Magdalena Grzebałkowska, „1945. Wojna i pokój” — recenzja zachęcająca

W kolejnym odcinku „z kącika recenzenta” czas na kolejną porcję literatury — tym razem w stylu reportażu historycznego. A przyczynkiem do tego książka Magdaleny Grzebałkowskiej o wymownym tytule „1945. Wojna i pokój”.


Grzebałkowska 1945 recenzja


Na początek godzi się uczynić drobny disklajmer: jeśli jesteś, P.T. Czytelniku, miłośnikiem historii spisanej w stylu Wiktora Suworowa albo nawet Pipesa — czyli interesują Cię twarde daty, liczby nazwiska oraz szczegółowe udokumentowanie danych — ta książka nie jest do końca dla Ciebie. Pod tym względem publikacja dalece różni się od opisywanej tutaj kilka tygodni temu (świetnej) „Hitler. Narodziny zła 1889-1939”.
Nie jest to także reportaż w klasycznym ujęciu. Grzebałkowska urodziła się prawie trzy dekady po zakończeniu wojny, jest wnuczką kobiety, która przeżyła kawał tamtego czasu własnym życiem.

Dla odmiany książka Magdaleny Grzebałkowskiej to impresja historyczna, na którą składają się krótkie odcinki historii. Patrzymy na nie z perspektywy nie reżyserów wydarzeń — to nie jest opowieść o dowódcach kampanii, szefach sztabu i Wielkiej Trójce — lecz oczami osób, którym przyszło rok ten przeżyć (lub nie przeżyć): w zniszczonej Warszawie, na pokładzie Gustloffa, we Wrocławiu (ciekawy rozdział o Bolesławie Drobnerze), o osadnikach i szabrownikach na Ziemiach Zachodnich… Każdy miesiąc tytułowego 1945 roku to jeden rozdział, jedna opowieść, co pozwala na utrwalenie w świadomości, że nawet historia dotyczy rzeczy wielkich, to jednak składa się na nią mnóstwo drobnych historyjek różnych ludzi (czasem wesołych, czasem smutnych, aczkolwiek zwykle osoby te są tylko biernymi uczestnikami wydarzeń).
(Tak sobie właśnie pomyślałem, że czytując tylko biografie Hitlerów, Stalinów i Churchillów, a także opisy kampanii od fińskiej wojny zimowej przez Tobruk aż po D-Day i szturm na Berlin można zapomnieć, że nawet ówczesny świat składał się z wielomilionowej drobnicy…)

Generalnie „1945” uważam za naprawdę bardzo dobrą pozycję, która dla miłośnika „twardej” literatury historycznej może stanowić pewną odmianę — natomiast dla czytelników, którym historia kojarzy się wyłącznie z nudami w rodzaju „daty i nazwiska” może być nieoczekiwaną niespodzianką.
Naprawdę polecam!