Parę godzin w Görlitz

W ramach wakacyjnej rekreacji — jakby na to nie patrzeć przyzwyczajanie dziesięciomiesięcznego psiaka do gór wymaga umiejętnego dozowania wysiłku — udaliśmy się przedwczoraj do Görlitz.


parę godzin w Görlitz

VEB Kondensatorenwerk Görlitz. Urocza ruina strasząca na samiuśkim pograniczu (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dla mnie to w sumie fenomen (a jestem świeżo po lekturze „1945. Wojna i pokój” Grzebałkowskiej — naprawdę warto przeczytać) — żywe miasto rozdarte na pół, te lepsze pół oczywiście większe, bogarsze; te gorsze pół: usyfione reklamami, hałasem… Ale czy na pewno?
Turystyczna starówka na pewno tip-top, jednak jeśli przejdzie się kilkaset metrów dalej, można się zdziwić: ciągi pustych witryn, plakaty po polsku „TU MOŻESZ OTWORZYĆ SWOJĄ FIRMĘ”, wiele kamienic wyremontowanych — stoją puste. To miasto nie żyje tak, jakby mogło żyć. Zresztą jak ma być inaczej skoro Niemiec woli pojechać na zakupy, po paliwo czy do fryzjera do Zgorzelca?

Różnice (nie nazwę ich cywilizacyjnymi) widać gołym okiem. Nie będę mówił o zebrze, przed którą zatrzymują się auta (ale nie te na polskich tablicach — tak, wiem, że minęło mnie interesujące bicie piany ;-) ale mogę wspomnieć o jednokierunkowych uliczkach, na których rowery mogą się poruszać w obie strony (co się załatwia banalną tabliczką i delikatnym mazem przy skrzyżowaniu). Miejsca parkingowe wzdłuż jezdni z luźno położonej kostki, między którą rośnie fajna trawka — u nas byłaby afera, że brzydko, wiejsko, a w dodatku kostkę baumę trzeba kłaść na styk, bo tak jest po europejsku.


parę godzin w Görlitz

W Görlitz nie potrzeba kontrpasów — na wielu jednokierunkowych uliczkach zakaz nie dotyczy rowerów, o czym przypomina dodatkowy maz przy wjeździe (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Park bardzo ładny, ale już kilkaset metrów dalej straszy ruina VEB Kondensatorenwerk Görlitz — coś pięknego, coś strasznego. Zrujnowany budynek patrzy na polską stronę, jakby chciał wypomnieć — nawet spieprzyć sprawy trzeba umieć (to a propos paskudnych bloków straszących na skarpie Nysy, super-widok z części starówki Görlitz.

  • Niestety tak wygląda większość przygranicznych mieścin we wschodnich Niemczech.

    Ponoć to trochę wina komunistów, trochę wina młodych którzy wyjechali za pracą… Ale jakoś takiej ruiny i pustostanów nie zauważymy w innych częściach zachodnich sąsiadów.

    Kilka lat temu było głośno o tym w prasie, że Niemcy zapraszają jak się da Polaków (dopłaty, zasiłki, pomoc w przesiedleniu). Widzę, że Wyborcza już usunęła, ale znalazłem: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/614539,coraz_wiecej_polakow_we_wschodnich_niemczech_dostaja_wyzsze_pensje_tansze_domy_i_przywileje_socjalne.html

  • Tak, po 1990 roku był olbrzymi odpływ Niemców z DDR do zachodniej części. Berlin Wschodni się podniósł, ale kilka miast zaliczyło zjazd nieodwoływalny.

  • Żuraw

    Ten VEB jest, chciałoby się powiedzieć rozczulający, ale niczego nie rozczula, tylko budzi pewne reminiscencje, kiedy to w innym sąsiednim kraju ustawowo przy nazwie firmy znajdował się dopisek Narodny Podnik, a u nas, o dziwo, rzadko która firma miała obok nazwy PP (Przedsiębiorstwo Państwowe)
    Dawniej E.Wedel….. ;-)

  • wojakrob

    W nawiązaniu do VEB, będąc w ubiegłym tygodniu m. in. w miejscowości Kynżwart w niedaleko Marianskich Lazni wykonując krajoznawczy rajd po wsi (miasteczku??) natknąłem się na 600 mm żeliwną pokrywę kanalizacji z napisem „Made in GDR”.

  • b52t

    Dla każdego ze wschodu nawet kilkadziesiąt kilometrów na zachód to już Zachód po każdym względem. I u nas co raz więcej samochodów z tablicami UA (Ok, Wrocław nie jest kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Ukrainą).