuje go byle retriever), no i on mówi — jeśli kupicie ode mnie, dostaniecie fabrykę z wyposażeniem na własność,

    którą ofertę powinniśmy przyjąć?

  • Może dodam, że jestem właśnie po lekturze „Samobójstwa Europy. Wielka wojna 1914-1918” Andrzeja Chwalby i mam wrażenie, że część armii walczących sto lat temu ten dylemat rozwiązała niekoniecznie jak należy (a sprzęt był mega-analogowy, Rosjanie nie mieli nawet sensownej łączności, Ententa masowo używała gołębi, a któraś tam armia próbowała szkolić jakieś inne ptactwo do walki ze… sterowcami…)

  • Art

    Stany Zjednoczone przed IWŚ tez nie były potęgą technologiczną, więc gdyby wtedy kupowały wszystko z zagranicy, to dziś nie byłyby mocarstwem. Podobnie Rosja, niby biedny kraj, ale rozwijał własne technologie i dlatego dziś stanowi realne zagrożenie. Hitler też postawił na rodzimy przemysł zbrojeniowy i początkowo dobrze na tym wychodził. Dopiero podczas wojny obrał złe priorytety, bo zamiast wzorować się na Amerykanach (np. projekt Manhattan) wolał skupić się na absurdalnych projektach (np. pocisk V-1). Podobno w 1939 roku to właśnie niemieccy naukowcy byli najbliżej opracowania bomby jądrowej.

    Sęk w tym, że inwestowanie w siebie wymaga nie tylko pieniędzy, ale też czasu. Polski rząd chce mieć wszystko od razu, tu i teraz. Przyczyną problemów jest właśnie to nieszczęsne planowanie od wyborów do wyborów. Nic co wymaga perspektywy dłuższej niż kadencja Sejmu nie jest w stanie się udać. Zupełnie inaczej jest za oceanem, gdzie Pentagon potrafi rozwijać projekty konkretnych samolotów i okrętów przez kilka dziesięcioleci, nie ma dla nich większego znaczenia czy rządzą demokraci czy republikanie.

  • Z tym, że to jest argument za polskim projektem i polskim wykonaniem w polskiej fabryce — i z polskim GPS-em — czyli umówmy się, stać nas może na pierwszy element układanki, na resztę nigdy-w-życiu.

    Przykłady USA, ZSRS i III Rzeszy o tyle są nietrafne, że: dwa z tych państw po prostu szykowały się do wojny zaczepnej, a wszystkie 3 były jak na tamte czasy potęgą (nawet Sowiety).

    Nadto niezależnie od tego czy planujesz wojnę czy nie, dziś mało które państwo stać na taką autarkię, może Stany, może ChRL (wątpię), może Rosję (wątpię), nikogo więcej. Możesz budować własne poszczególne elementy uzbrojenia, ale — jak to w biznesie — musisz je sprzedać, żeby kupić coś innego od kogoś innego.

    Sam nie wyprodukujesz samolotów transportowych, bombowców strategicznych, szturmowców, myśliwców; śmigłowców; czołgów i wozów pancernych; karabinków w dwóch rodzajach i amunicji do nich; środków łączności i zakłócania łączności… etc. etc.

  • Art

    Bardzo lubię powiedzenie „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”, ono się naprawdę sprawdza.

    Autarkia na wzór i podobieństwo USA to może za dużo powiedziane, ale nie trzeba być potęgą gospodarczą, aby być potęgą militarną. Wielki kryzys dotknął najbardziej Niemcy, a mimo to III Rzesza była w stanie podnieść się po gospodarczym upadku Republiki Weimarskiej. Sowietom gospodarka socjalistyczna też nie za bardzo przeszkadzała w unowocześnianiu wojska. Wielkość kraju nie ma aż tak dużego znaczenia, czego dowodem jest chociażby Izrael.

    Polska powinna iść tą samą drogą, którą poszły Francja i Izrael zaraz po wojnie. Ale to wymaga planowania długoterminowego i konsekwencji w trzymaniu się planu. Może ta cała korweta Gawron byłaby dziś najnowocześniejszym tego typu okrętem na Bałtyku gdyby rządzący potrafili zarządzać długoterminowymi projektami. Albo gdyby zamiast na Gawrona te pieniądze poszły do Świdnika, to ta fabryka w Świdniku wciąż byłaby polska, a jej helikoptery najlepsze w Europie.

  • > Sowietom gospodarka socjalistyczna też nie za bardzo przeszkadzała w unowocześnianiu wojska.

    No wiesz, ja bym powiedział, że socjalizm był raczej warunkiem sine qua non nakładów na zbrojenia — tylko w gospodarce ręcznie sterowanej możesz dowolnie przerzucać dowolne kwoty na dowolne cele. Nie znam dokładnych cyfr ale coś mi podpowiada, że cały kompleks zbrojeniowy (czyli razem z projektem lotów w kosmos, etc.) mógł być zasilany 1/2 budżetu państwa, i to w warunkach pokoju.

  • b52t

    Odwołam się do pytań RedNacza: to ładny chwyt erystyczny, ale niestety nie do zastosowania w tej rozmowie.
    Jasne, że na szybko coś trzeba kupić, żeby mieć. Długoterminowo po prostu trzeba jakieś technologie opracować, coś wykraść (jak większość wywiadów), jeśli zakładamy rozwój wojsk konwencjonalnych. Pytane jest innego rodzaju, czy w dzisiejszych realiach nie lepiej, wzorem Estonii, rozwijać oddział d.s. cyber wojny, co może być tym bardziej sensowne, że polskich informatyków ( i programistów) mamy wiadomo jakich. Choć jak wiadomo USA, Rosja i Chiny mają swoje armie klikaczy zawodowych.

  • Art

    Mi intuicja podpowiada, że 1/2 budżetu USA też idzie na wojsko i agencje wywiadowcze. Rozumiem że to wstyd mieć strukturę budżetu państwa na wzór ZSRR, ale struktura budżetu USA jest chyba OK?

    Jak coś jest od wszystkiego to jest do niczego. Polski rząd próbuje się specjalizować w budowaniu autostrad, edukacji, medycynie, opiece społecznej i wielu innych dziedzinach, a dopiero gdzieś na końcu jest wojsko. Tymczasem państwo powinno przede wszystkim skupiać się na resortach siłowych, bo to jedna z niewielu dziedzin, które nie mogą istnieć bez państwa.

    W żadnym wypadku nie chcę sugerować nacjonalizacji przemysłu zbrojeniowego. W kapitalizmie wolnorynkowym znacznie łatwiej jest się zbroić i dlatego zimną wojnę wygrały USA. Po prostu uważam, że jakbyśmy mieli w Warszawie takich planistów jak w Pentagonie i podobny budżet jak ma Izrael, to pojawiłyby się też polskie odpowiedniki Northrop Grummana i Lockheed Martina.

    Sęk w tym, że R&D wymaga czasu i pieniędzy. Ostatnio polski rząd znalazł pieniądze, ale tylko na kupowanie, nie na inwestowanie. To wszystko oczywiście w kontekście tego, że te nowe helikoptery muszą być jak najszybciej, bo są potrzebne teraz a nie za cztery lata. Szkoda że nie myślano o tym gdy Bronek zostawał prezydentem, bo może wtedy nie trzeba byłoby się z tym tak śpieszyć i Świdnik miałby czas na opracowanie czegoś lepszego.

  • > Mi intuicja podpowiada, że 1/2 budżetu USA też idzie na wojsko i agencje wywiadowcze.

    Zdaje się, że to zależy kto liczy (lub pokazuje):

    https://static.nationalpriorities.org/images/fb101/2014/presidents-proposed-discretionary-spending.png

    https://media.nationalpriorities.org/uploads/publications/total-spending-pie-2015.png

    Generalnie nie mam problemu z budżetem, który nawet w 3/4 idzie na wojsko i policję, pod warunkiem, że jest to budżet-minimum. Bo gdyby to była 1/3 z budżetu rozdętego, to ja wysiadam.

  • Hłe-hłe, „długoterminowo” — w polszczyźnie współczesnej nie ma tego wyrazu, chyba że w zbitce „zadłużenie” lub słowniku wyrazów nieużywanych ;-)

    Nie muszę być jak Gombrowicz i kalać własnego gniazda wyśmiewając się, że to po prostu niemożliwe (bo pieniądze, bo mentalność, bo cokolwiek). Nas autentycznie nie stać na to żeby mieć wszystkiego po trochu własnego. Może przemawia przeze mnie mentalność RWPG-owca, ale może stać nas na dobre własne RPG i może na coś jeszcze, ale nie wystawimy choćby 100-tysięcznej armii kompletnie wyposażonej w polski sprzęt (od guzika do rzemyka do aeroplanów).

  • Chociaż nie, polski projekt Manhattan mam nawet za oknem:

    https://farm6.staticflickr.com/5125/5295747139_32b1a81a07.jpg

  • b52t

    Się wie. Do tego, żeby u nas zacząć działać długoterminowo trzeba by zmienić mentalność i nas i naszej klasy politycznej, czyli pokolenia. No, to może jednak kupujmy gdzie popadnie. ;)

  • To skoro pastwimy się nad wadami naszemi, mogę dodać, że wszystko wskazuje na to, że długoterminowo jesteśmy już po etapie rozważań nad przyczynami upadku I Rzplitej, zaś powoli zaczynamy wnioskować z upadku II RP.

    Dobrze długoterminowo mamy ocenione konsekwencje hołdu pruskiego dla powstania Królestwa Prus — i rozbiorów.

  • Art

    Total Budget (drugi diagram) zawiera tzw. mandatory spending, czyli ichniejsze NFZ i ZUS. W pewnym sensie są to wydatki automatyczne, bo nie można ich tak łatwo zmienić. Natomiast Discretionary Budget to właśnie te wydatki, na które rząd i parlament mają wpływ każdego roku. Znacznie lepsza, bo szczegółowa, infografika znajduje się tutaj:
    http://cdn.shopify.com/s/files/1/0177/6150/t/2/assets/Watermark-DeathTaxes-2015.jpg

  • Art

    Miniaturka nie chciała się załadować, więc tutaj bezpośredni link do wspomnianej infografiki (trzeba potem na nią kliknąć aby powiększyć):
    http://visual.ly/death-and-taxes-2015

  • mall

    Jednostka do cyber-wojny nie obroni lotniska przed lądowaniem służb specjalnych. Mam nieodparte wrażenie, że jednak konieczne jest rozwijanie wszystkiego. Bez obrony plot wróg będzie wszędzie, bez piechoty czołgi nie mają obrony, bez samochodów nie ma mobilności, bez lotnictwa trudno atakować bronione punkty itp. itd.

    Pytanie czy jesteśmy w stanie rozwijać wszystkie technologie jednocześnie na wysokim poziomie?

  • > Pytanie czy jesteśmy w stanie rozwijać wszystkie technologie jednocześnie na wysokim poziomie?

    Niewielkie mam pojęcie o obronności (tyle co widziałem „Furię” oraz „Inglorious Bastards” ;-) przemysł także nie jest moją domeną — ale myślę, że odpowiedź znam i brzmi ona: nie, nie jesteśmy. Sam głupi czołg to dziesiątki kluczowych podzespołów, a dobrze trafiony kończy swą epopeję w minutę.

  • boreal

    Przede wszystkim należałoby zdefiniować cele dla armi (i czy tylko dla
    armii) – wojna stricte obronna czy chcemy „grać rolę”* na arenie
    międzynarodowej – na przykład wysyłać wojska do Afganistanu. To pozwala
    określić środki. I uniknąć niektórych błędów – jako że wspomniałeś o uczeniu
    się na błędach II Rzeczplitej – mieliśmy około 400 Łosi – bardzo kosztownych
    bombowców do prowadzenia ofensywy (no właśnie przeciwko komu ? Przeciw
    Czechom?) i prawie wcale obrony przeciwlotniczej. Wobec tego pojawia sie
    pytanie po co nam te śmigłowce (poza życzeniem Armii) i czy będziemy umieli ich użyć.
    Osobiście mam inną koncepcję obrony – zrobić ze strzelectwa sport narodowy.
    Na początek broń długa (z taką nie napada się na sklepy). Biorąc pod uwagę
    kompletną niezdolność Polaków do działań zespołowych, i geniusz improwizacji
    połączony z ułańską fantazją i kompletną nieobliczalnością rodaków – bałbym się
    najechać kraj wypełniony bronią ręczną po brzegi.

    Owszem da sie taki kraj zbombardować, albo wjechać czołgami ale kiedyś z tych czołgów trzeba wyjąć, samolotem wylądować. Jeśli nie da sie tego zrobić to po co najeżdżać. No i mamy przygotowany grunt pod ew. powstanie… Tylko takim społeczeństwem nie da się sterować ani nawet przyzwoitego stanu wojennego wprowadzić. A armia zawodowa pełni rolę szkoleniowca i koordynatora. Model trochę podobny do szwajcarskiego, z pewnym powodzeniem zastosowany w Finlandii. Myślę że ten koncept pasuje do charakteru narodowego i do naszych możliwości. Jak nie możemy się obronić (a nie możemy niezależnie od śmigłowców) to uczyńmy wojnę z nami tak kosztowną że nieopłacalną.

  • boreal

    P.S>Zamiast śmigłowców jednak rakiety – zasadniczo dużo tańsze niech co 100 trafi. Albo miny przeciwsmigłowcowe (Rosjanie mają taki wynalazek).

  • Tutaj mamy wersję „C”. Producent C oferuje sprzęt, co do którego nagle pojawiają się opinie że jest zawodny i trudny w pilotażu, ale jest produkowany przez naszych robotników, dział R&D jest u nas. Zdecydowanie wybrałbym C.

    Gdyby jednak się ograniczyć do A vs B, to wybrałbym B o ile zostałoby wynegocjowane że w tej fabryce powstaje dział R&D, zostają przeszkoleni inżynierowie *oraz* mamy prawo wprowadzać modyfikacje do sprzętu.

    Bo jakby B miało oznaczać tylko montażownię to ma to o wiele mniejszy sens.

  • Ale kupiliśmy, zdaje się, „D”: ponoć nie do końca wiadomo jak to fruwa, przyjdzie do nas na paletach, być może pozwolą nam przemalować obtarty błotnik.

    Tak, to nie jest najlepsza opcja, mnie jednak chodzi o to, że kluczowy powinien być wątek: jak dobrze tym się walczy? nie zaś ile ludzi znajdzie przy tym robotę.

  • Może i kluczowe, ale też bardzo ważne jest „czy będziemy mieli czym walczyć za 20 lat”? Czy nas stać będzie na obcego producenta? Czy jeszcze będziemy umieli wyprodukować własne?

    Bo teraz umiemy.

    A sprowadzanie tego do spraw bytowych to przyznaj, taka malutka manipulacyjka :)

  • No właśnie, co do Łosia to pamiętam, że niespecjalnie się przydał we wrześniu 1939 r., a do tego, do czego w miarę się przydawał, nie mogliśmy ich użyć z rozwiniętymi skrzydłami — bo brak było myśliwców do ochrony.

    Strzelby są fajne, ale skoro taki jest nacisk na technologię, rzucam hasło: trzy mini-drony w każdym domostwie! ;-) Jak się podczepi pod takiego granat, to może nawet gąsienicę w czołgu zerwie.

  • PS a tu piszą, że pewnie będzie to „Caracal”, i że daje radę:

    http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/15811?t=Caracale-bez-tajemnic

  • b52t

    Skorośmy ustalili, że nie stać na wyprodukowanie całości militariów, to albo udajemy, że będziemy potrafić, albo będziemy kupować, albo skupimy się na tym co się da i jest realne. Stąd jednostki do cyber-walki. Ale taki ze mnie wojskowy jak koszykarz, czyli żaden, czyli popisał se dyletant-ignorant.

  • Lech Malinowski

    Boenig?
    (zrób coś w końcu, aby także niezalogowani mogli dostawać maile o nowych komentarzach).

  • Fakt, łatwiej mi się pisze „Warthog” ;-)

    Za komentarze odpowiada Disqus, ale zobaczę czy da się coś wycisnąć wprost od WordPressa (chociaż wątpię, bo Disqus chyba wyłącza wszystkie fabryczne opcje komentowania).

  • Lech Malinowski

    Powinna to być raczej podstawowa usługa (informowania o komentarzach), nie raz rezygnuję ze skomentowania, bo wiem, że to bez sensu, skoro nie będę tego potem śledził.

  • Zdaje się, że niestety: Disqus jako opcję dał „Allow guests to comment” (rozumiem, że niezaptaszkowana opcja = brak możliwości komentowania przez czytelników niekorzystających z tego serwisu) a poniżej wyjaśnienie, iż „Guest commenters do not receive email notifications and do not have profiles showing their comment history”.

    Nie wiem jakie zakusy względem nas ma Disqus, ale dopóki nie przeczytam gdzieś, że jest równie straszny jak Fejsbók… ;-)

  • Mike

    Nie stać? Wybacz, ale te miliardy przewalane bezużytecznie z roku na rok to jednak wystarczające fudnusze. Wystarczy „tylko” zlikwidować socjalizm, ale nikomu na tym nie zależy, bo na wolnym rynku nie można brać w łapę, a urzędników prawie nie ma i nie mają o czym decydować.
    Że nie wspomnę o tym, że demokracja z zasady nie ma żadnej ciągłości jakiejkolwiek polityki.

  • Nie ma szans na przekonanie społeczeństwa — to naprawdę nie jest bagatelny argument — żeby połowa rozdmuchanego budżetu szła na zbrojenia. 50% PKB na armię jest do zaakceptowania przy budżecie-minimum — jednak z racji tego, że to minimum, w twardych złotówkach nie będzie tego więcej niż dzisiejsze 1,95% (z czego 2/3 i tak idzie na emerytury i inne świadczenia socjalne).

  • Ja używam RSSa i komentarze mi nie umykają. Ba – wręcz czytam tylko via RSSy, ze szwankiem dla monearyzacji sprawy :)

  • a to mamy tylko 2 opcje: budżet max i budżet min? A co z budżetem mid i pośrednimi?

  • Myślę, że z korzyścią dla mojej kieszeni, bo przynajmniej nie zlicza Cię system billingowy mojego dostawcy infrastruktury :)

  • Że hę? A za co jesteś billingowany jeżeli to nie tajemnica?

    IMHO wejście na RSSA liczy się jak wejście na stronę (jeżeli od wejść jesteś chargowany) ale mogę się mylić.

  • To była taka dygresja w kontekście tego komentarza („Lex Superior effect”):

    http://czasopismo.legeartis.org/2015/04/poczytalnosc-legeartis.html#comment-1984682813

    Rozliczany jestem jak opisano tutaj: https://zenbox.pl/faq.html, niedawno miałem podwyżkę :) ale jest OK, nie narzekam.

  • Nie umiem narysować wykresu przebiegu funkcji… czy jak to się mówi ;-) ale na pewno można mówić o pewnych przedziałach cierpliwości ludzkiej.

  • No jeżeli liczą za unikalnego użytkownika, to obawiam się że RSS jest jak ktoś z wyłączonymi ciasteczkami – za każdym wejściem unikalny :).