Obraźliwe komentarze w internecie to nie listy do redakcji

Pamiętacie nie tak dawne wypowiedzi pewnego polityka-adwokata, który w sporze z wydawcami prasy — równocześnie usługodawcami w ramach prowadzonych przez siebie portali internetowych — próbował przekonać, że komentarze w sieci to listy do redakcji, zatem wydawca prasy powinien za nie ponosić odpowiedzialność? (Temat podchwycił pewien — inny niż mój ulubiony — serwis plotkarski, pisząc, że Portale i serwisy internetowe będą płacić za obraźliwe komentarze czytelników? — w tytule jeszcze ze znakiem zapytania, w leadzie już bez tego ulubionego przez prowokatorów znaku interpunkcyjnego).

Mniejsza z tym.
W dużym skrócie: Roman Giertych zażądał od pozwanego portalu usunięcia obraźliwych komentarzy zamieszczonych pod artykułem poświęconemu jego osobie, a ponadto przeprosin i zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. W pierwszej instancji powództwo oddalono, powołując się na wyłączenie odpowiedzialności usługodawcy za dane pochodzące od użytkowników. W drugiej instancji podtrzymano taką ocenę, zatem sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który znalazł podstawy do uwzględnienia skargi kasacyjnej i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy w II instancji (I CSK 128/13).
Podstawą do takiej oceny było jednak nie to, że wydawca portalu miałby zdaniem SN odpowiadać za komentarze czytelników jak za listy do redakcji, lecz wyłącznie dlatego, że niedostatecznie zbadano czy strona pozwana miała dostateczną wiedzę o obraźliwych i wulgarnych komentarzach (oceniano nawet czy „system antyspamowy” i praca kilku moderatorów pozwala powiedzieć, że usługodawca „nie wie” o bezprawnym charakterze danych — a także to czy zapisanie wulgaryzmu niezgodnie z zasadami pisowni pozwala na skuteczne zmylenie przeciwnika (istotne ze względu na konstrukcję art. 14 ust. 1 UoŚUDE).

Sprawa trafiła zatem ponownie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a ten wyrokiem z 27 lutego 2015 r. — znów oddalił powództwo Romana Giertycha (sygn. akt VI ACa 262/14).

Otóż niezależnie od tego komu co się wydawało, orzeczenie twardo podtrzymuje — rozsądny i racjonalny — pogląd, że redakcja ponosi odpowiedzialność za materiały redakcyjne, zaś za obraźliwe komentarze internautów nie, albowiem:

Bezpłatne udostępnienie możliwości korzystania z internetu jest usługą, która powinna być oceniona na podstawie art. 12 UoŚUDE, jako świadczenie dostępu do sieci. Skoro pozwana prowadzi portal internetowy polegający na umożliwienie jego użytkownikom dokonywania anonimowej publikacji opinii na stronie internetowej (…) zastosowanie ma artykuł 14 UoŚUDE dotyczący wyłączenia odpowiedzialności usługodawcy za hosting. Wypełnienie przesłanek zawartych w artykule 14 UoŚUDE wyłącza odpowiedzialność pozwanego za naruszenie dóbr osobistych powoda w związku z świadczoną usługą internetową.

Skoro zatem nie jest to komentarz odredakcyjny (felieton, cokolwiek), to wydawca serwisu internetowego nie może ponosić odpowiedzialności za treść wpisów internautów, ponieważ:

odpowiedzialność pozwanego [portalu internetowego — przyp. O.R.] związana z naruszeniem dóbr osobistych powoda, może być związana tylko z faktem przechowywania na portalu internetowym określonych w treści, czyli w oparciu przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Mało tego: nie ma znaczenia czy mówimy o komentarzach opublikowanych w portalu prowadzonym przez wydawcę „papierowej” prasy. Niezależnie od tego czy „główny” zakres działalności takiego przedsiębiorstwa to wydawanie prasy — wydawca mógłby ponosić odpowiedzialność za działalność prasową, bez względu na jej postać (papier, serwer internetowy) — to jednak obraźliwe komentarze opublikowane pod takimi tekstami nie są listami do redakcji w rozumieniu prawa prasowego. Jak zgrabnie skwitowano to w uzasadnieniu wyroku:

wypowiedzi te [komentarze internautów — przyp. O.R.] nie mogły być traktowane jako listy do redakcji dziennika wydawanego w formie elektronicznej. Listy do redakcji są materiałem prasowym pod warunkiem że zostały przesłane do redakcji w celu ich opublikowania, za publikacje których ponosi odpowiedzialność redaktor naczelny. Z uwagi iż użytkownicy portalu internetowego nie przesyłają redakcji dziennika swoich opinii komentarzy w celu opublikowania, sami decydują o takiej publikacji, wyłącza możliwość traktowania ich treści jako materiału prasowego. (…) Pozwany nie decyduje o publikacji tych materiałów, a zastrzeżenie w regulaminie korzystania z serwisu internetowego prawa do kontroli treści zamieszczonych na stronie przez prowadzącego, jest uprawnieniem pozwanego, a nie obowiązkiem. Fakt udostępnienia portalu dyskusyjnego użytkownikom sieci, nie może stanowić podstawy uznania odpowiedzialności pozwanego za opublikowanie szkalujących powoda treści na innej podstawie niż w oparciu o brzmienie art. 14 UoŚUDE

No właśnie: pamiętajcie, że nie ma obowiązku moderacji komentarzy internautów (art. 15 UoŚUDE), ale jeśli na taki krok się zdecydujecie — można od was wymagać wiedzy o tym, że bezprawne treści pojawiły się w serwisie. (Trzeba też reagować na sensowne i prawidłowo umotywowane wezwania do usunięcia bezprawnych komentarzy, ale to chyba truzim.)

W apelacji rozprawiono się też z pojawiającym się czasem poglądem, że usługodawca prowadzący portal internetowy będzie mógł odpowiadać za pomocnictwo — bo umożliwienie publikacji komentarzy o dowolnej treści i brak ich moderacji umożliwia naruszenie dóbr osobistych, etc. No to czytajcie:

Nie ma również podstaw do przyjęcia odpowiedzialności strony pozwanej jako pomocnika za naruszenie w ten sposób dóbr osobistych powoda, ponieważ zgodnie z art. 422 kc pomocnik jest odpowiedzialny za szkodę tylko o tyle, o ile swoim własnym działaniem lub zaniechaniem, polegającym na udzieleniu pomocy sprawcy, szkodę tę wyrządził. Musi zatem istnieć normalny związek przyczynowy między działaniem pomocnika a szkodą, a związek taki zachodzi tylko wtedy, gdy działanie pomocnika skierowane jest na dokonanie czynu niedozwolonego. 

Reasumując:

  • odpowiedzialność za obraźliwe komentarze — przypominam, że obraźliwe i wulgarne są z definicji bezprawne — ponosi zawsze ich autor, zaś usługodawca tylko wtedy, gdy nie wiedział o ich bezprawności, a otrzymawszy wiarygodne zgłoszenie usunął taki komentarz;
  • nie ma obowiązku moderacji komentarzy ani przed ani po ich publikacji w portalu internetowym;
  • ale jeśli decydujecie się na moderowanie komentarzy, można nadziać się na domniemanie „powinien był wiedzieć”;
  • no i nie jest bezprawne to, co się komu wydaje, że jest bezprawne — na przykład racjonalna i rzeczowa publiczna krytyka bezprawna nie jest — zatem najlepiej tak sobie dobrać P.T. Czytelników, żeby komentarze też były na poziomie.

Czego sobie gratuluję, a P.T. Komentatorom stokrotnie i z całego serca dziękuję :-)

  • b52t

    Konkluzja i porada prawna jest zatem taka: nie próbuj udawać, że chcesz moderować panel dyskusyjny na prowadzonej przez siebie stronie, bo wiązać się to będzie z koniecznością zatrudnienia psa wartowniczego tudzież/i zanabyciem odpowiedniego programu stróżującego. Oszczędź sobie koszty, stwórz strefę wolną od nadzoru.
    Trochę nawiązując, to ostatnio ciekawe było orzeczenie S.A. gdzieś-tam o tym co wolno napisać w sprzeciwie od postanowieniu o umorzeniu postępowania prowadzonego przez prokuraturę. Z artykułu wynikało, że napisanie „to coś co się nazywa Prokurator” (circa about) oraz epitety relatywnie słabego kalibru to obraza obraźliwa dla prokuratora.

  • Tak, ogólnie można powiedzieć, że moderacja jest dla frajerów — albo dla twardzieli :)