Brak kontaktu ze strony dłużnika jako potwierdzenie dokonania płatności

Na marginesie opisywanego nie tak dawno sporu o windykację nieistniejącego długu — powstałego wskutek sfałszowania przez pracownika operatora telekomunikacyjnego umowy abonenckiej (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 lutego 2015 r., sygn. akt VI ACa 588/14) — można zwrócić uwagę na jeszcze jeden interesujący passus, który rzuca interesujące światło na teorię oświadczeń woli i praktykę branży windykacyjnej.

Chodzi mianowicie o akapit z uzasadnienia, z którego wynika, że pozwana-spółka windykacyjna wysyłała do windykowanego dłużnika pisma, z których treści wynikało, iż:

(…) nadal nie odnotowała wpłaty z tytułu zadłużenia powoda, wobec czego wnosi o osobiste stawiennictwo powoda w siedzibie tej Spółki do 19 kwietnia 2012 r. godz. 12:30, lub dokonanie płatności kwoty 839,72 zł w terminie do 22 kwietnia 2012 r., przy czym brak kontaktu ze strony powoda zostanie potraktowany jako potwierdzenie dokonania płatności we wskazanym terminie.

Trzeba przyznać, że taka konstrukcja jest całkiem sprytna:

  • (rzekomy) dłużniku, przyjdź do nas (a dowiesz się po co cię zapraszamy — być może chodzi o to, że dłużnik mógłby przynieść pieniądze i wpłacić do kasy);
  • jeśli nie skorzystasz z zaproszenia, masz jeszcze 3 dni na spłatę (nieistniejącego) długu;
  • a jeśli nie skorzystasz z zaproszenia (tu nazwanego „kontaktem”) — będziemy to traktować jako potwierdzenie, że już zapłaciłeś (sic!).

Przyznam, że nie mam wielkiego doświadczenia jeśli chodzi o windykatorów — własne zobowiązania traktuję poważnie, w przypadku cudzych preferuję łagodną perswazję (i pozew, jeśli perswazja nie wystarcza) — dlatego nie umiem ocenić czy jest to praktyka powszechna czy incydent.

art. 60 kc:
Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Jednak zastanawiam się czy takie postawienie sprawy — że milczenie oznacza zgodę — ma jakikolwiek skutek w świetle art. 60 kodeksu cywilnego. Owszem, nie budzi wątpliwości, że oświadczenie woli może zostać złożone przez każde zachowanie się stron, które ujawnia ich wolę w sposób dostateczny, czyli niekoniecznie przy zastosowaniu formy „oświadczenia wprost” (ustnego, pisemnego — także per factam concludentiam; przypominam, że w biznesie można więcej), ale wyznaczanie komukolwiek takich rygorów to chyba stanowczo za dużo.

  • b52t

    No właśnie pytanie podstawowe jaki skutek ma mieć taki zapis w piśmie skierowanym do (rzekomego) dłużnika? Przecież nie mogą wywieźć z tego żadnych skutków dla uznania czy nie uznania roszczenia, co mogłoby mieć wpływ na przedawnienie, a tym samym polepszenie sytuacji procesowej (rzekomego) wierzyciela. No chyba, że to taka szczodrość windykatora, że tak czy inaczej uznaje, że sprawa jest załatwiona i on nic już nie będzie z tym robił. Tak …

  • Proto

    IMHO brak reakcji na takie pismo, jeśli już, należałoby rozumieć jako odmowę przyznania racji nadawcy pisma.

  • Zdecydowanie tak. Czuję, że windykatorzy też to (podskórnie) czują; albo nawet naskórnie — ale się nie przyznają :)

  • Adam314

    Na mój rozum art 60 każe jednak ujawinć wolę w sposób dostateczny. Jeśli więc powiem (lub zawrę w umowie) że brak reakcji z mojej strony w terminie X oznacza moją zgodę, to takie prawo jest wiążące bo wyraziłem wolę. Jeśli ktoś wyśle mi pismo i zastrzeże, że przy braku reakcji oznacza to moją wolę to jednak nie jest to ujawnienie mojej woli w sposób dostateczny bo na nic takiego wcześniej się nie zgadzałem.

  • b52t

    Dokładnie, więc po co to piszą? Oczywiście poza próbą robie z mózgu wody.