Jazda rowerem po chodniku — mandat 100 złotych

Wiosna, ludzie wsiedli na rowery, można to odczuć zarówno na trasie, jak i zauważyć w mediach. Co ciekawe wśród pedałujących nadal panuje duże niezrozumienie jeśli chodzi o zasadę ruchu prawostronnego także na drogach dla rowerów lub wyznaczonych pasach (o tym więcej wkrótce), natomiast w prasie przewija się ostatnio temat: jazda rowerem po chodniku i jej konsekwencje.


jazda rowerem po chodniku

Jazda rowerem po chodniku to ryzyko mandatu w wysokości 100 złotych (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Okazuje się bowiem, że spryciarze we Wrocławiu postawiły stacje roweru miejskiego w takich miejscach, że depnięcie z miejsca oznacza naruszenie zakazu jazdy rowerem po chodniku. A że w pobliżu potrafi czaić się patrol straszników miejskich — mandat murowany.
Stąd pytania: jak to jest z tym rowerem na chodniku: czy faktycznie jest niedozwolone poruszanie się rowerem wzdłuż chodnika i jakie konsekwencje mogą spotkać śmiałka?

Podstawowe założenie: kierujący rowerem w pierwszym rzędzie powinien korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów (art. 33 ust. 1 PoRD). Poza tym dla wszystkich pojazdów jest jezdnia (szokujący truizm).
Zgodnie z kodeksem drogowym rower może pojawić się na chodniku wyjątkowo, w szczególnych sytuacjach:

art. 33 ust. 5 ustawy prawo o ruchu drogowym:
Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jest dozwolone wyjątkowo, gdy:
1) opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem;
2) szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów;
3) warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6.

Literalnie rzecz ujmując: niezależnie od tego gdzie ustawiono stanowisko roweru miejskiego, jazda rowerem po chodniku jest możliwa wyłącznie w tych trzech ściśle określonych wypadkach, nie zmienia stanu rzeczy okoliczność, że miasto czy ktoś tam postawił stojaki na chodniku.
W każdej sytuacji trzeba też pamiętać, że chodnik jest dla pieszych, zatem to pieszy będzie miał na nim bezwzględne pierwszeństwo, a kolarz ma obowiązek jechać powoli i zachować szczególną ostrożność (o tym jest właśnie art. 33 ust. 6 PoRD).

Jest jeszcze przepis-gąbka, z którego wywodzi się mandat za chodnikopedałowanie: mówię o art. 26 ust. 3 pkt 3 mówi o tym, że kierującym pojazdem (którym jest także rower!) zabrania się „jazdy wzdłuż po chodniku lub przejściu dla pieszych” (oczywiście art. 33 ust. 5 kodeksu drogowego jest w tym zakresie lex specialis).


jazda rowerem po chodniku

Postać szczególna — rowerem po zebrze. Merckx by się uśmiał (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Co do samej sankcji to wysokość mandatu za jazdę rowerem po chodniku określona jest w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów z 2003 r. w sprawie wysokości grzywien nakładanych w drodze mandatów karnych za wybrane rodzaje wykroczeń. Mamy tam m.in.:

  • poz. 78 (przecinanie się kierunków ruchu): jazda wzdłuż po chodniku lub przejściu dla pieszych innym pojazdem niż pojazd silnikowy — 100 złotych,
  • poz. 103 (Przepisy o ruchu rowerów, motorowerów, pojazdów zaprzęgowych oraz ruchu zwierząt): naruszenie przez kierującego rowerem przepisów o korzystaniu z chodnika lub drogi dla pieszych — 50 złotych.

Moim zdaniem przepisy te mówią właściwie o tym samym, wskazując jednak inną podstawę w rubryce „przepis naruszony” (ten pierwszy odwołuje się do art. 26 ust. 3 pkt 3 PoRD, ten drugi do art. 33 ust. 5 PoRD) i muszę przyznać, że czuję się tu nieco bezbronny: wszakże naruszenie przepisów o korzystaniu z chodnika może chyba oznaczać jazdę rowerem wzdłuż tego chodnika, więc nie umiem odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób wybierana jest norma do wlepienia mandatu… No chyba że w praktyce jest to mandat nie tyle za coś co nazywa się jazda rowerem po chodniku, ale zaniemanie racji w kwestii „myślałem, że bardzo pada, a pan włada mówi, że to tylko mżawka”).

A na podsumowanie nasz polski Jello Biafra:

  • b52t

    Jak przy tematach/poradnikach prawnych dla pedalistów, to może warto o wpis/artykuł o drogach dla rowerów, pas ruchu dla rowerów, ciągach pieszo-rowerowych oraz śluzach dla rowerów.
    W sumie to o tym jak to jest z wyprzedzaniem czy wymijaniem przez rowerzystów też się przyda, bo tutaj jest różnie.

  • Tak, DDR i PDR mam w notatniku — zwłaszcza stary temat „dlaczego mam jechać DDR po lewej stronie, skoro znaki stawia się po prawej stronie”. No i jazda pod prąd pasem dla rowerów — zmora niedzielnych cyklistów, którzy już wiedzą, że jak jest ulica to jedziemy ulicą — ale być może da się „tą dla rowerów, nieważne w którą stronę”.

  • b52t

    Szczególnie Pilczycka od stadionu do Kozanowa (lub w drugą stroję), Znana mi, bo to element mojej łikendowej trasy rekreacyjno-ćwiczeniowej.

  • O właśnie, właśnie; i różne kontr-pasy w centrum (Wita Stwosza, itd.).

  • Therion7777

    Jak dobrze pamiętam to jadąc od Stadionu w stronę Kozanowa po lewej stronie DDR nagle, bez żadnego oznakowania, „przenika” w jednokierunkowy PDR i jedzie się elegancko pod prąd jak po kontrapasie. Niezły musk to wymyśłił :)

  • Zaczynając od końca: DDR kończy się przy PDR, na który wjechałbyś pod prąd (nb. nie ma czegoś takiego jak „dwukierunkowy PDR”, więc nie ma potrzeby pisania o „jednokierunkowym PDR”), ale po prawej masz PDR „do miasta” — owszem, trzeba przeskoczyć, no i nie ma przejazdu dla rowerów (jest zebra).

    Ale ciekawiej jest na początku, bo zaraz przy rondzie ta DDR, którą dojechałeś do ul. Dworskiej jest oznaczona znakiem zakazu ruchu rowerów, co sygnalizuje, że już od tego momentu jedziesz pod prąd. Zatem powinieneś przeskoczyć na prawą stronę już przy rondzie, tuż przed przejazdem tramwaju (przy parkingu przed stadionem).

    Osobiście nadal polemizuję z tym czy PoRD dopuszcza jednokierunkowe DDR, ale w praktyce one występują (także np. na Hallera, przy pętli tramwajowej).

  • Therion7777

    Dobra, zapomniałem, że PDR jest jednokierunkowy, ale skąd mam wiedzieć czy to nie jest kontrapas? Bo to nie jednokierunkowa? No tak.
    Jak się jedzie tam szybko to brak czasu na taką dogłębną analizę, a oznakowanie w całym mieście jest fatalne :/

  • Kontra czy nie kontra, PDR zawsze jest jednokierunkowy. Tam masz dwa wydzielone pasy — po lewej, po prawej. Na kontrze miałbyś strzałkę (które bodajże nawet tam jeszcze prześwitują, nie pamiętam — jeżdżę tamtędy codziennie a niepamięć bierze górę…)

    Jak to wszystko obfotografuję, będzie kolejny tekścik :)

  • b52t

    W stronę Kozanowa to ona w miarę płynnie przeskakuje w PDR, ale chwilę później nagle skręca na prawą stronę, a, że brak jest oznakowania PDR, to zdarza się nie tak rzadko, że jadę chodnikiem. Dlatego, jeśli nie muszę, to wolę zjechać na drugą stroną, na PDR i jechać po lewej stronie Pilczyckiej. Asfalt, szerokość i jedzie się milusio.

  • Therion7777

    Jakie tam prześwitują? :P https://goo.gl/GSE6aV
    Jak sobie jedzie człowiek kulturalnie po lewej to rowerkiem można się obudziś za gdzieś stoo metrów gdzie dopiero jest namalowana strzałka kierunkowa i kawałek dalej można skoczyć na chodnik, żeby nie iść na czołówkę z cyklistami prawidłowo jadącymi :)
    Co zresztą ostatnio uczyniłem, choć też to dla mnie trasa częsta, ale częściej po prawej stronie.
    Specem nie jestem, ale wystarczyłby znak końca DDR po tej nieszczęsnej lewej?

  • Za dużo znaków też niedobrze, ale… jeśli już to PDR zaczyna się od F-19 czy jakiegoś tam jego wariantu, który w ekstremalnej wersji wygląda tak:

    http://znaki.vxm.pl/images/foto/F-19b.jpg

    Ale podkreślam: jestem zwolennikiem minimum znaków drogowych, więc uważam, że na otrzeźwienie najlepiej działa powtarzanie, co 15 obrotów korbą „ruch prawostronny, ruch prawostronny”

    Nawet jeśli to kontr-pas (czy tam kontra-pas), to zawsze prowadzi on prawą stroną jezdni.

  • ~

    To ja tak, z mojego ex-miasta:
    https://www.google.com/maps/@52.212379,20.972872,3a,75y,305.56h,79.93t/data=!3m4!1e1!3m2!1s6Kun77c3ZAoRJQ9KXIIWUw!2e0
    Proszę popatrzeć na znak „początek ciągu pieszo-rowerowego”, czy jak mu tam. Koniec jest przed skrzyżowaniem na obrazku. I tak jeszcze 3 razy – na każdym bowiem zastosowano tę konstrukcję. A na końcu, na rondzie Zesłańców Syberyjskich (nie widzieć czemu kojarzącemu mi się z „dłobiazg”) ten wspaniały wytwór mysli urzędniczej kończy się zjazdem do podziemi i schodami. Żeby nie było – kiedyś była tam droga dla rowerów, a nie hybryda, więc udało się urzędasom coś zmienić. Że akurat nie w tę stronę – ojej…

    Więc pojadę albo chodnikiem i pasami, albo jezdnią. Alternatywą będzie przyznanie się do kompletnego zidiocenia.

  • O, dla jasności: przy rondzie koło stadionu ta DDR ma taki znak:

    https://c1.staticflickr.com/9/8890/17980827600_96b5a2302f_o.jpg

  • Nigdy nie powiem, że wytyczenie dróg dla rowerów — nie tylko rowerowych, ale kolarze są chyba w szczególnej pogardzie u organizatorów ruchu — jest choćby zbliżone do ideału. Są miejsca lepsze i gorsze, są też kompletnie poronione, w których strach zajechać, mimo, że tak prowadzi znak.

  • ~

    – „A czy to może być czek bez pokrycia?” – zapytał Orient-men,
    – „Tak, ale moje przepowiednie też będą bez pokrycia”

    Te ścieżki rowerowe też są bez pokrycia. I ja nimi – bez pokrycia – obiecuję jeździć. .

  • Ja się przyznam, że nie kłopoczę się zupełnie wytyczonymi ścieżkami, w pogardzie mam rozróżnienie między DDR a PDR, pasem i kontrpasem, jeżdżę po prostu chodnikiem, starając się wszakże jechać jak gość nie jak gospodarz. Ale ja i tak jeżdżę wolno, tak wolno że niektórzy uważają że przy tej prędkości nie da się zachować równowagi a każda babuleńka na składaczku mnie wyprzedzi :)

    Na jezdnię wjeżdżam kiedy absolutnie muszę, ścieżkami jeżdżę kiedy je mam w kierunku w którym jadę, ale jakoś tak się składa że ścieżki rowerowe widze głownie wtedy kiedy jestem samochodem bądź pieszo. Kiedy przeistaczam się w rowerzystę – magicznie znikają albo prowadza w kierunkach prostopadłych (Poznań)

  • b52t

    Znaczy się: verboten, czyli jednokierunkowa. Nigdy, nawet nie jechałem z tej strony tej ulicy. Ale planuje, żeby tak może coś zmienić w swoim życiu. ;]

  • To jest racjonalna wypowiedź :) Mnie ogólnie nie irytują rowerzyści na chodnikach (ba, czasem sam przecież skorzystam — znam miejsca, gdzie inaczej się po prostu nie da…) — natomiast w!kw jest wtedy gdy taki śmigacz śmiga…

  • b52t

    O, właśnie! Rzecz w tym, żeby stosowano się powszechnie do tej myśli. Z tym, że stosuję wobec siebie jeszcze ostrzejsze podejście – na chodniku jestem nie gościem a intruzem. Ile razy zdarzało mi się zwalniać i jechać wolniej niż szli ludzie, gdy jechałem chodnikiem, a nie było jak wyminąć. To jest tak samo jak z jechaniem samochodem – i tak będę szybciej niż idąc pieszo, o ile nie ma takiej potrzeby to trzeba jechać tak, żeby dojechać, a nie być tam przez samym diabłem.

  • No nie, to już niepotrzebne samobiczowanie. Od zawsze (tj – od kiedy pamiętam) rowerzysta to był taki szczególny przypadek pieszego :).

    Więc i tak postawienie się w roli gościa to jest ustępstwo z mojej strony.

    Zwalnianie do prędkości pieszego – stosuję (chociaż niektórzy twierdzą że się nie da poniżej 10km/h :) ).

  • > rowerzysta to był taki szczególny przypadek pieszego

    Jeśli mówimy o przepisach, to parę lat temu „coś” się zmieniło. Zgadzam się, że w XX wieku rower był kompletnie na marginesie — społecznym i nie tylko, a po mieście poruszali się nim tylko najwięksi straceńcy (nie było też wówczas pojęcia himpsetera ;-)

    Ale dziś rower to już raczej szczególny rodzaj pojazdu, nieco uprzywilejowanego, nieco dyskryminowanego, ale jednak pojazdu.

  • b52t

    Nie uważam tego za samobiczowanie, bo jestem pedalistą, który jeździ w miarę szybko, więc te paręnaście sekund, które stracę tu odzyskam gdzie indziej.
    Mam takie podejście nie tylko dlatego, że przepisy tak stanowią, ale przez jakieś zrozumienie – rowerzystom jest co raz lepiej, są ścieżki, samochody są wszędzie i zajmują chodniki, a piesi mają chodniki w różnym stanie, nie muszą się śpieszyć i uciekać, czy patrzeć na to czy nie jedzie rowerzysta w nich.
    Żeby nie było, nie krytykuję innego sposobu i stylu jazdy (poza ścigaczami na chodnikach), to jest moje i mi z tym dobrze. ;]

  • Joe

    Poproszę jeszcze o definicje jazdy na rowerze.
    No bo jak siedzę na roweże a nogami odpycham się od ziemi to jest to rower czy też hulajnoga ?

  • Joe

    oczywiście rowerze

  • Proszę bardzo: pieszym jest także osoba prowadząca, ciągnąca lub pchająca rower (art. 2 pkt 18 PoRD).

  • kkk

    Problem w tym, że nie da się we Wrocławiu przejechać z punktu A do B nie jadąc fragmentami chodnika. Druga sprawa, że wystarczy że minie człowieka ciężarówka na drodze i już nam się odechciewa jazdy rowerem (jazda ulicą to samobójstwo!). Chcemy mieć mniej samochodów w mieście, mniej smogu to do cholery zachęcajmy do jazdy rowerem, a nie zniechęcajmy.
    Moim zdaniem te przepisy powinny być natychmiast zmienione, a funkcjonariusze dający mandaty za jazdę chodnikiem ukarani grzywną!!!

  • Maciej

    Ja czegoś tu nie rozumiem, kto bardziej ryzykuje pieszy w którego wjedzie rower, czy rowerzysta w którego wjedzie samochód lub najczęściej autobus? Prawo działa odwrotnie do zamierzonego celu, no ale trzeba się pogodzić i płacić, a przynajmniej ja będę płacił, bo wolę zabulić 100 zł niż ryzykować kalectwem czy śmiercią w centrum miasta.