Piekło zamarzło — jest reklama w Lege Artis!!

Jak zapowiadałem dokładnie rok temu bieżąca odsłona Lege Artis to nic innego jak projekt do kości komercyjny zatem piekło zamarzło i oto jest możliwość zamówienia reklamy w Lege Artis. Wszystko jest dokładnie opisane na sprytnie zatytułowanej stronie Współpraca i Reklama — gdzie można zapoznać się z podstawowymi warunkami i cennikiem (od razu wyjaśniam: tak tanio tylko na początku).

Dlaczego się złamałem? — bo być może po buńczucznych wypowiedziach w „tamtym” LA wpuszczenie reklam można uznać za złamanie… Powodów jest kilka i pozwolę je sobie tylko pokrótce wyliczyć (nie będę ich omawiał): (i) Lege Artis może stać się moim funduszem emerytalnym albo zajęciem na emeryturze, do której wprawdzie zostało mi ćwierć wieku, ale jednak; (ii) skoro ktoś chce to czytać, to czas pomyśleć o jakiejś przyczynie, dla której będzie chciało mi się pisać; (iii) internet pełen jest bzdetów, które jednak udaje się monetyzować, może znajdzie się paru chętnych na wysupłanie paru złotych i tutaj; (iv) pisanie to moje hobby i szczera przyjemność, ale też i pociąga za sobą jakieś koszta; (v) jestem pazerny na kasę.

Sprzedażowiec ze mnie słaby, więc umówmy się: to na pewno nie będzie najlepszy tekst opublikowany w czasopiśmie (zatem zaraz zakańczam), niemniej chciałem zwrócić uwagę P.T. Czytelników na pewną chyba istotną sprawę: chociaż nie mamy się tu czego wstydzić jeśli chodzi o liczbę odwiedzin, użytkowników i inne takie parametry, to jednak pragnę wytworzyć silne przekonanie, że nie chodzi o to, by ścigać się na suche cyfry. Uważam, że chociaż publicystyka prawna nie jest łatwym kawałkiem chleba — ani też łatwym orzechem do zgryzienia dla odbiorców — siłą Lege Artis jest właśnie nietuzinkowość i klasa P.T. Czytelników.

(Aha, całkiem przy okazji: wydaje mi się, że jest to także dobra okazja dla tych P.T. Klientów, którzy przez cały ten czas uważali, że prawnik powinien zedrzeć z nich więcej. Teraz już można, dodatkowym bonusem dla Was będzie właśnie ów wkład reklamowy.)

No dobra, na tym zakańczam, lecę na pocztę sprawdzać ile już mam zapytań ;-)

  • Robert Walczak

    Co oznacza ten skrót P.T. ?

  • To wyszukany zwrot grzecznościowy, który stosuję in extenso wobec wszystkich moich Cudownych P.T. Czytelników:

    http://sjp.pwn.pl/sjp/pleno-titulo;2501023.html

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,10226,51007972,,Co_oznacza_skrot_P_T_.html?v=2

  • Robert Walczak

    Dzięki za odpowiedź. W tych definicjach słownikowych piszą, że chodzi o używanie tego określenie w ogłoszeniach, listach itp. Chyba więc trochę nadużywasz tego dziwnego skrótowca, skoro pojawia się czasem u ciebie w każdym prawie zdaniu ;-)

  • Podkreślam w ten sposób mą rewerencję :) Po prostu zamiast napisać „czytelnicy” wolę napisać „Czytelnicy” albo nawet „P.T. Czytelnicy” — to taki mój trade-mark bym powiedział ;-)

  • ajax

    To są współczesne słowniki. Niegdyś, za czasów Wieniawy, Ordonki i funkcjonowania kodeksu Boziewicza był to zwrot grzecznosciowy będacy wyrazem pewnego szacunku i rewerencji wobec interlokutora. Coś trochę jak szmoncesowe „do nóżek padam rączki całując” tylko z wyższej półki. Ot taka sympatyczna, lekko staroświecka galanteria trochę jak z niezapomnianego Kabaretu Starszych Panów z szapoklakiem na głowie, laską w ręku, uśmiechem na ustach i w sercu
    Tak trzymaj Olgierdzie. Zwłaszcza w czasach zdziczenia słowa i języka pono ojczystego.
    Natomiast z innej beczki. Smutkiem mnie napelnia sytuacja, gdy zwykle słyszę znacznie młodszych ludzi posiadających umiejętność wyrażania wszystkich swoich mysli (mam wrażenie że myśli tych jest niewiele) za pomocą 5-6 słów rozpoczynających sie od k.. ch.. pie… je…

  • To ja to może skwituję w następujący sposób:

  • I dodam jeszcze, że to tak samo jak z „Izbą Poselską” u mnie.

    Wyjaśniam, że dla mnie Sejm to nazwa polskiego parlamentu, składa się z Izby Poselskiej i Senatu (Króla sobie daruję ;-) Sanacyjno-komunistyczne pomysły (najpierw pozbawienie polskiej legislatywy nazwy, później oddarcie izby wyższej przydanej Sejmowi).

    Oczywiście trzymam się tego w publicystyce sensu stricto i w felietonach, tam gdzie mówię „Marszałek Sejmu” albo cytuję przepis, pojęcie pojawia się w konotacji normatywnej.

    Tak, to nie są czasy dla przedwojennych ludzi ;-)

  • ajax

    :-D ;-D

  • Czasy są, ale miejsc do bywania jakby mniej.

  • Miejsc mniej, bo i czasy jakby niesprzyjające. No ale u mnie troszku retro zawsze może byt’ ;-)

  • b52t

    ale w sensie co? Ten tekst ze zdjęciem kierownicy i licznika, czy góry stołowe to teksty reklamowe, skoro reklama już jest? w pracy mam tylko IE, w domu nie tak często wchodzę, to może coś przeoczyłem ;- )

  • Łe, za dobrze by było :) To wszystko napisałem od serca, dla P.T. Czytelników. Za ćwierć ćwierci grosza reklamy w tym nie ma.

  • I może dodam, że każda reklama oczywiście będzie oznaczona jako reklama. Krypciocha to nie ze mną :)

  • Infolinka

    Oj tam, oj tam …od razu myślał by kto żeś pazerny Olgierdzie :) Hobbystycznie zajmowałeś się analizą „smaczków i kruczków” prawniczych od …hm …ja odkryłam Twój bblog chyba gdzieś na przełomie 2006 i 2007 roku :))) Moim zdaniem teraz poszedłeś z duchem czasów a udostępnienie powierzchni na reklamy jest w „zasadach wolnego rynku”. Przyznam że chętnie weszła bym na dobrą reklamę eleganckich mebli, takich do biura i do „domu z charakterem” :)

    Pozdrawiam serdecznie,

  • O proszę, Infolinka :) a zaczęło się bodajże od obśmiania jakiegoś call-center, gdzie zakazali nie-szprechania, co? ;-)

    Pazerny… owszem, w granicach rozsądku. Ale mówiąc ładnie: PUNK’S DEAD ;-) tera będzie kasiora ;-)

  • Infolinka

    Tak, tak …dawne dzieje call center …ale ciekawe to doświadczenie bo dało solidną zachętę żeby popróbować sił w nieco innej branży …i nie żebym była pazerna …ja też idę z duchem czasów :)))