Wyrok TSUE: odmowa socjalu dla imigrantów to nie dyskryminacja (C-67/14)

Całkowicie na marginesie tematu napływu imigrantów do Europy (zbieram się z napisaniem felietonu — nie ma to jak dobry kij w mrowisko): dziś, czyli 15 września 2015 r. Trybunał Sprawiedliwości wydał ciekawy wyrok w sprawie emigracji zarobkowej, dyskryminacji oraz prawa do socjalu (C-67/14), który najlepiej chyba podsumować leadem z informacji prasowej:

Państwo członkowskie może wykluczyć z kręgu beneficjentów niektórych świadczeń z zakresu pomocy społecznej o charakterze nieskładkowym obywateli Unii, którzy przyjechali na terytorium tego państwa w celu poszukiwania pracy.

Spór dotyczył tego czy jest dyskryminacją wykluczenie cudzoziemców (ale obywateli EU!) z prawa do pomocy socjalnej, jeśli przyjeżdżający do innego kraju nie zamierza podjąć pracy zarobkowej, czyli na przykład nie poszukuje pracy.

Zdaniem TSUE istnieją dwa sposoby uzyskania prawa pobytu:

  • imigrant, który pracował i stracił pracę, ale zarejestrował się jako bezrobotny — zachowuje wszelkie prawa do pomocy społecznej przez kolejne 6 miesięcy;
  • przyjezdny, który nie podjął pracy albo minęło przeszło pół roku, ale pracy nadal szuka, też nie może zostać wydalony, dopóki tylko jest w stanie udowodnić, że pracy aktywnie poszukuje. Jednak w tym okresie państwo może odmówić przyznania świadczeń z pomocy społecznej — a taka odmowa nie jest dyskryminująca;
  • (poza meritum sprawy TSUE przypomniał, że wydalenie z państwa członkowskiego EU może nastąpić w przypadku gdy „osoba ta stanowi w ramach swojego pobytu nieracjonalne obciążenie dla systemu pomocy społecznej” — to jednak tylko po rozważeniu jej indywidualnej sytuacji.

Ze swojej strony — tytułem zagajenia dyskusji — mogę tylko dodać, że nawet jeśli mamy czasem wrażenie, że wyroki Trybunałów (różnych Trybunałów) zapadają pod wpływem aktualnych wydarzeń, to nie sposób uniknąć pytania: czy aby czasem nie bywa tak, że rozwiązujemy nierozwiązywalne problemy — których by nie było, gdybyśmy sami sobie ich nie narobili? Z punktu widzenia liberała oczywiście problem jest odwrócony: i nie jest nim sam napływ osób, które korzystają z najnormalniejszej na świecie wolności podróży, lecz finansowanie z podatniczej kasy socjal-benefitów (w przypadku których mnóstwo kosztuje samo ich rozdzielanie // kwalifikowanie i ustalanie prawa // weryfikowanie // łapanie nielegałów)…