Czy „wymęczone” odszkodowanie za utwór objęty dozwolonym użytkiem to bezpodstawne wzbogacenie?

A skoro tak już zeszło na pytanie — w kontekście o nielegalność dochodzenia roszczeń dotyczących naruszenia autorskich praw majątkowych — o ewentualną bezpodstawność wzbogacenia osoby, która uzyskuje wynagrodzenie autorskie od podmiotu, który jest uprawniony do korzystania z utworów na zasadach dozwolonego użytku, tak sobie pomyślałem, że ową gdybologię można nieco poszerzyć…
… a może nawet włożyć kij w mrowisko.

Zakładając bowiem, że jakaś szkoła czy biblioteka zapłaciła odszkodowanie za rzekome naruszenie praw twórcy — czyli za korzystanie z utworu bez zgody autora — ale okaże się, że właściwie nie musiała, bo mogła korzystać z utworu ze względu na dozwolony użytek, to być może doszło do klasycznego bezpodstawnego wzbogacenia?

z kodeksu cywilnego:
art. 405. Kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości.
art. 410. § 1. Przepisy artykułów poprzedzających stosuje się w szczególności do świadczenia nienależnego.
§ 2. Świadczenie jest nienależne, jeżeli ten, kto je spełnił, nie był w ogóle zobowiązany (…).
art. 411. Nie można żądać zwrotu świadczenia:

1) jeżeli spełniający świadczenie wiedział, że nie był do świadczenia zobowiązany, chyba że spełnienie świadczenia nastąpiło z zastrzeżeniem zwrotu albo w celu uniknięcia przymusu lub w wykonaniu nieważnej czynności prawnej; (…)

Teraz będzie w punktach, bo nie chcę nawet udawać, że dzisiejszy tekścik to coś innego niż zaproszenie do wymiany zdań:

  • definicja bezpodstawnego wzbogacenia obejmuje wszystko to, co ktoś dostał bez podstawy prawnej — konsekwencją bezpodstawności wzbogacenia jest właśnie obowiązek zwrotu tego co się otrzymało;
  • być może zatem zapłata wynagrodzenia za utwór, z którego korzystamy na zasadach dozwolonego użytku podlega kwalifikacji jako świadczenie nienależne — wynikające z braku obowiązku („miałem prawo korzystać z utworu za friko, ale zapłaciłem”);
  • no ale bezpodstawność wzbogacenia nie zawsze wiąże się z koniecznością zwrotu (art. 411 kc) — dobrym przykładem niedopuszczalności żądania zwrócenia tego świadczenia jest sytuacja, w której spełniający świadczenie wiedział, że nie jest zobowiązany;
  • pytanie zatem: czy wiedział to znaczy dosłownie wiedział, czy też należy to czytać „mógł wiedzieć”? Przecież nie da się wejść komuś w głowę i sprawdzić czy w momencie wykonywania przelewu wynagrodzenia za utwór, za który nie trzeba było płacić (bo dozwolony użytek) ten ktoś wiedział, że (i) istnieje instytucja dozwolonego użytku, (ii) która w dodatku obejmuje ten konkretny utwór, lub (iii) tę konkretną sytuację.

Poszperałem parę chwil i trafiłem na ciekawe orzeczenia sądów dotyczące bezpodstawnego wzbogacenia, których lektura powinna urozmaicić nam wymianę zdań:

  • w wyroku SN z 13 czerwca 2007 r. (sygn. akt II PK 356/06) powiedziano m.in. iż „świadczenie w celu uniknięcia przymusu to nie tylko świadczenie wymuszone przez accipiensa [to ta a propos używania niezrozumiałych słów przez prawników], ale przez przymus należy rozumieć każdą sytuację, w której świadczenie nie jest spełniane dobrowolnie. Takie rozumienie przymusu jest szersze od pojęcia braku swobody (art. 82 kc) oraz groźby (art. 87 kc)” — to by akurat oznaczało, że jeśli twórcy udało się „przekonać” „naruszającego” o konieczności zapłacenia wynagrodzenia za utwór (dotyczy to nie tylko dozwolonego użytku ale przecież i public domain) na przykład podnosząc fałszywe argumenty prawne — będzie musiał oddać;
  • z drugiej strony sam sobie odpowiem: wszakże stosowanie prawa to umiejętność przekonywania strony przeciwnej o słuszności własnej racji — czyżby miało to być pośrednio zakazane?
  • dobitniej określił do Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 15 stycznia 2015 r. (sygn. akt I ACa 1035/14): „‚Wiedza’ w rozumieniu art. 411 pkt 1 kc jest to całkowita świadomość tego, iż świadczenie się nie należy i że spełniający je może bez ujemnych dla siebie konsekwencji prawnych go nie wykonać, a mimo to je spełnia. Dla skuteczności świadczenia konieczne jest jednak wystąpienie określonej przyczyny, dla której solvens je spełnia, ponieważ i ta czynność jest co do zasady kauzalna”. Czyli jednak wprowadzenie w błąd się liczy — o tyle, że jeśli cwany prawnik przekona nieświadomą niczego gąskę, że gąska ma płacić za coś, co przysługiwało jej za free — to prawnik ma obowiązek zwrotu bezpodstawnego wzbogacenia;
  • no i ładnie nam to chyba klaruje świeżutki wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 26 lutego 2015 r. (sygn. akt I ACa 1011/14): „Jedną z przesłanek źródła zobowiązania z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia jest uzyskanie korzyści majątkowej bez podstawy prawnej. Przesłankę tę należy rozumieć w sposób zobiektywizowany, jako brak tytułu prawnego, legitymizującego przesunięcie korzyści do majątku wzbogaconego. Korzyść musi być przy tym uzyskana bez podstawy prawnej jakiegokolwiek rodzaju, co ma miejsce wówczas, gdy u jej podstaw nie leży ani czynność prawna, ani przepis ustawy, ani orzeczenie sądu lub decyzja administracyjna. Odpadnięcie tak rozumianej podstawy przysporzenia już po uzyskaniu korzyści majątkowej otwiera drogę do dochodzenia roszczenia z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia”.

To by chyba oznaczało, że posprzątane — ale liczę na to, że czytający P.T. Koledzy i Koleżanki po fachu, którzy są bardziej biegli ode mnie w cywilistyce, pomogą rozsądnym komentarzem :-)

  • b52t

    To tak z drugiej strony, czyli tego kto został wzbogacony:

    „W judykaturze podkreślono, że bez znaczenia jest, w wyniku jakiego zdarzenia nastąpiło wzbogacenie; może to być działanie wzbogaconego, zubożonego, osoby trzeciej, a także jakiekolwiek inne zdarzenie. Istotnym jest jedynie, by w wyniku tego zdarzenia nastąpiło przesunięcie korzyści z majątku zubożonego do majątku wzbogaconego (wyrok SN z dnia 23 listopada 1998 r., II CKN 58/98, LEX nr 55389). Dodatkowo przyjęto, iż dla istnienia wzbogacenia w rozumieniu art. 405 k.c. nie ma znaczenia wina wzbogaconego lub jakakolwiek inna forma jego uchybienia lub zaniedbania, bezprawność ani związek przyczynowy w ujęciu art. 361 § 1 k.c. (wyrok SN z dnia 28 kwietnia 1999 r., I CKN 1128/97, niepubl.). Zauważono także, że dla istnienia bezpodstawnego wzbogacenia nie ma znaczenie ani wiedza, ani wola osoby wzbogaconej, a do bezpodstawnego wzbogacenia może dojść nawet wbrew woli tej osoby (wyrok SN z dnia 9 stycznia 2002 r., V CKN 641/00, LEX nr 54331), natomiast zdarzenie prowadzące do wzbogacenia (i jednocześnie zubożenia) może polegać na jednej czynności faktycznej lub prawnej, ale może się na nie również składać kilka wzajemnie ze sobą powiązanych czynności dokonanych przez zubożonego, wzbogaconego lub przez osoby trzecie (wyrok SN z dnia 22 listopada 2006 r., V CSK 289/06, LEX nr 391791).”

    (Rzetecka-Gil A. Kodeks cywilny. Komentarz. Zobowiązania – część ogólna, LEX/el., 2011)

    Odnośnie podstawy prawnej:

    „Brak podstawy prawnej oznacza brak causae świadczenia lub jej wadliwość (K. Pietrzykowski (w:) Kodeks…, s. 877; W. Czachórski, A. Brzozowski, M. Safjan, E. Skowrońska-Bocian, Zobowiązania…, s. 189; M. Nesterowicz (w:) Kodeks…, s. 371).”

    (tamże).

    Do pytania:
    „Świadczenie musi zostać spełnione w zamiarze wykonania zobowiązania, które nie istnieje, ale świadczący musi błędnie mniemać, że takie zobowiązanie istnieje. Jest to więc działanie pod wpływem błędu – jednak błędu nie trzeba wykazywać, wystarczy wykazać, że zobowiązanie nie istnieje.

    Nie ma znaczenia dla bytu tej kondykcji, czy zobowiązanie, którego wykonanie służyło świadczeniu, miało powstać na podstawie umowy, orzeczenia czy czynności prawnej. Nie ma również znaczenia, czy zobowiązanie to w ogóle nigdy nie istniało, czy może w chwili spełnienia świadczenia już wygasło. Bez znaczenia są też przyczyny nieistnienia zobowiązania – czy będzie to świadczenie z powodu mylnej interpretacji ustawy, orzeczenia, pomyłki, braku oświadczeń woli (por. P. Księżak, Bezpodstawne…, s. 176 i n. i cyt. tam autorzy).”

    I to, chyba najbardziej zgrabne z tego samego komentarza:

    W judykaturze za ugruntowane należy uznać jednak stanowisko co do oddzielenia od siebie przypadków posiadania wiedzy o braku zobowiązania do świadczenia od niedołożenia należytej staranności w „dowiedzeniu się”, że nie jest się do niego zobowiązanym. Wystąpienie niestaranności po stronie świadczącego nie przesądza bowiem o uprawnieniu przyjmującego świadczenie do uchylenia się od jego zwrotu, albowiem przepis art. 411 pkt 1 k.c. takiej niestaranności nie sankcjonuje. Tym samym niestaranność w dowiedzeniu się o nieistnieniu zobowiązania, a posiadanie wiedzy o takim braku, to dwie odmienne kategorie faktyczne i prawne: pierwsza odnosi się do niepodjęcia określonego działania, druga do „znajdowania” się w określonym stanie świadomości (wyrok SN z dnia 3 marca 2005 r., I PK 192/04, OSNP 2005, nr 21, poz. 336).”

  • No ale właśnie — czy „bez podstawy prawnej” i „zobowiązanie nie istnieje” można przełożyć na „mógł nie płacić ale zapłacił”?

    Chociaż pewnie istotne byłoby to czy jest to odszkodowanie za bezprawne korzystanie z utworu (tu raczej „nie musiał” więc „nie istnieje”) czy wynagrodzenie za korzystanie z utworu (chociaż art. 27 pr.aut. nie mówi o wynagrodzeniu)…

    No bo właśnie: prawo autorskie to sfera prawa prywatnego, więc: może jednak dozwolony użytek to ius dispositivum? Może w umowie można jednak zobowiązać się do zapłacenia za korzystanie z takiego utworu?

  • b52t

    Nie widzę przeszkód, żeby przyjąć na siebie zobowiązanie do świadczenia nawet, gdy konkretny przepis mówi: możesz nie płacić. Toć to czysta wolność stron. Tylko oczywiście pozostaje kwestia wiedzy o tym czy mógł nie płacić, bo miał dla tego podstawę w powszechnym prawie, czy też jej nie miał i został wystrychnięty na dudka, zrobiony w bambuko, zrobiono z niego frajera, etc.; w takim przypadku można walczyć i to może nawet skutecznie, choć progi ignorancji są jakie są, a przy domniemaniach, które istnieją (przedsiębiorca to wykwintny znawca prawa) może być trudno.