„Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” — recenzja książki (i wspominki z przeszłości)

Biorąc się za książkę „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” autorstwa Jacka Hugo-Badera, nie sądziłem, że będzie z tego recenzja literacka (nie myślicie chyba, że te dwa zrecenzowane przeze mnie dzieła to wszystko co w tym czasie przeczytałem? ;-) Czytam troszkę więcej, ale nie wszystko wydaje mi się warte omówki…). Zwłaszcza, że kiedy książka zawitała przeszło rok temu na półki zignorowałem ją dość wymownie — etap łykania jak leci wszystkiego co o górach mam za sobą, sądziłem przeto, że nie ma czym zawracać głowy.

Jednak kilkanaście dni temu opowieść o wydarzeniach na Broad Peak wpadła mi w ręce, więc ją przeczytałem… I wymiękłem. To jest naprawdę świetna książka, niezależnie od tego co się mówi o okolicznościach jej powstania i osobowości autora (polecam naprawdę doskonały wywiad z Jackiem Hugo-Baderem opublikowany w Dwutygodnik.com).


masyw Mt. Blanc (Broad Peak recenzja)

Masyw Mont Blanc widziany z Aig. Rogues. Ta maluśka iglica po lewej to wierzchołek Aig. du Midi (3842 m) — szczyt, na którym pierwszy stopę postawił Polak, Antoni Malczewski (w 1818 r.). (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Recz chyba w tym, że — niezależnie od tego jak plotą się losy biografii Kapuścińskiego — faktycznie w przypadku reportażu literackiego nie oczekuję 100% wierności szczegółom (inaczej jest w przypadku reportażu prasowego); więc raczej nie ma dla mnie znaczenia jak zachowywał się piesek opisywany w „Cesarzu„, etc. Liczy się impresja, nawet jeśli przefiltrowana jest przez autorski sposób postrzegania rzeczy — a jeśli autorem jest człowiek o dość specyficznej osobowości, trudno oczekiwać kolejnego pitu-pitu. Nawet jeśli autor drążył, denerwował i prowokował — cóż, takie jego autorskie prawo.

(Zdaję sobie równocześnie sprawę, że część gromów wymierzonych w Jacka Hugo-Badera spowodowana jest tym, że środowisko górskie jest dość specyficzne — połowa ma status półbogów lub chociaż herosów, druga połowa chętnie strąciłaby ich z piedestału. Być może JHB naruszył pewne tabu, ale literatura bez naruszania tabu kończy się jak… wesele w sklepie Ikea ;-)


Mer de Glace, Seracs du Geant

Mer de Glace i Seracs du Geant. Gdzieś tam po prawej schronisko Refuge du Requin (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


I całkowicie na marginesie: być może część P.T. Czytelników wie, że mam w sobie wielką predylekcję ku górom. Tak dużą, że staram się każde wakacje i każdą wolną chwilę spędzać w jakichś górach, bujając się z psem (konsekwencją tego jest zabawny fakt, że nie pamiętam kiedy wyjeżdżałem z Wrocławia na północ… ;-)

Kiedyś było inaczej: za czasów studenckich każde wakacje spędzałem w Alpach: autostop, namiot, śpiwór, lodowiec. Alpy miały być jednak tylko przedbiegiem (nie napiszę „rozgrzewką”, bo w kontekście odgarniania śniegu z namiotu w lipcu rozgrzewką to nie było) przed poważniejszymi klimatami). Przy czym dla mnie poważniejsze nieodmiennie miały oznaczać raczej Karakorum niż Himalaje…


Mer de Glace, 1994

Autor na Mer de Glace, duma nad złożonością idei przenikania się ducha i materii świata tego — albo nad ustępującą pokrywą lodowca — albo nad trajektorią przejścia. Długie włosy, obowiązkowe dla 1/5 chłopaków w tamtym czasie (1994 r.) — coś jak broda dziś ;-) (fot. ze zbiorów własnych, wsz.pr.zastrz.!)


Poważniejsze klimaty nigdy się nie ziściły (a i teraz chyba nie są już poważniejszymi klimatami — turystyka himalajska wstąpiła na wyżyny szajs-komerchy), ale chyba nawet nie żałuję… Ale mogę się pochwalić, że w ramach tych przygotowań, w wieku lat 20, podczas mojego pierwszego wypadu do Chamonix, udało mi się wdrapać na Mt. Blanc (jakbyście widzieli mój ówczesny sprzęt… a dodam, że zrobiłem to kompletnie sam), zaś rok później „zaliczyłem” Mt. Blanc du Tacul… Stare dzieje ;-)


Mer de Glace (Broad Peak recenzja)

I znów na Mer de Glace, kilka lat później (fot. ze zbiorów własnych, wsz.pr.zastrz.!)

 


W momencie kiedy czytacie te słowa kieruję się w okolice Ślęży. Trzeba pieskowi pokazać nowe ciekawe miejscówki (a jeśli zdecydujemy się na podjęcie próby wdrapania na wierzchołek to tylko dlatego, żeby otrzaskać Kuatę z tłumami…)

  • Och jak miło — jedyny komentarz, a ile treści! Przekaz handlowy (że „księgarnia”) plus aktywny odnośnik.
    No dobrze, dla księgarni mogę zrobić wyjątek — nie usunę. To nie łowcy polis (których usuwam).

    Ale czy w zamian mogę prosić o jakiś *merytoryczny* komentarz? Czytał Pan tę książkę? A może jakąś inną omawianą tu przeze mnie? Może film?

  • Wydawcy ciężko zamieszczają link do mojej księgarni. A ja przecież sprzedaję ich książki. Ja nie czytam książek. Tylko słucham. Text to speech. Mogę tą książkę przerobić dla niewidomych. W czym się specjalizuję.

  • Z miłą chęcią.

  • Rozumiem, dziękuję.