Zasada legalizmu czasem musi ustąpić stabilności prawa

Jak sygnalizowałem kilka dni wcześniej Trybunał Konstytucyjny w dniu 12 maja 2015 r. rozpoznał wniosek WSA w Warszawie dotyczący konstytucyjności art. 156 par. 2 kodeksu postępowania administracyjnego — a ściśle ograniczenia w możliwości stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej wydanej z rażącym naruszeniem prawa (por. Nieważność decyzji administracyjnej w Trybunale (P 46/13).

W sentencji wyroku TK z 12 maja 2015 r. (P 46/13) czytamy, iż:

Art. 156 § 2 ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego w zakresie, w jakim nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Przypomnijmy, że problem dotyczy przepisu, który ogranicza możliwość podważenia wydanej decyzji

W komunikacie prasowym po rozprawie czytamy, że zdaniem Trybunału zasada legalizmu działań organów państwa — polegająca m.in. na dążeniu do eliminacji z obrotu prawnego każdej wadliwej decyzji administracyjnej, także takiej, na podstawie której strona nabyła pewne prawo — nie powinna mieć prymatu nad zasadą zaufania do państwa i pewności prawa, nawet jeśli jest ono ukształtowane poprzez wadliwe rozstrzygnięcie.
W sprawie będącej przedmiotem rozpoznania przed WSA chodziło o historię sprzed 60 lat (czyli sprzed uchwalenia kodeksu postępowania administracyjnego!), w której administracja zadziałała w sposób nieznany ustawie. Dzisiejszy wyrok oznacza, że po upływie tego czasu państwo nie będzie mogło ot tak przekreślić wcześniejszego stanowiska, zwłaszcza jeśli przez cały ten okres organy władzy publicznej stosowały się do nieprawidłowej decyzji administracyjnej.

Trybunał podkreślił, że czymś innym jest wynikająca z art. 7 Konstytucji RP zasada legalizmu — obowiązek działania przez państwo wyłącznie na podstawie i w granicach prawa — a czymś innym nakaz eliminowania z obrotu aktów wydanych z naruszeniem tejże zasady praworządności. Słowem: z tego, że nie wolno było czegoś zrobić, nie oznacza, że teraz trzeba to koniecznie i za wszelką cenę odkręcić, albowiem:

Zasada praworządności jest zasadą instrumentalną względem zasady pewności prawa i zaufania obywatela do państwa, w tym sensie, że działanie na podstawie i w granicach prawa jest warunkiem koniecznym realizacji zasad pewności i zaufania. 

Taka wadliwa decyzja administracyjna przez kilkadziesiąt lat korzystała z domniemania zgodności z prawem, a przez to skutecznie wywołała określone skutki — zatem obecnie próba stwierdzenia jej nieważności na podstawie wykładni, która ukształtowała się w orzecznictwie długo po jej wydaniu prowadzi do tego, że zasada legalizmu godziłaby w konstytucyjną gwarancję pewności prawa.

To fajny, sensowny i zdroworozsądkowy wyrok. Jak widać nie trzeba od razu Trybunału uchylającego normę sprzeczną z ustawą zasadniczą, by od razu zrobiło się raźniej (piję sam do siebie, bo często pomstuję na tego rodzaju wyroki interpretacyjne).

  • Żuraw

    Pozostaje mały drobiazg. Co w przypadku, gdy na skutek wadliwej decyzji administracyjnej stronie naruszono prawa? Też tak zostawiamy, bo przecież już mógł się przyzwyczaić?

  • Ten wyrok na pewno mówi o nabyciu prawa — poprzez naruszenie prawa, ale jednak o pewnym przysporzeniu na rzecz strony. Wierzę, że w przypadku „straty” po stronie obywatela TK orzekałby przeciwnie.

  • Żuraw

    No właśnie, możemy tylko powiedzieć „wierzę”….. Bo niestety znam kilka przypadków, gdzie podjęta z naruszeniem prawa decyzja administracyjna, gdzie jedna strona nabyła prawa, a prawa drugiej doznały uszczerbku, była utrzymywana przez WSA i NSA. Przeważnie dlatego, że naruszenie prawa nie było rażące, co w przełożeniu na konkrety polegało na tym, że strona której prawa naruszono nie brała udziału w postępowaniu nie z własnej winy, ale dlatego, że organ jej nie powiadomił że coś w ogóle się dzieje. Co jest IMHO sporą wadą KPA, który w żadnym miejscu expressis verbis nie pisze niczego w stylu, że brak udziału strony w postępowaniu bez jej winy może (ale niekoniecznie że musi) być podstawą do unieważnienia decyzji. A póki co pokrzywdzona strona może co najwyżej wnosić o wznowienie postępowania, a i to tylko w ciągu miesiąca od dowiedzenia się o decyzji.