Wybory prezydenckie 2015: co się stało to się nie odstanie

Właściwie to o godzinie 21:01* trudno komentować wynik wyborów prezydenckich, spieszę zatem zapewnić P.T. Czytelników, że uczyniłem jak zapowiedziałem: doceniwszy zasługi i obietnice obu kandydatów obdzieliłem ich moim zaufaniem po równo, zatem na mojej karcie wyborczej było tak:

[X] Andrzej Duda

[X] Bronisław Komorowski

Zatem mamy dwa grzyby w barszczu. W oczekiwaniu na realizację mojego postulatu dodania do ordynacji wyborczej głosu ważnego niewybierającego — aż żal, że nie zadadzą tego pytania podczas wrześniowego referendum (a przecież fajnie byłoby gdyby każdy zwycięzca każdych wyborów wiedział jak liczna jest ta niezorganizowana część opozycji) — wybrałem zatem opcję pt. głosować idę, oddaję głos nieważny. Taki jest mój wybór, a raczej — dowód na targające mną poczucie bezsilności.

Oczywiście domyślam się, że postawa poszedł i zmarnował głos będzie odbierana albo jako brak obywatelskiego rozsądku (bo ponoć zawsze może być ktoś lepszy i gorszy), albo jako głupawe szczeniactwo — albo czysto partykularnie: jako przyczyna, dla której nie wygrał lepszy, a mógł wygrać gorszy — jednak biorąc pod uwagę ofertę obu kandydatów oraz mój poziom zaufania do nich… inaczej nie mogłem.

Co ciekawe i tak jestem w miarę zainteresowany wynikiem wyborów — czyli tym kto przez kolejne 5 lat będzie miał wielką szansę realizacji swojego wspaniałego programu. Ale płakać nie będę po żadnym (i skakać ze szczęścia też nie).

Tak czy inaczej spektakl pt. Wybory Prezydenckie 2015 uważam za zakończone — a teraz proponuję, byśmy resztę powyjaśniali sobie w komentarzach, które oddaję do dyspozycji P.T. Czytelników :)

*Ło, ustawiłem publikację tekstu na godzinę 21:01, dobrze, że zdążyłem go odkliknąć — PKW przedłużyła ciszę wyborczą do 22:30, więc przestawiam tekst na 22:31. Ryzyk-fizyk! — na pewno nie będę czekać do tej godziny przy komputerze i martwić się czy ewentualnie komuś może przyjść do głowy uznać mój felieton za agitację polityczną… A pewnie może, skoro wyniesienie karty do głosowania z lokalu potraktowano jako przestępstwo przeciwko wyborom, to możliwe jest chyba wszystko…

PS Aha, poranne wydanie przesunąłem na 9:30, żeby nikt nie przegapił możliwości potrollowania powyborczego — ale warto tu zajrzeć też jutro, bo tematem będzie zezwierzęcenie ;-)

  • Robal

    A u mnie jakoś tak wyszło, że nie poszedłem głosować w drugiej turze. Zresztą co za różnica, obaj kandydaci są beznadziejni. Jakbym poszedł to skreśliłbym obydwu.

  • ajax

    Robal – IMHO zrezygnowałeś z prawa do krytyki. Olgierd to prawo posiada. Ja także zagłosowałem, to mogę sobie krytykować

  • Bartek

    Wiem że napisałaś, imho ale kompletnie nie rozumiem Twojej logiki… Bo czym różni się postawa Robaka od Olgierda?

  • Art

    Ci co głosowali na zwycięzcę wyborów powinni raczej przepraszać. Krytykowanie tych, na których się głosowało, jest de facto samokrytyką. Ja przepraszam za to, że w 2007 roku głosowałem na PO, aczkolwiek w 2011 naprawiłem swój błąd. Wczoraj nie głosowałem na nikogo, bo nie zamierzam brać odpowiedzialności za wybór między dżumą a cholerą.

  • Mike

    Ja obu typów uważam za szuje i nie głosowałem wcale. Nie odbiera mi to żadnego „prawa” do krytyki bynajmniej. Głos nieważny zupełnie niczego nie zmienia… na jedno wychodzi.
    Co więcej nabijanie frekwencji dodaje legitymacji wyborom.

  • b52t

    Zrobiłem to samo, ale zostawiłem dopisek dla „ukwiałów demokracji”, żeby nie mieli wątpliwości, że głos jest celowo nieważny. Jak widzę w komentarzach będę miało „prawo” do krytyki Dudy … odetchnąłem z ulgą.
    _
    Wynik wyborów nie był zaskoczeniem.
    _
    Zaskoczeniem nie będzie (1) zmasowany medialny atak na PIS i Dudę to wyborów parlamentarnych (w których, jak przewiduje, wygra PIS, ale nie będzie miał zdolności koalicyjnej), (2) wyciąganie bezsensownych i nie merytorycznych tematów jak lapsusy, drobne potknięcia z gatunku zachowań dyplomatycznych.
    Na fejsiku widzę ogólną panikę i boję się kto będzie pracował w Polsce i kto oglądał talent szoł w telewizji.

  • Mike

    Jak już imć Michnik i imć Hartman ronią rzewne łzy, to nie jest to najgorszy wybór.

    Oczekuję kampanii wyśmiewania, podstawiania nóg i histerii w stylu „zagrożenie demokracji”, „dyktatura pis i kościoła”, „faszyzm podnosi głowę”.

    Ale to już było…. więc

  • > Co więcej nabijanie frekwencji dodaje legitymacji wyborom.

    Ale ja legitymacji wyborom nie zamierzam nawet w najczarniejszych snach odbierać. Odbyły się jak należy, kiedy należy — natomiast że nie dopisali kandydaci, cóż począć…

    Odbieranie legitymacji (lub potężna absencja) mogłaby się skończyć pomysłem: skro nie korzystają, po co im dawać takie prawo? Ja to prawo ogólnie chcę mieć :)

  • „Mimo wszystko” jestem nieco zdziwiony, bo jednak wydawać by się mogło, że start z pałacu to duże fory — jeszcze 2 miesiące temu przecież prasa pisała, że „gra toczy się o to czy BK wygra w 1 czy w 2 turze”.

    Najlepsze jest to, że właściwie strasznych wpadek on nie zaliczył, nie antagonizował tak jak Wałęsa czy Kaczyński — tu mu raczej bliżej do Kwaśniewskiego — a jednak nie starczyło tych „mniejszych plusów” na reelekcję.

    Minus jest taki, że znów po facecie, który w sumie nigdy nie skalał się normalną robotą mamy następnego, który też raczej rączek sobie nie unurzał — uczelnia, urząd, mandat, żyrandol.

  • I drugi minus: gość jest młodszy ode mnie. O kilka miesięcy, ale jednak. O tempora, o mores. Żądam powrotu Bismarcka, de Gaulle oraz Paderewskiego! :)

  • b52t

    Ekhm, w 2005 też miało być tak pięknie. Też miało być w najgorszym przypadku podzielone – „wasz prezydent, nasz premier”. Historia lubi się powtarzać.

    To właśnie na pewność sytuacji sprawiła, że przed pierwszą turą najpewniej-ustępujący-Prezydent działał nie mrawo, bez werwy i pomysłu.To co działo się po pierwszej turze zostało odebrane, jak na to wygląda, za szczyt cynizmu i bezczelności. Gospodarka może i jakoś hula, i to nie najgorzej w porównaniu, ale widać, że wszystko inne, w tym działania fiskalne, zatopiły PO.

    W sumie, to poza Wałęsą, do tej pory żaden prezydent nie był jakoś aktywny na innym polu niż średnio na jeża z małą odpowiedzialnością faktyczną (nie polityczną).

  • b52t

    No właśnie zarzut jest dziwny, bo wybory byłyby ważne choćby poszedł nawet co trzeci wyborca, więc gadanie coś o dodawaniu legitymacji jest z dwóch powodów bez sensu.

  • Czyli zgadzamy się, że Komorowski dostał odpryskiem za PO — niekoniecznie za siebie, ale za to, że ludzie mają już dość PO.

  • b52t

    To też, bo i był prezydentem PO (mimo próby wywarcia innego wrażenia). Sam też zarobił na taką łatkę, nie wetując, nie odsyłając za często do TK. No i właśnie ta akcja z referendum, co do zasady słuszną, ale nie ten czas.

  • Skorzystałem z prawa do głosowania, nie oddając głosu.

  • Art

    Akcja z referendum nie jest słuszna bez względu na moment. Zorganizowanie referendum to ponoć koszt ok. 100 mln zł. Może przy obecnie rozdymanym budżecie 100 mln to tyle co nic, ale ja bym chciał państwa, dla którego 100 mln robi dużą różnicę.

    Poza tym referendum nie jest tylko pytaniem Ludu o opinię, bo jeśli frekwencja przekroczy 50%, to wynik referendum będzie wiążący. Ja jestem zwolennikiem JOW-ów i szczerze powiedziawszy obawiam się, że większość głosujących na pierwsze pytanie odpowie „NIE”, co definitywnie przekreśli szanse na wprowadzenie JOW-ów w Polsce.

    Najśmieszniejsze jest to, że Polacy zamieszkujący Wielką Brytanię w olbrzymiej większości popierają wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Sejmu, bo na własne oczy widzą zalety takiego rozwiązania w UK. Przeciętny Polak zrozumie konsekwencje JOW-ów dopiero po kilku latach życia w kraju, w którym taki system obowiązuje.

  • Mike

    Po co Ci to prawo? Chyba tylko dla lepsiejszego samopoczucia, bo nijak na nic wpływu nie ma.

  • b52t

    Czyli mielibyśmy czkać na co, żeby JOW-y stały się prawem?

  • Tak już mam, że jak coś czytam to się inspiruję, więc polecam 4 pierwsze akapity:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Adolf_Hitler#Okres_po_doj.C5.9Bciu_do_w.C5.82adzy

  • Art

    Aby JOW-y stały się prawem musi tego zechcieć 2/3 posłów na Sejm lub większość głosujących w referendum. Głosowanie w Sejmie nie kosztuje 100 mln zł i może być ponawiane aż do skutku. Jeżeli natomiast Lud w referendum opowie się przeciwko JOW-om, a referendum będzie wiążące, to choćby nawet 100% posłów chciało JOW-ów, Sejm nie będzie mógł ich wprowadzić.

    Kukiz będąc języczkiem u wagi w Sejmie może wymusić na dużej partii szukającej koalicjanta poparcie dla JOW-ów, bo na tym polega parlamentaryzm, że polityk popierany przez zaledwie 20% elektoratu może dzięki zawieranym sojuszom przeforsować część swoich postulatów. Natomiast w referendum 20% to za mało.

  • > Aby JOW-y stały się prawem musi tego zechcieć 2/3 posłów na Sejm lub większość głosujących w referendum.

    Do zmiany konstytucji (art. 235 ust. 1) wymagana jest uchwalenie ustawy „większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów”, przy czym Senat musi zdążyć w ciągu 60 dni (jeśli nie zdąży, ustawa upada).

    Natomiast z tą większością głosujących w referendum, dopóki nie ma zmiany konstytucji, nie jest to takie proste — rację mają naukowcy wskazujący, że konstytucji nie można zmienić poprzez referendum, zatem trudno powiedzieć jak będzie się miało „związanie” parlamentu wolą Ludu w tym przypadku.

  • Art

    Argumentum ad Hitlerum ;). http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina

    Za wikipedią:

    „5 marca 1933 w wyborach do Reichstagu, Hitler doszedł do władzy w sposób legalny, gdy NSDAP, będące w koalicji z Niemiecką Narodową Partią Ludową (…) wygrało wybory parlamentarne z wynikiem 43,9% głosów (288 na 444 miejsc w parlamencie). 30 stycznia 1933 w południe ówczesny prezydent Rzeszy – Paul von Hindenburg powierzył Hitlerowi tekę kanclerza (premiera) Rzeszy.”

    Czyli Hitler doszedł do władzy w sposób demokratyczny i dopiero będąc u tej władzy zlikwidował demokrację.

    Wolałbym Olgierdzie, byś tylko Ty miał czynne prawo wyborcze. Niestety wspomniane prawo posiadają także miliony innych Polaków, w wyniku czego Ty oddajesz nieważne głosy. W ten sposób nie powstrzymałbyś Hitlera.

  • > Argumentum ad Hitlerum

    Wydaje mi się, że użyłem przykładu w innym kontekście. Ale to kwestia interpretacji.

    > 5 marca 1933 w wyborach do Reichstagu, Hitler doszedł do władzy w sposób legalny

    Jednak mianowany na kanclerza został już 30 stycznia, jako przedstawiciel silnej lecz pogardzanej — lecz mniejszości. Von Papen i Schleicher myśleli, że wykolegują Hitlera — a on wykolegował ich.

    Hitlera bym nie powstrzymał, ale i wczorajsze wybory nie miały takiej stawki. To coś jak turniej Flipa i Flapa.

  • Art

    Rzeczywiście zapomniałem o Senacie :).

    Załóżmy więc, że parlament zmieni konstytucję jeszcze przed referendum, wszak odpowiedni projekt zmiany konstytucji jest już złożony. Taka zmiana konstytucji wykreśla nakaz proporcjonalności, ale jej nie zakazuje, co oznacza, że jeśli referendum będzie na NIE, to będzie stanowiło przeszkodę do zmiany kodeksu wyborczego.

  • ajax

    „Co więcej nabijanie frekwencji dodaje legitymacji wyborom” – to Twoje zdanie, które szanuję. Jednak pozostanę przy swoim :-D

  • Będzie stanowiło przeszkodę tylko w przypadku frekwencji przekraczającej 50% uprawnionych. Przy niższej aktywności wynik referendum traktuje się jako konsultację (czyli tak samo w przypadku: do referendum idzie 49% uprawnionych, 98% głosuje „TAK DLA JOW” — parlament mówi „to miło, to mało”).

  • ajax

    Może jako odpowiedź dam przykład w małej, bo rodzinnej skali. Na rodzinnej nasiadówce (a w rodzinie jest zarówno Olgierd jak i Robak) zostaje postawiony problem: kupujemy pralkę czy telewizor (zakładam, ze nie mamy ani jednego ani drugiego ani wielu innych sprzętów AGD i można kupić tylko jedno).
    Zdanie Olgierda: Ani pralkę ani telewizor! (Olgierd chce lodówkę, której także nie mamy).
    Zdanie Robaka: wstaje i bez słowa wychodzi.
    Pytanie: kto ma prawo narzekać i żądać zakupu lodówki gdy obiad spleśnieje w upale? Moim skromnym zdaniem Olgierd. A Robak nich zje spleśniały obiad

  • ajax

    „Ci co głosowali na zwycięzcę wyborów powinni raczej przepraszać” – to Twoje zdanie, masz do niego prawo jeśli glosowałeś. Jeśli zrezygnowałeś z głosowania to uważam, że masz prawo co najwyżej dalej milczeć

    „Krytykowanie tych, na których się głosowało, jest de facto samokrytyką.” – zgadzam się. Ale co jest złego w samokrytyce jeśli uważamy że popełniliśmy błąd?
    „Ja przepraszam za to, że w 2007 roku głosowałem na PO” – przyjmuję. Nie turbuj się tak bardzo jesteś w licznym towarzystwie ;-D
    „nie zamierzam brać odpowiedzialności za wybór między dżumą a cholerą” – brak decyzji też powoduje skutki i niesie odpowiedzialność – zaniechania i przyzwolenia na decyzję innych

  • Art

    Oczywiście. O wymogu frekwencji przekraczającej 50% pisałem trzy komentarze wcześniej. Jeżeli referendum nie będzie wiążące, to będzie jeszcze większym marnotrawstwem pieniędzy.

    Podsumujmy:
    1) Referendum nie może dotyczyć zmiany konstytucji.
    2) Po wykreśleniu zasady proporcjonalności z konstytucji wciąż będzie obowiązywał system proporcjonalny na mocy przepisów kodeksu wyborczego.
    3) Jeżeli wynik referendum będzie na „NIE” i będzie wiążący, to uniemożliwi Sejmowi wprowadzenie JOW-ów do kodeksu wyborczego.

  • ajax

    Lepsiejsze samopoczucie bywa bezcenne. Jeśli masz wątpliwości spytaj kogokolwiek będącego w depresji.
    Ja też chcę takie prawo mieć

  • Art

    Każdy chce mieć, ale nie każdy chce, by każdy miał. I nie każdy powinien mieć.

  • Bartek

    Mocna nadinterpretacja :)
    Jako odpowiedz dam przykład:
    Napadają Cie bandyci i pozwalają wybrać który ma dokonać rozboju na Tobie…
    Robak wstaje i bez słowa odchodzi ;)
    Olgierd stwierdza, że mogą obydwaj….

  • Ale prezydent to nie bandyta, wybory to nie napad ;-)

    Mnie jest naprawdę gancegal kto jest tym prezydentem. Nie uważam wyboru Dudy za tragedię, podobnie jak kadencji Komorowskiego nie traktuję jako eksponenta okupanta.

    BTW pamiętam jak w 1995 r. koledzy płakali po wyborze Kwaśniewskiego. Albo jak się ludzie cieszyli po wyborach w 2007 r. I co? i nico.

  • Bartek

    Wybory to też nie kupno sprzętu agd – szach mat! :P
    Raczej mi chodzi o to, że budowanie analogii pod jakąś teorię często jest zwykłą manipulacją :)

  • Art

    Skoro „brak decyzji też powoduje skutki i niesie odpowiedzialność” to dlaczego nie mam mieć prawa do krytyki? Jeżeli zaniechanie jest decyzją, na skutek której mamy taki a nie inny wynik wyborów (w tym przypadku zwycięstwo Dudy), to mam takie samo prawo do krytykowania prezydenta Dudy jak ktoś kto na niego głosował.

    Ty widzisz w niepójściu na głosowanie przyzwolenie na decyzję innych, a ja widzę brak przyzwolenia na objęcie urzędu przez któregokolwiek z kandydatów. Skoro uważam, że ani Komorowski, ani Duda nie nadają się na prezydenta, to nie mogę zagłosować na żadnego z nich.

  • Art

    Może prezydent to nie bandyta, ale podatek to haracz. Dlatego lepiej pasuje tu analogia do bandyty niż sprzętu AGD.

  • ajax

    Przed chwila oglądałem TVP INFO. Jestem zażenowany. Wstyd. Chyba, że to planowe. Jeśli tak to jeszcze gorzej. Może to tylko mnie uczono jakiejś dziwacznej arytmetyki w której 51,55%-48,45% = 2,95% (słownie dwa, dziewięćdziesiąt pięć setnych). Liczę w pamięci – wychodzi 3,1. Sprawdzam kalkulatorem (człowiek już siwy to może liczyć do 100 zapomniałem) też wychodzi 3,1%.
    A tutaj dwa razy taki byk. Jeśli takie osoby, z takimi brakami na poziomie szkoły podstawowej mają kształtować opinię społeczną to (za Poldkiem Bonaparte) „To gorzej niż zbrodnia! To błąd!” A jeśli ten lapsus był umyślny to jeszcze gorzej, to …
    I aby nie było wątpliwości. Jeśli wynik byłby odwrotny też miałbym takie samo zdanie

  • ajax

    zgadzam się

  • ajax

    Przedstawiam swoje poglądy, uzasadniam je tak jak uważam i potrafię. To jest moje zdanie. Twoje szanuję, ale pozostanę przy swoim. Ty także masz prawo pozostać przy swoim

  • ajax

    Jeśli mam moc manipulowania kimkolwiek, na przykład Tobą to jestem wielki. A ja ograniczam się do przedstawienia swojego stanowiska i uzasadniania tegoż. Proszę zwróć uwagę, że rozpocząłem od „IMHO” nie usiłując nikim manipulować i przekonywać. W ogóle skromny jestem ;-)

  • ajax

    oficjalnie podatek nie jest haraczem. A że mogą być bandyckie to fakt. Jakiś czas temu bodaj czy nie w Danii czy w Szwecji podatki mogły sięgnąć 90% w jakimś tam przypadku. I to wcale nie był podatek będący karą. To może i te nasze jeszcze nie sa takie do końca bandyckie. W końcu oddychać możemy jeszcze bez podatku ;-P

  • ajax

    Sprawdziłem. To faktycznie nie wygląda na haracz: Charadż – podatek gruntowy od ziemi należącej do niemuzułmańskiej mniejszości wyznaniowej w imperium otomańskim

  • ajax

    „Olgierd stwierdza, że mogą obydwaj….”
    Gdybym jeszcze był wyposzczoną mniszką żyjącą w celibacie … to bym Olgierda za takie słowa chwalił długo i głośno: Panie Boże i sługo jego Olgierdzie! Dzięki, że do syta i bez grzechu ;-D

  • Bartek

    Jasne, sam w pierwszym komentarzu to podkreśliłem, że rozumiem, że imho tylko byłem po prostu ciekaw – bo często „się” słyszy pogląd: nie głosowałeś – nie marudź, a ja byłem po prostu ciekaw czemu tak :)

  • Art

    Bez zaglądania do słownika: jak zdefiniujesz słowo haracz? Ja definiuję haracz jako opłatę wymuszoną szantażem lub groźbą. Ludzie płacą podatki, bo boją się sankcji. Państwo ma monopol na stosowanie siły (policja, więzienie), ściąga haracz pod groźbą kary (podatek), może legalnie tworzyć piramidy finansowe (ZUS) itp. Są to mafijne metody, ale zgodne z prawem, dlatego nie postrzegam tego w kategoriach bandytyzmu, lecz pasożytnictwa. Wybór między pasożytem Dudą a pasożytem Komorowskim nie przypomina wyboru między lodówką a pralką.

    Jeżeli zaś chodzi o samą wysokość podatku, to przypominam, że dzień wolności podatkowej przypada na środek czerwca, co oznacza, że prawie pół roku pracujemy na utrzymanie państwa. http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzień_Wolności_Podatkowej

  • Art

    No patrz, ja robię to samo, czyli przedstawiam swoje poglądy oraz je uzasadniam. Przy okazji jednak staram się odpowiadać na argumenty drugiej strony, dlatego w pierwszym akapicie mojego poprzedniego komentarza próbowałem Ci pokazać, że popełniasz błąd logiczny, bo z jednej strony uważasz, że uczestnictwo w wyborach daje prawo do krytyki, a z drugiej strony stwierdzasz, że niepójście na wybory też jest decyzją, która „powoduje skutki i niesie odpowiedzialność”, a przecież mowa o skutku tożsamym z głosowaniem na tego, kto wygrał wybory. Ja mam inny pogląd, tj. nie idąc na wybory zrzekam się odpowiedzialności za wynik wyborów.

  • ajax

    I też jasne :-)
    Też uważam: Nie glosowałeś nie marudź, ale chyba przedstawiłem swój pogląd. I aby było jasne – pewnie naiwny jestem, ale dla mnie wszystko kreci się wokół rodziny. Tej połączonej więzami krwi, tej trochę szerszej (sąsiedzkiej czy zawodowej) i tej szerokiej. Mój kraj to duży dom, w którym żyje rodzina, wielka i zwąca się narodem (o ile w ogóle jest naród polski, mam bowiem wątpliwości). Stąd porównanie do kupna pralki telewizora i lodówki. W końcu te sprzęty są dla mnie. A prezydent, czy minister i poseł ma (przynajmniej w teorii) pracować dla społeczeństwa, dla narodu – czyli dla ogółu obywateli. Skoro jestem obywatelem to każdy z nich pracuje także i dla mnie. Dobrze pamiętam aforyzm Waltona: „jedynym człowiekiem mogącym zwolnic każdego w przedsiębiorstwie od dozorcy po prezesa jest niezadowolony klient idący do konkurencji”. No to wczoraj tacy klienci/obywatele poszli do konkurencji. Czas odpowie czy był to dobry wybór

  • ajax

    Może i to błąd logiczny, może nie. Pewien nie jestem. w tej materii zajmę stanowisko po zastanowieniu. Natomiast moje obserwacje (w tym także wielokrotnie w sądach) potwierdzają pogląd, że „nieobecni racji nie mają”. Może to nielogiczne, ale się sprawdza. A co do sądów, może zdajmy się na zdanie Olgierda czy większe szanse będzie miała strona uczestnicząca w procesie czy taka, która się nie stawia na rozprawę i nie pisze pism procesowych jeno milczy. Ja mam swoje zdanie.

  • ajax

    A już z czystej ciekawości. Czy zrzekasz się także potencjalnych profitów które mogą być wynikiem wyborów? Czy tylko odpowiedzialności? Jeśli nie masz ochoty nie odpowiadaj :-D

  • Oczywiście brak aktywności w procesie rzadko popłaca :)

  • ajax

    Ba, teraz mam problem. Zajrzałem wcześniej (do klasycznej stareńkiej encyklopedii Olgerbranda), to i moja odpowiedź na tak sformułowane pytanie o haracz byłaby niejako skażona.
    Faktycznie państwo zawarowało sobie monopol na stosowanie siły i przemocy. Taka jego państwowa wola. Nie mam możliwości tego zmienić – Mannlicher pradziadka rdza zjadła za Bugiem.
    Co do tego czy ZUS jest piramidą finansową? Pewnie coś w tym jest. Tyle, że winowajcą jest Żelazny Kanclerz, który ten system wymyślił (nota bene to by działało gdyby trzymano się jego założeń – do emerytury miałoby dożyć zaledwie 5% tych, którzy weszliby w system, reszta miała wymierać wcześniej) i Ignacy Mościcki (niegdysiejszy Prezydent Rzeczypospolitej), który powołał ZUS ponad 70 lat temu.
    Przyjmując, że obaj (Duda i Komorowski) są pasożytami to masz rację. Wtedy to nie wybór między pralką a lodówką. W końcu „pralka to je skrzynka do prania skarpetek, lodówka to je skrzynka do chłodzenia browarów. A co je prezydent?”
    Też nie lubię tak długo pracować na państwo. Tak naprawdę w ogóle nie lubię i nie chcę pracować na państwo. Jeśli kiedyś zorganizuję jakieś państwo, to stawka podatków będzie wynosić 0%, a ja jako jako władca absolutny zawarowuję sobie możliwość wyboru 2 obywateli rocznie według własnego widzimisię i bez żadnego uzasadniania. I tych 2 obywateli będę mógł nakazać ściąć publicznie (jednego na Kupałę a drugiego na Nowy Rok) oraz zabrać im majątki. W drodze łaski zadowolę się majątkiem. Na potrzeby moje i dworu (skromnego) wystarczy. Reszta – „róbta co chceta”

  • Art

    Przed sądem mogę zająć dowolne stanowisko zgodne w 100% z moimi poglądami, natomiast w II turze wyborów prezydenckich otrzymałem wybór, który dla mnie nie jest żadnym wyborem.

    Odnośnie profitów: zależność „głosuję → wymagam” prowadzi do patologii zwanej klientelizmem. Jedyna słuszna zależność to „płacę → wymagam”. Prawo do profitów wynika z tego, że jestem podatnikiem, a nie wyborcą. Wyborca bierze odpowiedzialność za cały kraj, czyli nie powinien kierować się własnymi profitami, lecz dobrem całego kraju.

  • ajax

    Wydaje się, że rozumiem

  • To mnie nadal bawi — red. Żakowski, dekadę temu promujący Andrzeja L. i jego rozważania czy Komorowski wygra w pierwszej czy w drugiej turze:

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,17903887,Wybory_prezydenckie_2015__Zakowski_zalozyl_sie_z_dzialaczem.html

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1619159,1,zakowski-podsumowuje-wyniki-pierwszej-tury.read

  • Art

    Szokujący jest początek tych rozważań odnoszący się do wyborów prezydencki w 2005 roku. Zdaniem Żakowskiego zwycięstwo Donalda Tuska w pierwszej turze było wyborem emocjonalnym, a zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze wyborem racjonalnym! Śmieszne :).

    Szkoda że ten „mały fiat” to zapewne będzie 126p w stanie agonalnym, a nie najnowszy Fiat 500.

  • ajax

    Moi drodzy pewnie włożę kij w mrowisko, ale tak sobie pomyślałem o planowanym referendum. I nagle zmroziła mnie straszna myśl. Pewnie jest głupia (chciałbym), pewnie jestem głupi (żona twierdzi, że nie ale może chcieć być miła) a może mam paranoję (pewnie lepiej abym ją [paranoję] miał niż żebym miał rację). O co chodzi. Wygląda na to, że w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej rządzący oficjalnie ogłaszają, że są grupą przestępczą łamiącą oficjalnie prawo. I jeszcze oczekują, że społeczeństwo to przyklepie w referendum. Olgierdzie jeśli się mylę to mnie sprostuj – obowiązuje zasada domniemania niewinności, obowiązuje także zasada tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego i wreszcie obowiązuje zasada, że to co oczywiste nie potrzebuje wyjaśniania.
    No to po jaką cholerę ciężką mamy w referendum odpowiadać na pytanie, czy wątpliwości maja być interpretowane na korzyść podatnika, skoro to US występuje w roli oskarżyciela i sędziego w jednej osobie? Skoro z samych podstaw prawa wynika jednoznacznie, że taka ma być interpretacja, a rządzący pytają czy to stosować wyciągam wniosek, że nie jest to stosowane. Ergo: w Polsce rządzi grupa przestępcza
    A może to „wadza” cierpi na swoistą paranoję usiłując udowadniać oczywistą oczywistość. W takim razie ŻĄDAM referendum z pytaniem czy 2+2=4, czy 2*2=4, czy 2^=4 oraz czy majowe liści są zielone. Lub jakiegokolwiek innego podobnie bezsensownego. Jeśli nie będzie lepiej będzie choć idiotyczniej.

  • > Olgierdzie jeśli się mylę to mnie sprostuj – obowiązuje zasada domniemania niewinności, obowiązuje także zasada tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego i wreszcie obowiązuje zasada, że to co oczywiste nie potrzebuje wyjaśniania.

    Oczywiście, ale niestety tylko w zakresie prawa karnego, więc zdaje się nawet sankcja podatkowa — nie: karno-skarbowa — się „nie mieści” (w głowie).

    Co ciekawe jest orzeczenie ETPCz w tej sprawie, ale u nas się nie przyjęło:

    http://www.gazetapodatnika.pl/artykuly/domniemanie_niewinnosci_a_podatki_wazny_wyrok_etpc-a_19265.htm

  • ajax

    To na mój mały puchatkowy rozumek prawo skarbowe opiera się na ustawie sprzecznej z podstawowymi zasadami prawa (bodajże jeszcze rzymskiego). Żyjemy w kraju „nieprawia”, czy tylko „praworządnym inaczej”?

  • Można tak powiedzieć — doraźność rozstrzygnięć bierze górę nad praworządnością.

    Inna sprawa, że wszystko zależy od sposobu medialnego nagłośnienia tematu. Jeśli społeczeństwo się dostatecznie wstrząśnie jakimś zjawiskiem, to będzie wołać „dlaczego oni jeszcze chodzą po tej ziemi!?” — i to oznacza, że tutaj akurat zasada doraźności powinna brać górę ;-)

  • ajax

    sam widzę własny błąd, ale poprawiam: Jest „=” miało być „≠” i w efekcie sam się zapętliłem. Mam jednak nadzieję, że ewentualni czytelnicy mnie zrozumieli, a jeśli nie to teraz zrozumieją. Poporawna treść wzmiankowanego działania: 51,55%-48,45%≠2,95%

  • ajax

    Po zastanowieniu. Nadal nie dostrzegam w swoim stanowisku błędu logicznego. Jeśli ktokolwiek widzi takowy uprzejmie proszę o oświecenie mnie. Jeżeli zrozumiem argumentację i zgodzę się z nią, to posypię głowę popiołem i pójdę (no pojadę, kiedyś tam) do Cannosy ;-D

  • Robert Walczak

    Głosowałem w drugiej turze na Komorowskiego. Ale i tak cieszę się z wygranej Dudy. Przecież ten gość tyle naobiecywał, że jeżeli uda mu się spełnić chociaż 10 % obietnic, będziemy żyli w lepszym kraju ;-)