Odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzę

I kolejny temat związany z naszymi braćmi mniejszymi — tym razem o tym kto i dlaczego ponosi odpowiedzialność jeśli powstanie jakaś szkoda wyrządzona przez psa czy inne zwierzę.


szkoda wyrządzona przez zwierzę

Mała rozrabiaka. Pewnie już urósł (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Najprościej rzeczy się mają w odniesieniu do zwierzęcia, które ma pana. W takim przypadku szkodę powinna naprawić ta osoba, która zwierzę „chowa albo się nim posługuje”, a kwestię ten reguluje art. 431 kodeksu cywilnego, w myśl którego:

art. 431 kc
§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.

Przepis można rozebrać na następujące czynniki pierwsze:

  • mowa jest tu wyłącznie o tym co nawywijało zwierzątko, które jest pod władaniem człowieka (o dzikiej zwierzynie będzie akapit poniżej),
  • jednak owo nawywijanie musi być spontanicznym pomysłem zwierzaka — gdyby chodziło o sytuację, w której przewodnik posłużył się prowadzonym zwierzęciem do wyrządzenia szkody, zastosowanie ma art. 415 kc (np. poszczucie psem innej osoby),
  • powyższe ma zastosowanie do jazdy konnej — Sąd Najwyższy w wyroku z 7 kwietnia 2004 r. (IV CK 231/03) przyjął, że koń pod jeźdźcem jest zawsze narzędziem w rękach człowieka, a zatem w przypadku powstania szkody nie ma zastosowania art. 431 kc lecz właśnie art. 415 kc,
  • oczywiście nie ma też znaczenia czy mowa jest o zwierzaku, w którego naturze jest być przy człowieku (pies, kot, koń, krowa), czy też jest to udamawiane zwierzę dzikie — jeśli człowiek się umówił z tygrysem, że tygrys będzie u niego mieszkał i robił „siad”, to ma się go słuchać i nie rozrabiać,
  • jak widać nie ma tłumaczenia, że „uciekł mi, zawsze ucieka” — tak można się tłumaczyć dopiero jeśli za tę ucieczkę przewodnik zwierzęcia nie ponosi odpowiedzialności,
  • warto też zwrócić uwagę na domniemanie winy (a więc odwrócenie zasady z art. 6 kc): co do zasady poszkodowany wyłącznie wykazuje istnienie szkody oraz związek przyczynowy między jej powstaniem a działaniem zwierzęcia — i to wystarczy,
  • a jeśli osoba chowająca zwierzę chce się ekskulpować, musi właśnie wykazać to co w art. 431 par. 1 in fine (że zwierzę uciekło, za co winy przewodnik nie ponosi — czyli chodzi o wykazanie należytej staranności w sprawowaniu władzy nadzwierzęcej — por. wyrok SN z 12 sierpnia 1998 r., I CKN 1232/98),
  • art. 431 par. 2 kc to nic innego jak zasada słuszności: czyli jeśli tygrys Tysona, nawet jeśli tenże Tyson nie ponosi odpowiedzialności za brak nadzoru, wyrządzi szkodę jakiemuś biedakowi, to Tyson jednak będzie płacić (można to nazwać „ryzykiem posiadania zwierzęcia”),
  • i nie ma też znaczenia, że pies, który miał myśleć, że jest pająkiem-mutantem, się pomylił i wyszedł z zadanej mu roli — chociaż pewnie taki pies zasługuje jednak na art. 415 kc (gdyby coś narozrabiał, rzecz jasna),

Osobną sprawą natomiast jest kwestia odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę. O tym, że art. 431 kc nie ma zastosowania do szkód łowieckich Sąd Najwyższy orzekł w wyroku z 3 grudnia 2008 r. (sygn. akt V CSK 310/08). Otóż kwestie te reguluje prawo łowieckie, w myśl którego odszkodowania za uprawy rolne płaci koło łowieckie (o ile szkoda nastąpiła na obszarze łowieckim), zaś w przypadku zwierząt objętych całoroczną ochroną lub szkód powstałych poza terenami łowieckimi — Skarb Państwa (por. niedawna uchwała SN z 19 maja 2015 r., sygn. akt III CZP 114/14).

Ale to już jest całkiem inna historia.

  • Czyli co, jeżeli tygrys harcownikom w LV ucieka i robi spustoszenie w centrum handlowe to Tyson ponosi za to odpowiedzialność, a nie imprezowicze którzy go wykradli?

  • Tomek

    Nie mam zwierzaka ale ubezpieczyłem swoją rodzinę od odpowiedzialności cywilnej. Poczytałem OWU, rozszerzyłem zakres odpowiedzialności o zniszczenie mienia powierzonego czy użyczonego. Suma ubezpieczenia 100 tys. zł. Składka – o ile dobrze pamiętam – około 100 zł na rok.

  • Nie, Tyson może spać spokojnie — a będzie tym jutro rano :)

  • Janusz

    A co w przypadku, kiedy wjadę samochodem w sarnę lub innego dzika (na drodze publicznej, dzik postanowił przejść na drugą stronę – nie po pasach)?

  • Z tym zawsze jest problem. Z tego co się orientuję to o ile droga była oznaczona („zwierzyna”), to nie ma szans na nic. A jeśli nie był, ale droga przebiegała przez las, to nie można liczyć na odszkodowanie od nikogo (nawet OC), ponieważ wychodzi się z założenia, że kierowca powinien uważać i dostosować prędkość do warunków.

    Nb. tydzień temu, wracając ze Stołowych, akurat wyprzedzałem jakieś auto, przede mną jeszcze 2 auta, a z pola po prawej wychodzi sarna… Ja wyprzedzam, oni hamują, ja hamuję…

  • Adam314

    Czy to znaczy, że posiadając zwierzę ponosimy odpowiedzialność na zasadzie ryzyka (tak jak z samochodem)?

  • W komentarzu dostępnym w wysokopłatnym programie Lex mówi się tak:

    „Ponoszący odpowiedzialność na podstawie art. 431 § 1 k.c. odpowiada na zasadzie winy za czyn własny oraz na zasadzie ryzyka za zawinione czyny cudze, a mianowicie osób, za które ponosi odpowiedzialność. (…) Dla odpowiedzialności za zwierzęta żyjące w stanie wolnym szczególne znaczenie mają przepisy ustawy – Prawo łowieckie, które obciążają odpowiedzialnością na zasadzie ryzyka dzierżawców lub zarządców obwodów łowieckich (za szkody wyrządzone przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny w uprawach i płodach rolnych – art. 46), a Skarb Państwa odpowiada za wszelkie szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną, także na obszarach rezerwatów przyrody”. — Adam Olejniczak, Kodeks cywilny. Komentarz. Tom III. Zobowiązania – część ogólna, Lex 2014.

  • „I kolejny temat związany z naszymi braćmi mniejszymi”
    To Pan poleciał z tematem… Gdyby to jeszcze była „Planeta Małp” i sprawa dotyczyła naczelnych/ludzi…

  • Mike

    Redaktor wykazuje odchylenie cytując nam tu jakiś nawiedzonych Gaia Mater

  • Jan z Kolna

    „jeśli człowiek się umówił z tygrysem” tak na pewno tygrys,szczury, chomiki, króliki, pies i kot itp. zgodziły się na taką „opiekę” przez człowieka!!! Zwierzęta po prostu garną się do ludzi – ludzie to takie chodzące „bezinteresowne” zwierzęta!!!

  • Psy i koty niewątpliwie są zwierzętami udomowionymi — pies na 100%, kot może na 75% — niemniej nie widzę możliwości powrotu do stanu natury (jeśli w tym rzecz).

  • b52t

    I koty i psy zmuszone sobie jakoś radzą bez opieki człowieka, ale odpowiedź ludzi jest zawsze taka sama: odłowić, odstrzelić. Inna sprawa po co to robić skoro obie strony zyskują (choć, mimo tego, że teraz żyję pośród trzech kotów, nie wiem jaki z nich pozytyw).

  • Część ludzi traktuje kota jako substytut psa — psiak byłby lepszy, ALE…

  • b52t

    … wole jak mi ktoś chodzi po głowie, wchodzi na mnie kiedy nie chcę i drze mordę po nocy.

  • Marzec, paniedziejku, marzec, koty chyba się potrafią drzeć w marcu…

    Parę dni temu jakiś w krzokach tak zapłakał, że aż mi psinka dęba stanęła, nie wiedząc co się dzieje.

  • b52t

    Nie w tym rzecz, bo marcujące koty budziły mnie w przeszłości, nocne kocie walki też. Tu jest takie nocne skamlenie, a dziady mają irytujący głos.
    Poza tym, wokół mnie jest eunuch i dwie po sterylizacji, tak jest tylko otyłość.