A ja zagłosuję na… ;-)

… nie, nie napiszę na kogo zagłosuję, nie tylko dlatego, że od 1 minuty mamy ciszę wyborczą (mógłbym przecież felietonik puścić godzinę temu).

Natomiast przypominam wszystkim P.T. Czytelnikom, że od dnia poprzedzającego dzień głosowania obowiązuje cisza wyborcza, która normatywnie opisana jest tak:

art. 107 ustawy kodeks wyborczy:
§ 1. W dniu głosowania oraz na 24 godziny przed tym dniem prowadzenie agitacji wyborczej, w tym zwoływanie zgromadzeń, organizowanie pochodów i manifestacji, wygłaszanie przemówień oraz rozpowszechnianie materiałów wyborczych jest zabronione.
§ 2. Agitacja wyborcza w lokalu wyborczym oraz na terenie budynku, w którym ten lokal się znajduje, jest zabroniona.

Cisza wyborcza oznacza, że nie jest dopuszczalna żadnego rodzaju publiczna agitacja polityczna — publiczna, czyli dozwolone jest prowadzenie prywatnych, salonowych rozmów. PKW uważa, że niedozwolone jest także lajkowanie na Fejsbóku i ja się z tym akurat zgadzam.

Oczywiście można dyskutować o tym jak cisza wyborcza ma się do wolności słowa — i czy w ogóle jest potrzebna (moim zdaniem nie jest potrzebna, nawet w bardziej okrzepniętych demokracjach kampania trwa do samego końca, tj. do zamknięcia lokali) — ale umówmy się, że ustawodawca jest racjonalny, więc ma zawsze rację (a jak nie ma racji, to patrz punkt powyższy).

Aha, ważne dla tych, których zdaniem przepis bez sankcji to przepis kulawy: za niemanie gęby na kłódkę można spodziewać się sankcji, a wynika to z art. 498 kodeksu wyborczego:

art. 498 ustawy kodeks wyborczy:
Kto, w związku z wyborami, w okresie od zakończenia kampanii wyborczej aż do zakończenia głosowania prowadzi agitację wyborczą
   podlega karze grzywny.

Na szczęście jest to przepis wyłącznie z zakresu prawa wykroczeń — zatem ewentualne naruszenie zakazu prowadzenia agitacji wyborczej w okresie ciszy nie skończy się wpisem do Krajowego Rejestru Karnego — jednak mimo wszystko zachęcam do wstrzemięźliwości.

Wcale nie na marginesie dodam, że znane mi są postępowania o komentarze na portalach internetowych, w których w jakiś tam sposób zachęcano do głosowania w taki czy inny sposób — upraszam zatem o nie prowadzenie agitacji także w komentarzach (nie chcę mieć moich P.T. Czytelników na sumieniu ;-)

  • Adam314

    Zastanawiałem się kiedyś czy namawianie do pójścia na wybory wogóle również byłoby zakazaną agitacją. Gdyby np. grupa ludzi chodziła po mieście z plakatami „idź na wybory – Twój głos się liczy”, rozdawaliby ulotki że wybory są ważne itp. Czy byłaby to nielegalna agitacja?

    Wiadomo, że na aktywacji leniwych
    wyborców pewne partie skorzystają, inne stracą. Byłby to sposób na ominięcie zakazu dla tych partii zyskujących na większej frekwencji.

  • ajax

    Jak dla mnie tylko na sama logikę to zachęcanie tylko do udzialu w głosowaniu nie powinno podpadac pod jakikolwiek artykuł jakiegokolwiek kodeksu.
    Ale ja się nie znam, nic nie widzę, nic nie słyszę, głupi jestem jak tabaka w rogu ;-D

  • Przy okazji referendum akcesyjnego (i chyba przy każdym innym referendum) PKW twierdziło że skoro frekwencja się liczy, to namawiania bądź odradzanie głosowania jest także złamaniem ciszy wyborczej.

  • Jednak wierzę, że telewizja i radio, a także „czynniki” namawiały dziś i będą namawiały jutro na pójście do urn.

    IMHO nie stanowi to naruszenia ciszy wyborczej, nawet jeśli można byłoby zakładać, że większa lub mniejsa frekwencja będzie preferowała jakiegoś kandydata. (Takie założenie jest oczywiście istotne w przypadku referendum, ale wierzę, że sztaby mają i swoje rachuby jeśli chodzi o „nasi pójdą jeśli…, a tamci nie pójdą, bo…”).

  • Tomasz Płókarz

    A akcja „Idź na wybory – zmień Polskę”?

  • Pytanie czy hasło to należało rozumieć dosłownie („pogonić kota Kaczyńskiemu”) czy — zgodnie z założeniem, że jednak premier i prezydent to jeszcze nie Polska — „niechby ci się chciało tak jak dotąd się nie chciało”.

    Mnie się chyba nie kojarzyło z gonieniem kota, ale teraz już nie pamiętam moich ówczesnych odczuć.

  • Mike

    Chodziło o pogonienie PiSu, skądinąd rozsądni w normalnym życiu ludzie aż dostawali histerii…. na zasadzie „wyleję sobie wrzątek na głowę, byle nie Kaczyński”