Umowa na reprezentację SN przed TK jest informacją publiczną

O ciekawej sprawie pisze dzisiejsza GazetaPrawna.pl — Wojewódzki Sąd w Warszawie w nieprawomocnym wyroku z 8 czerwca 2015 r. (sygn. akt II SAB/Wa 512/15 — linkuję do serwisu gazety, bo w orzeczenia.nsa.gov.pl orzeczenia jeszcze nie ma) stwierdził, że umowy i faktury na reprezentację Sądu Najwyższego w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnyminformacją publiczną i podlegają ujawnieniu na zasadach ustawy o dostępie do informacji publicznej.

umowa pełnomocnika SN przed TK to informacja publiczna

Sądy nie mogą się pogodzić z tym, że umowa pełnomocnika SN przed TK to informacja publiczna — ale same naciskają… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

Z kronikarskiego obowiązku wypada dodać, że spór odnosi się do prowadzonego przed Trybunałem postępowania z wniosku Pierwszego Prezesa SN, który to wniosek dotyczy… zbadania konstytucyjności ustawy o dostępie do informacji publicznej (K 58/13), zaś owym pełnomocnikiem jest prof. Marek Chmaj („konstytucjonalista, który jeździ maserati”).

Jak pisze GazetaPrawna.pl wyrok zapadł ze skargi obywatela, który wniósł do Sądu Najwyższego o udostępnienie kopii umów i faktur, na podstawie których Marek Chmaj reprezentuje SN w postępowaniu przed TK. Prezes SN odmówił udostępnienia dokumentów, m.in. twierdząc, że nie dotyczą one działalności SN ani spraw publicznych (sic!), a nadto, że umowa nie została zawarta w trybie ustawy o zamówieniach publicznych — zatem informacji publicznej nic do niej. No i oczywiście umowa zawiera dane osobowe, więc też nie można…

WSA uwzględnił skargę na bezczynność prezesa SN i nakazał ujawnienie dokumentów dotyczących reprezentacji sądu w postępowaniu przed Trybunałem — wnioskodawca ma uzyskać kopię umowy i faktury. Bo o tym, że umowy zawierane przez Sąd Najwyższy stanowią informację publiczną rozstrzygnięto już wcześniej (wyrok NSA z 2 kwietnia 2014 r., I OSK 1741/13).

Słówko komentarza: wyrok mnie nie dziwi, natomiast bardzo dziwi mnie stanowisko Sądu Najwyższego, który prowadzi jakąś dziwną wojnę z konstytucyjną gwarancją dostępu do informacji publicznej. Wygląda to tak jakby SN tkwił mentalnie gdzieś w dawnych czasach, kiedy wszystko było tajne/poufne, a zewsząd czyhał wróg — więc jeśli teraz my powiemy kto z nami i za ile, to błąd, zwłaszcza, że on nam pomaga zwalczać przepis, który mówi, że mamy o tym wszystkim opowiadać…
Dobrze, że witryny internetowe wymiaru sprawiedliwości się polepszyły i zyskały nowe funkcjonalności — chociaż ta sn.pl jeszcze jest do dopracowania w części dotyczącej orzecznictwa, ale to jest inna para kaloszy.