Melodramat rodzinny z finiszem w sądzie — czyli czy można ukraść muszlę klozetową stanowiącą współwłasność?

A przy niedzieli — czas rodzinnych obiadków (teść, zięć, szwagier, teściowa, takie tam) czas na melodramat rodzinny z finiszem w sądzie (a nawet w sądach), czyli nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 27 marca 2015 r. (sygn. akt I C 1705/13), na który warto zwrócić uwagę tak ze względu na kwestie związania sądu cywilnego wyrokiem karnym, ciężar dowodu — oraz ryzyko związane z przeholowaniem z wysokością żądanego odszkodowania (coś co często nazywam „wygrał ale przegrał”) — oraz ze względu na kazus: czy można ukraść muszlę klozetową stanowiącą współwłasność?


melodramat rodzinny

Uniwersytet Wrocławski. Zdjęcie wyłącznie ilustracyjne — proszę się nie sugerować! Tu na pewno takie rzeczy jak melodramat rodzinny z muszlą klozetową w tle nie mógłby mieć miejsca! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawy miały się następująco: zięć pozwał ex-teścia za wysłane do dziekana wydziału jakiejś (zanonimizowanej) uczelni listy, w których powód został pomówiony „o to, że jego zachowanie wobec osób trzecich nosi znamiona patologicznego oraz o to, że dopuścił się on popełnienia przestępstwa kradzieży i zniszczenia mienia na szkodę byłej żony powoda oraz córki pozwanego”. Skutkiem listu i rozprzestrzeniających się plotek powód, który ubiegał się o etat adiunkta nie dostał upragnionej posady. Sprawa pomówienia trafiła do sądu karnego i teściu został ukarany z art. 212 kk, zatem bazując na art. 23 kc zięć zażądał 50 tys. zadośćuczynienia, a także zaprzestania rozpowszechniania wszelkich informacji na przyszłość.

Pozwany bronił się następująco: po pierwsze dorobek zięcia jest marny, kwalifikacje nikłe — gdyby było inaczej, o zatrudnienie go biłyby się inne uczelnie — doktorat był słaby i ledwo przepchnięty, a w dodatku rozchodzi się o konflikt rodzinny, za który ex-zięć się teraz mści. W dodatku to powód naruszał dobra osobiste pozwanego i jego córki (rozwód, podział majątku, etc.), no i naraził ich na dodatkowe wydatki. A ze zniszczeniem mienia chodziło o to, że po rozwodzie córka pozwanego chciała wynajmować mieszkanie, jednak powód „usunął z toalety ubikację, umywalkę z szafką i baterią, baterię prysznicową, zlew z baterią kuchenną oraz lodówkę”, przez co w mieszkaniu zaczęło cuchnąć i nikt już nie chciał tam zamieszkać.

Pozwany wysłał dwa listy do dziekana, w których odniósł się do zachowania ex-zięcia, jednak nie miał zamiaru wpływać na plany uczelni co do zatrudnienia go na etacie adiunkta — chodziło mu wyłącznie o to, by pohamować negatywne zachowania wobec córki (która też pracowała na tej uczelni). Wątek pomówienia skończył się dla teścia tysiączłotową grzywną i nawiązką na rzecz PCK — „w szczególności osoba powoda postrzegana była jako tzw. kazus M. G., to znaczy

przypadek do oceny, czy można ukraść muszlę klozetową stanowiącą współwłasność”

ale etatu adiunkta nie dostał (bo i do konkursu nie stanął).

Sąd I instancji podzielił stanowisko powoda, jednak tylko w znikomej części. Owszem, pozwany naruszył dobra osobiste ex-zięcia w postaci jego dobrego imienia i dobrej opinii jako o pracowniku dydaktycznym. W tym zakresie sąd cywilny związany był wyrokiem sądu karnego, który uznał teścia winnym przestępstwa pomówienia, jednak związanie to dotyczy wyłącznie znamion przestępstwa, okoliczności jego popełnienia oraz osoby sprawcy (art. 11 kpc), natomiast

Inne ustalenia prawomocnego skazującego wyroku karnego, wykraczające poza elementy stanu faktycznego przestępstwa, nie mają mocy wiążącej dla sądu cywilnego, nawet jeśli są zawarte w sentencji wyroku. Nie są również wiążące okoliczności powołane w uzasadnieniu wyroku. 

Natomiast w pozostałym zakresie sąd cywilny nie jest związany ustaleniami sądu karnego — dotyczy to na przykład okoliczności związanych z popełnieniem przestępstwa — i tu jego ocena i ustalenia mogą się diametralnie różnić. W szczególności sąd cywilny nie jest związany wyrokiem karnym co do wysokości szkody poniesionej przez pokrzywdzonego.

Tutaj wyrok (nadal nieprawomocny, przypominam) wychodzi z dwóch założeń:

  • przestępstwo pomówienia (art. 212 kk) dotyczy sytuacji, kiedy działanie sprawcy mogło narazić pokrzywdzonego na poniżenie w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania niezbędną do zajmowania określonego stanowiska;
  • jest to zatem przestępstwo formalne — nie musi dojść do rzeczywistego uszczerbku po stronie pokrzywdzonego, wystarczy samo zagrożenie dla dobrego imienia osoby („mogło”);
  • powód nie wykazał związku przyczynowego między korespondencją teścia do uczelni a brakiem etatu — czyli nie podołał spoczywającemu nań ciężarowi dowodu (art. 6 kc).

W rzeczywistości natomiast powód nie złożył nawet podania o udział w konkursie na stanowisko adiunkta (zrezygnował bo tak doradził mu kolega…), ba — od wielu lat niczego nie publikował, zatem jego dorobek naukowy był dość szczupły (przez co trudno było liczyć na etat uczelniany). Nawet gdyby jednak było inaczej, nie sposób przyjąć, że powód etat ten by dostał — albowiem zawsze ktoś inny mógłby się okazać lepszy.
Równocześnie pozwanemu nie można zarzucać, iżby w jakikolwiek sposób upubliczniał swoje zarzuty wobec ex-zięcia lub rozpowszechniał plotki. Było wręcz przeciwnie: listy do dziekana traktował wyłącznie jako kierowane tylko do niego (to dziekan przekazał sprawę dalej „do oceny”, nie wiadomo jednak w jaki sposób temat wypłynął), zaś samą aferę uważał za bardzo wstydliwą. Sąd przyjął także, iż teść chciał wyłącznie poprosić dziekana o „wyciszenie” powoda w konflikcie z ex-żoną — zdemontowanie sanitariatów w zamiarze uniemożliwienia wynajmowania mieszkania…

Stąd też pozwany co do zasady miał prawo kierować pisma do dziekana wydziału, na którym pracował powód i wyrażać negatywne opinie co do działalności ex-zięcia (powód musi mieć w pamięci, że ocenie podlega także jego działalność pozazawodowa) — nie miał natomiast prawa przekazywać nieprawdziwych informacji.
Taki uszczerbek sąd wycenił na 3000 złotych — czyli w 6% — w pozostałej części powództwo zostało oddalone. To oznaczało, że po rozliczeniu kosztów sprawy mają się tak, że powód zwraca pozwanemu kwotę 2037 złotych tytułem kosztów postępowania.

PS Szwagrze, jesteś dziś zaproszony do teściów na obiad? Poczytaj teściowi dzisiejsze Lege Artis, niech ma na uwadze. Teściu — przypomnij jednak szwagrowi, że nie zawsze jest tak jak się ludziom wydaje.