Uchwała SN III CZP 44/15: czy wyrok nieprawidłowo ogłoszony to w ogóle wyrok?

I jeszcze — już wyłącznie z kronikarskiego obowiązku (karm się Góglu, karm…) — zwracam uwagę na kolejną podjętą w piątek przez Sąd Najwyższy uchwałę, tym razem odnoszącą się do zasadniczego pytania: czy wyrok nieprawidłowo ogłoszony przez sąd w ogóle jest wyrokiem? bo być może nie jest — i nawet nie warto zawracać sobie nim głowy (wnosić apelacji)?

Uchwała Sądu Najwyższego z 10 lipca 2015 r. (III CZP 44/15):
​Ogłoszenie wyroku przez sąd pierwszej instancji z naruszeniem art. 326 § 1 zdanie drugie kpc nie wpływa na dopuszczalność apelacji.

Uchwałę podjęto w odpowiedzi na następujące zagadnienie prawne:

Czy wyrok ogłoszony po upływie dwóch tygodni od posiedzenia, na którym zamknięto rozprawę, albo którego ogłoszenie po raz kolejny odroczono bez otwarcia rozprawy, powoduje skutki procesowe braku ogłoszenia wyroku
w przypadku odpowiedzi pozytywnej,
czy stanowi to przeszkodę do zaskarżenia wyroku?​

Osoby szczegółowo zainteresowane istotą problemu, z którym zmierzył się SN odsyłam do uzasadnienia wniosku. W ogólności natomiast mogę napisać, że uchwała dotyczy interesującego (ale chyba tylko dla prawników) dzielenia włosa na czworo (które potrafi być naprawdę bardzo ważne i naprawdę bardzo interesujące), które w tym przypadku można sprowadzić do prostych pytań:

  • czy wyrok źle wydany jest nadal wyrokiem?
  • a jeśli wyrokiem nie jest, to czy mimo wszystko można od niego apelować?

Wątpliwość powstała w toku dość prostego sporu: był sobie proces o zapłatę, na ostatnim posiedzeniu sąd odroczył ogłoszenie wyroku o 14 dni (zezwala mu na to właśnie art. 326 par. 1 kpc). Po tym czasie, na kolejnym posiedzeniu, sąd znów odroczył wydanie wyroku — tym razem o 7 dni. Tego już mu zrobić nie wolno było! — to błąd w stylu 2+2=5.

art. 326 kpc:
§ 1. Ogłoszenie wyroku powinno nastąpić na posiedzeniu, na którym zamknięto rozprawę. Jednakże w sprawie zawiłej sąd może odroczyć ogłoszenie wyroku tylko jeden raz na czas do dwóch tygodni. W postanowieniu o odroczeniu sąd powinien wyznaczyć termin ogłoszenia wyroku i ogłosić go niezwłocznie po zamknięciu rozprawy.
§ 2. Ogłoszenie wyroku następuje na posiedzeniu jawnym. Nieobecność stron nie wstrzymuje ogłoszenia. Jeżeli ogłoszenie było odroczone, może go dokonać sam przewodniczący lub sędzia sprawozdawca.
§ 3. Ogłoszenia wyroku dokonuje się przez odczytanie sentencji (ogłoszenie sentencji). Po ogłoszeniu sentencji przewodniczący lub sędzia sprawozdawca podaje ustnie zasadnicze powody rozstrzygnięcia albo wygłasza uzasadnienie, może jednak tego zaniechać, jeżeli sprawa była rozpoznawana przy drzwiach zamkniętych.

Badając apelację pozwanej sąd okręgowy powziął dość ciekawe wątpliwości — czyli właśnie czy ogłoszenie wyroku po upływie okresu przewidzianego art. 326 par. 1 kpc „powoduje skutki procesowe braku ogłoszenia wyroku”, a gdyby tak było — to czy w ogóle stanowi to przeszkodę do zaskarżenia wyroku ogłoszonego z uchybieniem procedury?
Jest to o tyle istotne, że ogłoszenie wyroku (cytuję za wnioskiem) ma doniosłe skutki procesowe: na pewno wyrok nieogłoszony jest wyrokiem nieistniejącym (tak SN w postanowieniu I CK 298/05), dopiero od tego momentu sąd jest związany jego treścią, od ogłoszenia liczy się terminy na apelację czy wniosek o uzasadnienie.

Gdyby zatem wyrok nieprawidłowo ogłoszony był także wyrokiem nieogłoszonym, to nie byłoby m.in. podstawy do apelacji.

Sąd Najwyższy najwyraźniej nie podzielił tego stanowiska: z uchwały wynika, że także nieprawidłowo ogłoszony wyrok jest wyrokiem ważnym i zwalczanie go następuje w drodze apelacji. Co by potwierdzało tezę, że terminy w kpc są terminami procesowymi — dla strony, oraz instrukcyjnymi — dla sądu (i że zdanie „sąd w ciągu n dni zrobi to-a-to” oznacza dokładnie tyle, że sąd się postara zmieścić w terminie, ale jeśli się nie zmieści, to problem ma strona (znów przypomina się mój najpierwszy tekst w Lege Artis).

A na zakończenie dodam, że interesująco — publicystycznie, krytycznie — brzmi ostatni akapit wniosku, a mianowicie, iż:

Na koniec należy podkreślić, iż taka wykładnia przepisu w zakresie skutków odpowiadałaby postulatowi niezwłocznego przystąpienia do narady, kiedy skład sędziowski pozostaje bezpośrednio pod wrażeniem wystąpienia stron i aby zasób informacji o sprawie, wskutek upływu czasu, nie uległ zubożeniu albo znacznemu pomniejszeniu. Dawałyby również stronom postępowania gwarancję, iż w przypadku odroczenia ogłoszenia wyroku, orzeczenie zapadnie na posiedzeniu wskazanym przez sąd, a nie na jakimkolwiek innym. Oczywistym jest, że strona ma obowiązek dowiadywania się o wynikach postępowania i ogłoszeniu wyroku. Jednakże rolą sądu jest także takie zachowanie, aby strony procesu nie utraciły zaufania, co do jego prawidłowego i zgodnego z prawem działania jako organu wymiaru sprawiedliwości.

Po prostu też uważam, że wkurzająca jest łatwość z jaką sądy odraczają ogłoszenie wyroku — wszystko zostało powiedziane, niby nawet jest czas, sąd powinien mieć wyrobione zdanie — a tu: bach! sąd odracza ogłoszenie wyroku o dwa tygodnie i dymaj do sądu jeszcze raz, albo martw się, żebyś dostał informację o sentencji przez telefon (w ostatnich czasach jest z tym coraz trudniej — można dokładnie podać sygnaturę, oznaczenia stron, wszystko, a i tak sekretariat w 3/4 przypadków odmówi udzielenia informacji przez telefon).

  • b52t

    Z całym przeproszeniem dla SN, i to nawet przyjmując, że napisał to RedNacz, ale jakoś nie widzę, żeby odroczenie w zdaniu drugim art. 326 par. 1 k.p.c. był termin instrukcyjny w odniesieniu do ilość odroczeń ogłoszenia wyroku. Łaska wykładni pragmatycznej TK (choć nie wprost) spłynęła na SN -„za mało” sędziów, to będziemy robić wygibasy, żeby było jak było.

  • Ofkorz, że ten akurat instrukcyjny nie jest… — ale jaki zatem? ;-)

  • b52t

    Stąd na to orzeczenie powinno spaść ostra krytyka – wyrok wydany w takich warunkach powinien być uznany za wyrok nieistniejący – wyrok nie wydany. A jeśli nie został wydany, to nie ma się od czego odwoływać. To oczywiście też nie byłoby idealne rozwiązanie, bo trzeba by przeprowadzić postępowanie raz jeszcze, ale 1) takie lecenie sobie w kulki przez sąd nie można uznać, za działanie poważne i budujące zaufanie 2) sędzia/skład sędziowski dostaliby odpowiednie wpisy w sprawach i a nóż-widelec nauczyliby się przestrzegać przepisów.

  • Teraz już chyba nawet procedura karna nie jest tak agresywna. Wydaje mi się, że w cywilnym wystarczałoby otworzyć posiedzenie, zamknąć je — i wyrokować :)

    Inna sprawa, że aż wstyd, że sędziowie strzelają sobie takie babole jak w tej sprawie. Nie wiem czy może być bagatelniejsza wtopa… Bo nawet łaszenie się do adwokatów (widuje się w niewielkich ośrodkach) jest jakąś inną kategorią.

  • b52t

    Jeśli przepisy przewidują taką procedurę to nawet lepiej, bo nie trzeba znów marnować stronom czasu (przyznam, że nie pamiętam aż tak dobrze, a i takich niuansach procedury nie grzebałem), ale taki sędzia powinien mieć jak nic wpis w swoich rejestrach takiej radosnej wpadki.

  • Robert Walczak

    Sędziowie nie rozumieją, że gdyby wyrok był ogłaszany od razu, np. 15 minut czy godzinę po rozprawie, żeby pełnomocnicy jeszcze poczekali, to odpadnie im pisanie wielu uzasadnień wyroków. Jeżeli sekretariat mi nie chce podać treści wyroku przez telefon, albo mówi że jest „zasądzający” (???) i nic więcej nie zdradzi, to co mam zrobić, jak nie złożyć wniosku o pisemne uzasadnienie? A gdybym usłyszał wyrok po rozprawie i gdyby był po mojej myśli, to żadnego wniosku o uzasadnienie przecież bym nie składał.

  • A to jest racja, wyroki się porobiły coraz bardziej tajne — czasem sam już myślę, że pewnie bezpieczniej wnioskować o odpis z uzasadnieniem i dopiero myśleć.