O tym, że sprawcę cieszył słodki ciężar pieniędzy

A na upalny weekend — ciekawy passus z uzasadnienia wyroku z 8 kwietnia 2015 r. Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim (sygn. akt IV Ka 164/14), w którym rozpoznano apelację od wyroku w sprawie zarzutów o przywłaszczenie (art. 284 par. 1 kk).

Sprawa dotyczyła zatrudnionego na stacji benzynowej kasjera, który najwyraźniej postanowił sobie dorobić do pensji — więc korzystał z pieniędzy, które wpływały za (zanonimizowaną!) usługę ze świnki skarbonki. Poszedł akt oskarżenia, sąd I instancji uniewinnił go od zarzutu; jakie były przesłanki uniewinnienia trudno powiedzieć, ponieważ uzasadnienie przechodzi nad nim do porządku dziennego (zaś wyroku o sygnaturze II K 725/13 nie znajduję), natomiast niewątpliwie zaważyła kwestia kwalifikacji — SO wyszedł z założenia, iż być może czyn kwalifikuje się na zarzut z art. 127 par. 1 kodeksu wykroczeń (samowolne używanie cudzej rzeczy ruchomej).

Mniejsza z tym; to co ciekawe, to kilka zdań z uzasadnienia poświęconych krytyce — a może pastwieniu się? — wyroku uniewinniającego (z kontekstu wynika, że Sąd Rejonowy uniewinnił sprawcę wychodząc z założenia, że nie sposób ustalić na co zostały przeznaczone pieniądze).

Wszak oskarżony mógł dźwigać składający się na tą kwotę bilon, bo cieszył go słodki ciężar pieniędzy, mógł wypychać banknotami materac, bo usypiał tylko słysząc ich powabny szelest, mógł wreszcie po prostu co wieczór patrzeć na rosnący stos żywej gotówki, bo parafrazując słowa pewnej reklamy widok pieniędzy (nawet nie swoich) go uspokaja. (…)
Jeżeli odrzucimy absurdalną hipotezę, że oskarżony bilon stracił puszczając nim kaczki po wodzie, a banknoty zużył na przypalanie cygar, to oznacza, że musiał te pieniądze na coś wydać.

Wychodzi na to, że nie tylko zaoceaniczni sędziowie potrafią wznieść się ponad codzienną szarzyznę, że nie brak literatów i humorystów wśród — potocznie odbieranych jako smętnych — ludzi w togach.

PS Temat podesłany przez P.T. Stałego Czytelnika, niniejszym dziękuję :)