Wyłączenie sędziego, który świadczył pomoc prawną stronie

Informacyjnie: Sąd Najwyższy w uchwale z 13 maja 2015 r. zajął się ciekawym pytaniem dotyczącym zakresu wyłączenia sędziego ze względu na wcześniejsze świadczenie pomocy prawnej stronie postępowania (III CZP 10/15).

Teza uchwały brzmi:

​Sędzia jest wyłączony z mocy ustawy tylko w sprawach, w których — będąc radcą prawnym — świadczył pomoc prawną stronie (art. 48 § 1 pkt 4 kpc).

Zagadnienie prawne do rozpoznania przedstawił sąd, któremu przyszło borykać się z zażaleniem strony, która wniosła o wyłączenie sędziego orzekającego w sprawie o opróżnienie lokalu. Sąd odmówił uwzględnienia wniosku o wyłączenie sędziego, a w posiedzeniu dotyczącym wniosku udział brała inna sędzina; traf chciał, że wcześniej, jako radca prawny świadczyła usługi (także jako pełnomocnik procesowy) na rzecz gminy, która w postępowaniu miała status interwenienta ubocznego. Zdaniem skarżącego sędzina powinna wyłączyć się ex lege z rozstrzygania wniosku o wyłączenie sędziego.

Rozpatrując zażalenie na postanowienie o odmowie wyłączenia sędziego Sąd Okręgowy powziął pewne wątpliwości, które trafiły do SN w postaci następującego pytania:

Czy sędzia, który na podstawie umowy zlecenia w ramach wykonywania zawodu radcy prawnego i w ramach prowadzonej Kancelarii Radcy Prawnego prowadził obsługę prawną jednostek organizacyjnych strony, w tym jako pełnomocnik procesowy, jest wyłączony z mocy ustawy na podstawie art. 48 § 1 pkt 4 k.p.c. w sprawie, w której ta strona jest interwenientem ubocznym?

Problem sprowadza się do podstawowego założenia: interwenient uboczny w postępowaniu cywilnym nie jest stroną, ale działa „jak strona”, wraz z którą działa (art. 79 kpc). Skoro tak to być może sędziego wykluczać powinny z prowadzenia procesu wszystkie powiązania z podmiotami, których dotyczy rozstrzygnięcie w prowadzonej sprawie. A gdyby tak było, to sąd odwoławczy musi z urzędu wziąć pod uwagę okoliczność, iż w rozpoznaniu sprawy wziął udział sędzia wyłączony z mocy ustawy (art. 379 pkt 4 w zw. z art. 378 par. 1 kpc). Podstawą po temu jest oczywiście konieczność zapewnienia orzekania przez niezawisłych i bezstronnych sędziów — czyli takich, którzy nie mają powiązań ze stronami.

W sprawie przypomniano wcześniejsze orzeczenia dotyczące wyłączenia sędziego: a to zasadę, iż „pozostawanie sędziego (ławnika) w stosunku pracy z jedną ze stron nie stanowi wystarczającej podstawy do wyłączenia z mocy ustawy” (wyrok SN z 15 czerwca 1999 r., II UKN 3/99), a to ten, w którym oceniono, że nawet istniejący spór sędziego z jedną ze stron nie jest podstawą do wyłączenia sędziego ex lege (postanowienie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 12 marca 2013 r., III AUa 1569/12) — wyłączenie sędziego od orzekania w takiej sprawie może nastąpić wyłącznie na wniosek strony (art. 49 kpc).

W uzasadnieniu wniosku do Sądu Najwyższego zwrócić można uwagę na jeszcze jeden passus, który na pozór brzmi dość logicznie, ale w gruncie rzeczy wydaje mi się dość kontrowersyjny, a mianowicie:

Dostrzec należy, że aktualnie o nominację sędziowską ubiega się coraz więcej przedstawicieli zawodów prawniczych, w tym radców prawnych. W coraz większym stopniu ich starania kończą się sukcesem. Przy czym sędziami zostają osoby z doświadczeniem zawodowym oraz „bagażem” kontaktów ze stronami. Nierzadka jest sytuacja (jak w tej sprawie), że sędzia był uprzednio radcą prawnym Gminy, który jest najczęstszym uczestnikiem postępowań sądowych na danym terenie. Uznanie, że w każdym przypadku, gdy był kiedykolwiek radcą prawnym jednej ze stron nie może brać udziału w rozpoznaniu sprawy, w małych miejscowościach mogłoby doprowadzić do paraliżu wymiaru sprawiedliwości. Wyłączeniu zaś podlegałby do końca swej kariery zawodowej, często 20 – 30 lat po ustaniu jakichkolwiek stosunków łączących go ze stroną.

Otóż moim zdaniem pomijając fakt, że rzeczywisty trend jest zdecydowanie odwrotny, to w dodatku nie ma obowiązku być sędzią, podobnie jak nie ma obowiązku prowadzenia spraw różnych podmiotów jako radca prawny — a na pewno wskutek wyłączenia sędziego na tej podstawie nie oznaczałby paraliżu sądownictwa (nawet w niewielkim okręgu sądowym).
Dodam, że w rozważaniach mówi się o dwóch-trzech dekadach, podczas gdy w sprawie będącej przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego chodziło o sędzinę, która prowadziła kancelarię radcowską do lutego 2010 r., a feralne postanowienie wydawała w kwietniu 2014 r. (mówimy zatem o raptem 4 latach).

  • b52t

    Wykładnia pragmatyczna, co raz częściej jest stosowana. Ciekawe to, ale mnie na studiach uczyli, że są ledwie trzy wykładnie, a prymatem językowej. Jeśli nie ma problemu ze zrozumieniem tekstu, to nie ma poważnego zagadnienia. No, ale skoro ministrowie sprawiedliwości i KRS nie za bardzo działają, żeby była odpowiednia organizacja pracy czy, jeśli nie to, to większa liczba etatów, to jakoś trzeba się ratować.
    Z tym tryndem to nie wiem, czy tak jest do końca, szczególnie biorąc pod uwagę, że na listy radców i adwokatów, w skali kraju, wpisywanych jest teraz tysiące osób, a bycie sędzią to jednak stały, pewny dochód (nie da się zarobić 30 tys. na miesiąc, ale nie ma też chudych okresów, bo klient upadł, czy został przejęty/połączył się), trudno zwolnić, a i emerytura nie do pogardzenia (nie wspominając już o immuniuniu). Pewnie w liczbach bezwzględnych, a już na pewno w proporcji to więcej sędziów zmienia kolor żabotów czy też zostaje rejentami, ale to u radców i adwokatów jest parcie na zmianę zawodu.

  • Pewnie znów wyjdzie na to, że — jak każdy stary piernik — najlepiej pamiętam i uważam za aktualne trendy sprzed 10 lat ;-) Kiedy to raczej nominację sędziowską traktowało się jako dobry start do dalszej kariery: poorzekać sobie i przeskoczyć do palestry.

    Jeśli teraz zwycięża postawa socjalno-bytowa, no cóż :)

  • b52t

    Ustawowe wymogi nie są aż tak słabe, nie przyjmą każdego, bo trzeba mieć doświadczenie liczone w latach, poparte odpowiednią liczbą spraw, tym bardziej, że wakatów nie ma tak dużo. To być może jest to powszechniejsze w średnich, czy mniejszych miastach, ale to już kwestia badań i statystyki, której nie znam.
    Z drugiej strony to opieram się na artykułach w Rzepie, która od momentu reformy Gosiewskiego stała się stękaczem i co wyniki egzaminów, to marudzi i straszy, ale też mówi: specjalizujcie się, bo to jedyna droga.

  • ajax

    Ja w sprawie formalnej – jeśli mnie pamięć nie myli (maturę z języka ojczystego pisałem w czasach mamutów i PRL) – sędzina to żona sędziego. Inna sprawa, to pytanie dlaczego żona adwokata to adwokatowa (a nie adwokacina ;-P), prokuratora to prokuratorowa a lekarza to doktorowa (zamiast lekarzyna ;-DP). Może zacznijmy lansować wersję, że żona sędziego to „sędziowa”, wtedy sędzina będzie mogła być w todze ;-)

  • Spór o właściwą formę wraca jak bumerang — zwłaszcza, że w (tylko) publicystyce uporczywie używam takiej formy. Otóż uzus jest obecnie taki, że wyraz ten oznacza kobietę wykonującą zawód sędziego.

    http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=327:sdzina&catid=44:porady-jzykowe&Itemid=58

    http://www.student.lex.pl/blogi/-/blogs/natalia-kurek-sedzia-czy-sedzina?_33_redirect=%2Fstrona-glowna