Tytuł artykułu prasowego też może naruszać dobra osobiste

Wśród pytań i wątpliwości, które się czasem pojawiają jest też taka: czy w przypadku działalności prasowej naruszenie dóbr osobistych musi obejmować „treść-treść” tekstu? Czy może jednak dobra osobiste może naruszać sam tytuł artykułu? 

Na tak postawione pytanie wprost odpowiedział Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z 4 marca 2015 r. (sygn. akt I ACa 1304/14), którego zdaniem dobra osobiste mogą zostać naruszone przez szereg elementów artykułu, a mianowicie:

Za naruszające dobra osobiste może być uznana kompozycja artykułu, tytuły, podtytuły, zdjęcia, o ile ich dobór i układ tworzy nieprawdziwy, godzący w te dobra obraz osoby, której dotyczy.

Orzeczenie zostało wydane w następującym stanie faktycznym: w ogniu jakiegoś lokalnego sporu (burmistrz, radni, lokalne media) doszło do „wycieku” pewnych dokumentów z urzędu, która to sprawa była przedmiotem lokalnej afery oraz zawiadomienia do prokuratury. W toku afery do tamtejszej gazety zgłosił się ex-funkcjonariusz SB, który udzielił dziennikarzom sensacyjnego wywiadu, w którym ujawnił rzekomo znane mu kulisy sprawy. Wywiad ukazał się anonimowo, ze zdjęciem burmistrza oraz tytułem „Przerywam milczenie” (że to niby burmistrz zacznie opowiadać). Ten nakład pisma rozszedł się w całości (4000 egzemplarzy), był rozchwytywany w kioskach.

Traf chciał, że dziennikarze popełnili parę błędów warsztatowych, a w szczególności: nie zweryfikowali rewelacji esbeka, nie sprawdzili danych w prokuraturze, nawet nie poprosili zainteresowanego burmistrza o komentarz — warto przypomnieć, są to podstawowe obowiązki prasy w kontekście dochowania staranności dziennikarskiej. Zabawne, że kiedy burmistrz zwrócił się do redakcji z informacją, że zamierza wystąpić z powództwem do sądu, odpowiedziano mu, że to nie redakcja jest autorem wypowiedzi godzących w jego dobre imię (sic!).

Oszkalowany burmistrz poszedł do sądu, który zasądził 10 tys. zadośćuczynienia oraz nakazał opublikowanie w tygodniku przeprosin za opublikowaną rozmowę z anonimowym rozmówcą, a to dlatego, że wywiad „zawierał informacje niesprawdzone i nie potwierdzone przez niezależne źródła”, zatem w wyniku „publikacji tego wywiadu doszło do naruszenia godności, czci, dobrego imienia oraz prestiżu” burmistrza. A wszystko to dlatego, że zdaniem sądu nie dochowano staranności w weryfikacji uzyskanych danych, na czym ucierpiała rzetelność dziennikarska — po prostu za treścią wywiadu kryła się prywatna wojenka ex-esbeka, który w ten sposób załatwiał swoje porachunki.

Sąd wskazał przy tym, że nie można się zasłaniać tym, że dziennikarze nie prowadzili „śledztwa dziennikarskiego” na temat działań burmistrza, a rozmówca przyszedł do redakcji sam. Dużym błędem było też aprioryczne założenie, że emerytowany funkcjonariusz służb jest osobą, na której można polegać — zwłaszcza, że był już karany za płatną protekcję, a także prowadził lokalny sklep z dopalaczami. Co więcej przeprowadzająca wywiad dziennikarka mocno podkręcała atmosferę, zadając pytania sugerujące w dość napastliwym tonie („powracając do czynów, zarzucanych burmistrzowi przez prokuraturę, odkrywamy drugą stroną medalu”, „posiada pan znaczną wiedzę i odpowiednie dokumenty”, „posiada pan dużą wiedzę, obciążającą burmistrza. Na tyle dużą, że zeznawał pan na policji”).

Dlatego oddanie osobie będącej w osobistym sporze z burmistrzem łamów czasopisma jako trybuny do załatwiania prywatnych porachunków zostało uznane za poważne naruszenie etyki dziennikarskiej — oraz dóbr osobistych osoby, której dotyczył wywiad, a to dlatego, że:

Powołanie się na wypowiedź osoby trzeciej co do zasady nie uchyla odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych, jeżeli wypowiedź ta zawiera zarzuty zniesławiające, a ich prawdziwość nie zostanie wykazana w toku procesu, osoba publikująca cudzą wypowiedź jest wtedy uznawana za identyfikującą się z jej wymową.

Zdaniem sądu naruszenie dóbr osobistych powoda nastąpiło także poprzez samą konstrukcję publikacji — fotografia z podpisem „przerywam milczenie” jako ilustracja do anonimowego wywiadu mogła sugerować, że są to wypowiedzi samego burmistrza.

Nie zmienia tej oceny fakt, że burmistrz jako osoba publiczna i sprawująca funkcję publiczną może podlegać krytyce społecznej i wnikliwej kontroli swoich poczynań. Krytyka taka zawsze musi być rzetelna, co jest szczególnie wyraźne w przypadku krytyki prowadzonej za pomocą prasy (na prawo krytyki działań organów publicznych nakłada się wszakże obowiązek dochowania staranności dziennikarskiej).

  • b52t

    W dzisiejszej DGP było o czarnej belce na oczach prezydenta miasta, gdy nie popełnił przestępstwa i wynikającym z tego naruszeniu dóbr osobistych. Orzeczenie SA w Katowicach.

  • Patryk Słowik

    „Powołanie się na wypowiedź osoby trzeciej co do zasady nie uchyla odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych, jeżeli wypowiedź ta zawiera zarzuty zniesławiające, a ich prawdziwość nie zostanie wykazana w toku procesu, osoba publikująca cudzą wypowiedź jest wtedy uznawana za identyfikującą się z jej wymową.”

    Zupełnie się nie zgadzam z tą częścią uzasadnienia. W praktyce oznaczałoby to, że nie wychodziłbym z sądu. Bo jeśli tworzę tekst, odpytuję dwie strony sporu, które wzajemnie się obarczają winą, to zgodnie z tą tezą powinienem jedną z wypowiedzi – tę, którą uznałbym za nieprawdziwą – całkowicie pominąć. Innymi słowy, sąd zachęca mnie do cenzurowania wypowiedzi jednej ze stron, a więc de facto opowiedzenia się za racjami drugiej.
    Inaczej sprawa oczywiście wygląda w omawianym przypadku, bo odpytana została wyłącznie jedna strona sporu; i to rzecz jasna jak najbardziej może świadczyć o niedochowaniu staranności przy tworzeniu materiału. Ale zakładam, że powyżej zacytowane przez nas stwierdzenie SA ma wymiar bardziej ogólny.

  • Czasem myślę, że rewelacyjne poglądy tym łatwiej wychodzą spod piór sędziów, im mniejsze mają znaczenie z punktu widzenia rozstrzygnięcia. Czyli: „jest tak a tak, więc się upiekło, ale gdyby było inaczej, oooo, to wtedy byłoby z wami krucho”.

  • Z drugiej strony (po wakacjach myślę jakby bardziej ;-) myślę, że tu sądowi chodziło jednak o to, że trzeba wysłuchać każdej ze stron — nie ograniczać się wyłącznie do dania posłuchu owej osobie trzeciej. Czyli: pytam Abackiego: „Babacki kradł? — kradł”; pytam Babackiego „kradłeś? — ależ skąd!”, badam temat i piszę, że mawiają, że Babacki kradł, ale Babacki zaprzecza. Powinno wystarczyć :)