Propedeutyka prawa do prywatności osób publicznie znanych — na podstawie torebki Pieńkowskiej

Wracając na chwilę do głośnego wyroku dotyczącego torebki Pieńkowskiej — o którym było głośnawo ze względu na dość niecodzienne poglądy odnoszące się do odpowiedzialności serwisu internetowego za komentarze poczynione przez internautów (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 23 kwietnia 2015 r., sygn. akt I ACa 161/15) — warto poświęcić jeszcze kilka zdań orzeczeniu, ponieważ mówi ono sporo o dopuszczalności publicznych poczynań osób ze świecznika, zwłaszcza, jeśli odbiegają one od przyjętych kanonów zachowań.

Kuata prawie australijski Koolie

Celebrytka czy cele-brytanka? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

Przypomnijmy, że sprawa zaczęła się od dość słabych żartów, które Jolanta Pieńkowska stroiła sobie na wizji z współprowadzącego program Roberta Kantereita — a chodziło o to, że dziennikarz nie kupił żonie torebki za 700 złotych, czym zasłużył sobie na krytykę ze strony żony Leszka Czarneckiego (nie mylić z tym Czarneckim).
Po takim faux pas używanie z celebrytki miały media żerujące na celebrytach, zaś pozew do sądu dotyczył publikacji o tytule „Jolanta Pieńkowska ma torebkę za 47 tysięcy!”, który miał naruszać takie dobra osobiste powódki jak prywatność, dobre imię i godność. Stąd też Pieńkowska zażądała m.in. usunięcia tekstu z portalu, przeprosin oraz wpłaty 100 tys. złotych na zbożny cel.

Dobra osobiste Pieńkowskiej miały naruszać takie sformułowania, które pojawiły się w artykule:

„J. P. ma torebkę za 47 tysięcy!”; „J. P. (49 l.) żyje jak prawdziwa królowa”; „jej mąż miliarder na niej nie oszczędza”; „[garderoba powódki] potrafi wprawić w osłupienie”; „P. jest bowiem jedną z nielicznych właścicielek słynnej torebki H. B., za którą trzeba zapłacić około 47 tysięcy złotych”; „powódka ma także znacznie „tańsze” modele, m.in. C. za 4,5 tysiąca złotych”.

Pozwany portal bronił się w ten sposób: opisywane fakty nie dotyczą sfery życia prywatnego Pieńkowskiej, lecz jej spraw zawodowych, zaś sama powódka jest osobą powszechnie znaną.

Jak już wiemy portal przegrał proces, ale:

  • sądy uznały, że dobra osobiste Jolanty Pieńkowskiej naruszały wyłącznie komentarze internautów — natomiast w żadnym przypadku treść artykułów;
  • zasądzono tylko 2000 złotych odszkodowania na zbożny cel (zamiast 100 tys. zł).

O takim podejściu do kwestii rzekomego naruszenia prywatności Jolanty Pieńkowskiej przesądziło w szczególności to, że

Powódka interesuje się modą, zdarza się jej publicznie wypowiadać na tematy związane z modą. Pojawia się również na pokazach mody. Powódka w ramach jednego z udzielonych przez nią wywiadów opowiadała na temat zakupów jakie robi, w tym zakupów ubrań. Wskazała, że miejscem, w którym lubi robić zakupy jest N. Zdarza się jej tam pojechać na kilka dni, w tym tylko celu.

A skoro tak, to nie sposób powiedzieć — sterowane przez powódkę poruszanie tematów związanych z posiadaną kosztowną odzieżą nie narusza jej prywatności, ale już komentowanie tego wszystkiego przez media prywatność narusza. Słowem: jeśli ktoś decyduje się publicznie roztrząsać swoje własne sprawy (jakiekolwiek), niech się nie dziwi, jeśli później prasa bierze to na języki.

W przypadku osób publicznych usprawiedliwione jest zainteresowanie ich życiem innych członków społeczeństwa, a sfera powszechnej dostępności informacji o tych osobach rozleglejsza. Większy zakres ingerencji w autonomię informacyjną jednostki może wynikać bądź z zachowania samej jednostki, która zmierza do ochrony swojej prywatności, bądź z zasad współżycia społecznego, ponadto ustanowienie barier informacyjnych może stać w kolizji z uprawnieniami innych podmiotów np. w zakresie informacji dotyczących działalności publicznej.

Druga sprawa, że jeśli ktoś wykonuje zawód celebryty, to w ogóle nie może mieć pretensji, że prasa o charakterze plotkarskim, nastawiona na symbiozę (prawnik powiedziałby, że układ między plotkodajnią a celebrytą to klasyczne do ut des), podtrzymuje zainteresowanie ogółu sprawami tej osoby. Więc znów: nie ma przełączniczka, który pozwoliłby raptem włączyć status prywatny i mieć w nosie prasę brukową.

Powódka nie czyniła starań, by informacje te nie były upubliczniane, swoim zachowaniem dawała wręcz wyraz temu, że przyzwala na zainteresowanie innych osób kwestiami związanymi z posiadaną przez nią garderobą. W takiej sytuacji upublicznienie w opublikowanym artykule informacji, iż powódka posiada określone luksusowe przedmioty nie było bezprawną ingerencją w jej prawo do prywatności.

Gorzej jeśli pozwalamy sobie na publiczne łajanie innych osób, a już najgorzej jeśli czynione jest to w takim stylu w jakim Jolanta Pieńkowska miała komentować torebkę żony dziennikarza.

Skoro powódka pozwoliła sobie na wygłoszenie – odwołując się do życia prywatnego prezentera prowadzącego z nią wspomniany magazyn telewizyjny – krytyki zakupu określonego przedmiotu, jako zbyt taniego, to krytyczny komentarz jej wypowiedzi, odnoszący się do posiadanych przez nią przedmiotów jest usprawiedliwiony.

Tu można przypomnieć wyrok, w którym stwierdzono, że media mogą wnikać w życie prywatne Jacka Kurskiego, ponieważ w życiu publicznym mówi on dużo o wartościach chrześcijańskich i życiu rodzinnym — a zatem opinia publiczna ma prawo weryfikować jak sam się stosuje do głośno wyrażanych poglądów.

Osoba, która publicznie wyraża opinie, które mogą być oceniane jako kontrowersyjne musi liczyć się z publiczną krytyką. Forma kwestionowanego artykułu mieści się w granicach takiej dopuszczalnej krytyki.

Nie narusza także dóbr osobistych Jolanty Pieńkowskiej informacja, że używa torebki w cenie Citroena Cactusa — to nie jest ani obraźliwe, ani uwłaczające godności (no chyba że ktoś lubi przepłacać — ja mam pieruńsko drogą torbę Timbuk2, ale po 5 latach używania wiem, że za 15 lat też będzie mi dobrze służyła…).

Ba, trzeba też pamiętać, że informacja o tym jakiej kto używa torebki nie jest informacją z zakresu życia intymnego (niektórym pojęcia prywatności, intymności, mocno się mieszają — a to jednak nie są synonimy).

W tym przypadku informacja dotycząca posiadania przez powódkę torebki marki H. B. nie była informacją z zakresu sfery intymności życia osobistego, w której ingerencja jest zasadniczo bezwzględnie zabroniona. Powódka jest osobą powszechnie znaną a jej zachowania jako współkształtujące zakres prawa do prywatności czyniły dozwoloną ingerencję w to prawo.

No i jeszcze godzi się zacytować parę linijek z uzasadnienia orzeczenia — o tym, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Powódka swoją wypowiedzią sama wzbudziła zainteresowanie odbiorców prowadzonego programu co do posiadanych przez nią przedmiotów. W publicznych wypowiedziach w ramach prowadzonego przez siebie magazynu telewizyjnego powódka nie traktowała informacji dotyczących cen posiadanej przez daną osobę garderoby jako należących do sfery prywatności. Zresztą w udzielanych przez powódkę uprzednio wywiadach upubliczniała ona informacje dotyczące dokonywanych przez nią zakupów, kryteriów jakimi kieruje się przy wyborze określonych przedmiotów, manifestowała swoje zainteresowanie modą, kreowała swój wizerunek, jako osoby przywiązującej znaczenie do posiadanych luksusowych przedmiotów. Powódka dzieliła się z mediami takimi informacjami, które normalnie kwalifikowane byłyby jako należące do sfery jej życia prywatnego.

Słowem: chcesz się cieszyć prywatnością? To nie wyciągaj niektórych spraw na wierzch, a jeśli to czynisz, musisz pamiętać, że przestają one być objęte ochroną z zakresu tego dobra osobistego, które określa właśnie prawo do prywatności. Nie można być pół-mniszką i pół-celebrytką, nie można kłapać o torebkach w cenie dwuletniej minimalnej krajowej, a później dziwić się, że ludziska biorą to na jęzory.