Koniec świata w Breslau we Wrocławskim Teatrze Współczesnym — recenzja

Kontynuując tradycję pisania recenzji w Lege Artis dziś dwa zdania o spektaklu Koniec świata w Breslau wystawianym we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.


koniec świata w breslau teatr recenzja

Koniec świata w Breslau wg Marka Krajewskiego wg Marka Krajewskiego wystawia Wrocławski Teatr Współczesny


Tak, dobrze czytacie: popularna książka Marka Krajewskiego została przełożona na język sceniczny. Nie umiem specjalnie powiedzieć czy przekład jest dobry — wiem, że ze trzy książki tego autora przeczytałem, ale autentycznie nie powiem czy akurat ten tytuł jest wśród nich (to dużo mówi o moim stosunku do kryminałów; nawet będąc Bondomaniakiem skusiłem się tylko na Dr No i Casino Royale; to drugie w oryginale, fiu-fiu ;o)

Spektakl natomiast oceniam — moim amatorskim okiem, ale przecież amator też ma prawo do oceny tego co widzi w teatrze — jako mocno średni: za długi, zbyt udziwniony (chyba nieco na siłę); wybierałem się na opowieść kryminalną a zobaczyłem jakieś para-psychologiczne wymizgi. Sytuacji nie ratuje nawet wypożyczony z Teatru Capitol Konrad Imiela (czyli Eberhard Mock).

Stratą czasu tego nie nazwę — nada twierdzę, że magia teatru czyni cuda (i nawet słabe przedstawienie bije na głowę średni film w kinie) — ale jeśli ktoś nie ma takiego fetyszyzującego stosunku do Melpomeny, owe trzy z okładem godziny może uznać za lekko niestrawne.