Zakaz cytatu

Poproszono mnie niedawno o rozwianie wątpliwości co do czegoś co najprościej można nazwać ZAKAZ CYTATU, a bardziej elegancko — JEDNOSTRONNĄ KLAUZULĄ O NIESTOSOWNOŚCI CYTOWANIA. To jedna z tych magicznych formułek, które mają odpędzić całe zuo.


Kuata prawie australijski Koolie

Udała mi się psinka (można cytować), (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Chodzi #mianowicie o dodawane przez niektórych blogerów klauzulki w rodzaju (nie góglujcie, nie znajdziecie — dość dokładnie przerobiłem tekst, żeby nie było, że się z kogoś konkretnego naśmiewam):

Uprzejmie informuję, iż wszystkie zamieszczone teksty są mojego w autorstwa, a więc stanowią moją własność. Nie zgadzam się na ich kopiowanie, cytowanie i wykorzystywanie bez mojej zgody i podania źródła, czyli adresu bloga.

No więc racja — uprzejmie informuję, że to nie ma sensu, bo dozwolony użytek i tak bierze górę. W tym przypadku będzie to art. 29 ust. 1 pr.aut., który zezwala — bez wynagrodzenia, bez pytania, bez konieczności uzyskania zgody twórcy — na cytowanie urywków już rozpowszechnionych utworów, jeśli jest to uzasadnione celem w postaci m.in. wyjaśnienia lub krytyki.

art. 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.

Słowem: ten sam przepis, który właściwie stoi na przeszkodzie tworzeniu „regulaminów cytowania” przez wydawców prasy — stoi też na przeszkodzie skutecznemu zabranianiu cytowania czegoś, co zostało napisane na jakimkolwiek blogu (i nie tylko na blogu).

PS ludzie, błagam, nie przekładajcie korpo-żargonu na codzienność!

  • Proto

    Pozostaje jeszcze tylko jedno. Jak automagicznie sprawić, że blogerzy to zrozumieją.

  • Nigdy się nie da. Aczkolwiek edukacji — choćby blagierskiej — nigdy dość :) Staram się starać (i ostatnio nawet mi się chce).

  • Borek

    Kratę dobrych piw rzemieślniczych trzeba ci postawić za to chcenie, bowiem pisanie to ciężka praca. Praca zawsze generuje straty w postaci ciepła, a gdy jest ciepło to wiadomo – #mianowicie czas na picie. ;)

  • Tomasz Minkiewicz

    W tych zastrzeżeniach autorskich chyba tak naprawdę mniej chodzi o uprzednią zgodę, a bardziej o to, żeby jak ktoś cytuje, to niech, do cholery, podaje źródło!

  • Proto

    Sądzę, że wątpię.
    Mogę wymienić kilkunastu blogerów płci obojga, którzy na potęgę sobie pożyczają cudze, bez oznaczenia autorstwa czy źródła, jednocześnie zakazując różnymi formułkami cytowania.

    To jest pycha. W dodatku powiązana z indolencją intelektualną.

  • Myślę, że jest różnie. W kompilacji użyłem kilku często powtarzających się elementów:
    – „moje słowa moja własność”,
    – „cytowanie za zgodą”,

    tymczasem wiemy, że prawo cytatu polega na przywołaniu czyichś słów bez zgody zainteresowanego, oczywiście z podaniem danych twórcy (bo za zgodą mogę w dowolny sposób!).

  • b52t

    Na blogaskach jak na blogaskach,gdzie za często robią coś ludzie jednoosobowo, bez większej wiedzy w zakresie praw autorskich, ale i niektóre gazety stosują podobną klauzulę.

  • Proto

    Doświadczyłem obu przypadków. Zarówno ze strony blogera jak i gazety (portalu).
    I tu ciekawostka bo o ile dziennikarz portalu otrzymawszy cytat (sic!) z ustawy, od razu odpuścił, o tyle blogerka, jechała po mnie jak po burej suce pisząc na mnie kalumnie w kilku kolejnych e-mailach, pomimo, że ja cierpliwie odpowiadałem jej ciągle tym samym cytatem z ustawy o prawie autorskim.

    Z tego jednoznacznie wynika, że jednak dziennikarze są skłonniejsi do wyciągania wniosków, etgo, uczenia się na błędach.

  • b52t

    Dobrze wiedzieć. Mam akie wrażenie, że blogerzy bardziej jadą na ego, a dziennikarz jeszcze choć trochę musi się wysilić. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, z obu pól.

  • prosimy o linki do cytatów.

  • Dziękuję :) Mam w lodówce jakiś smakowity wyrób ze Stu Mostów, zatem za parę minut zmiażdżę kapselek i przeleję jego zawartość do kufelka, spoglądając z lubością na roszące się chłodną rosą jego ścianki, wspominając czasy gdy wszystko było prostsze, na drogach nie było korków, wyraz „korporacja” kojarzył się z twórczością Grishama a naprawdę mocne auto miało silnik 100 KM.

  • Proto

    Sądzę, że gdybym miał zamiar ujawniać tutaj swoją tożsamość, umiałbym to uczynić. Skoro jednak tego nie czynię…

    Nie sądzę też, by pokazywanie kogoś palcem cokolwiek zmieniało w temacie dyskusji.