Domosławski przegrywa proces o „Kapuściński non fiction”

Skoro było niedawno o tym, że warto czytać książki, nie mogę nie wspomnieć o przedwczorajszej informacji — że Artur Domosławski przegywa proces o „Kapuściński non fiction” i ma przeprosić wdowę po Ryszardzie Kapuścińskim za naruszenie jej dóbr osobistych.


proces o kapuściński non fiction

Artur Domosławski przegrywa proces o „Kapuściński non fiction”, idę ukryć przed cenzurą pierwsze wydanie książki (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jak podają media sąd pierwszej instancji (wyrok nie jest prawomocny; a jeśli ktoś chce mnie spytać czy mogę pisać „Domosławski” i „Kapuścińska”, to odsyłam do tekstu o prywatności podsądnych) uznał, że autor — skądinąd doskonałej (reportaż o reporterze, coś pięknego!) — książki naruszył dobra osobiste małżonki pisarza: „prawo do dobrej pamięci po zmarłym mężu, prawo do życia prywatnego oraz prawa autorskie po mężu (a mnie się od razu przypomina wyrok dotyczący praw do spuścizny po Józefie Mackiewiczu).
Sporne fragmenty to oczywiście trudne chwile z życia prywatnego i wyraźne sugestie współpracy z wywiadem PRL (jakby ktoś przypuszczał, że człowiek zza żelaznej kurtyny jeżdżący tak dużo i tak daleko w tamtych czasach nie miał pewnych zobowiązań).

Sąd uwzględnił roszczenia powódki częściowo: nakazując autorowi książki „Kapuściński non fiction” przeprosiny — ale w formie listu do wdowy — oraz w przypadku wznowień nakazał usunąć rozdział dotyczący intymnych elementów życia wybitnego reportera. Nie będzie zatem ani ogłoszenia prasowego ani też zadośćuczynienia pieniężnego; nie da się jednak ukryć, że moim zdaniem najboleśniejszy jest właśnie nakaz wykastrowania książki z treści.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że nie całe dwa lata temu wydawca, którym była spółka Świat Książki sp. z o.o. przeprosiła wdowę po pisarzu i jego córkę za naruszenie dóbr osobistych — opublikowana w mediach treść przeprosin mówiła o prawie do prywatności, ochronie dobrego imienia i godności oraz kultu po zmarłym — nazywając treść książki per „nieprawdziwe informacje”.

proces o kapuściński non fiction

Świat Książki wydawca „Kapuściński non fiction” przeprasza wdowę po Ryszardzie Kapuścińskim za naruszenie prawa do prywatności, dobrego imienia i godności.

Osobiście cieszę się, że „Kapuściński non fiction” leży na mojej półce (pamiętam jak leciałem do księgarni by kupić egzemplarz zaraz jak książka pojawiła się w sprzedaży — łatwo nie było) w wersji, która już niedługo może mieć status kultowej.
Mam też pliczek wgrany na Kindla, ale to już inna para kaloszy.

PS najzabawniejsze jest to, że właściwie dopiero teraz można pisać co się myśli o orzeczeniu — jeszcze wczoraj komentując to czy tamto mógłbym naruszyć nieszczęsny art. 13 ust. 1 prawa prasowego.

  • Ciekawe, czy będzie apelacja. Usunięcie całego rozdziału zdziwiło autora – to z wywiadu z nim.
    Ja czekam zatem na zakończenie innego procesu w tym temacie: co do książki „Sekretne życie motyli”.
    Ps. też się cieszę, że książkę mam :)

  • Ach, pamiętam ten temat, ale jakoś wypadło mi z głowy, że tam też jest proces o książkę.

    Plus niedawny finisz procesu Rosati-Żuławski, też ciekawe. Ech, życie pisze tyle melodii równocześnie…

  • a ja w rzeczonym temacie mam takie przemyślenie, że chociaż książka jest ciekawa i wygląda na to że nie jest zafałszowana, to jednak broń mnie Boże od takich przyjaciół domu jak p. Domosławski. A już literatów i dziennikarzy to za próg nie wpuszczać …

  • b52t

    To wiadomo, literaty czy dziennikarze nie rzadko ograbiają swoich znajomych i rodzinę z prywatności i używają ich historii w swojej twórczości. Historia literatury znajduje takich przypadków aż za dużo.

  • Zdaje się, że Kapuściński był taki sam. Zresztą laurkopisarzy nie brak, dobrze, że są ci inni :)

  • No ale tu chodzi o sytuację, kiedy wpuszczają go do domu, pozwalają buszować po domowych archiwach. No ewidentne świństwo facet zrobił.

    To nie znaczy że chciałbym żeby się samoocenzurował, ale dla przyzwoitości mógł poczekać te 50 lat z publikacją :).

    To z jednej strony. Z drugiej strony – nie chciałbym czekać 50 lat na zburzenie mojego wyobrażenia o Kapuścińskim.

  • Czyli Domosławski jest taki sam jak Kapuściński :)

    Fakt, że reporterzy też przekręcają może być szokujący, ale — nawet takie rzeczy się zdarzają (tj. zdarzały prawie 10 lat temu):

    http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/10721,Piotr-Skornicki-traci-nagrody-Grand-Press-Photo-za-zlamanie-regulaminu