Referendum 2015 w sprawie JOW i… zapomniałem…

W kontekście wczorajszego referendum — a właściwie referendów, bo we Wrocławiu mieliśmy jeszcze referendum lokalne — mogę pokusić się o najprostsze podsumowanie: tak, to można traktować jako porażkę Kukiza, można też drwić z Bronisława Komorowskiego, że nawet na koniec społeczeństwo pokazało zgrabny gest Kozakiewicza podchwyconemu pomysłowi na JOW — jednak moim zdaniem najbardziej przegranymi jesteśmy my sami.


referendum 2015

Rok 2015 zapamiętamy jako rok referendalny — a we Wrocławiu podwójnie referendalny… o ile ktokolwiek będzie pamiętał, że coś takiego jak referendum się w ogóle odbyło… (fot. Olgierd Rudak, wsz. prawa zastrzeżone — bo nieładnie wyszedłem ;-)


Truizmem będzie powtarzać za konstytucją, że to Naród jest suwerenem w Polsce, i to Naród decyduje czy chce sprawować swą suwerenną władzę bezpośrednio (w ramach demokracji bezpośredniej) czy poprzez swoich przedstawicieli. Tymczasem żenująco niska frekwencja dowodzi, że tak naprawdę nikt się niczym nie interesuje — poza narzekaniem, utyskiwaniem i obsobaczaniem — bo jeśli autentycznie można spróbować mieć jakiś wpływ na zadane tematy, to nikomu się nie chce…

W ogólności nie wierzę, żeby Polaków nie drażnił niski poziom parlamentarzystów zasiadających w ławach poselskich — tu ordynacja większościowa i jednomandatowe okręgi wyborcze skończyłyby karierę deputowanych wjeżdżających na Wiejską z minimalnym poparciem wyborców. Nie mogę też uwierzyć, żebyśmy byli aż tak zachwyceni kasą jaką partie polityczne ciągną z budżetu (i tu fatalne sformułowanie pytania na pewno nie przeszkodziło frekwencji…). No i nie wydaje mi się, żeby pasowała wszystkim zasada braku zaufania do podatnika… (To samo tyczy się mieszkańców Wrocławia, którzy pofatygowali się do urn w nieco, ale tylko nieco większej liczbie.)

PS Być może miał rację prezydent Duda próbując połączyć referendum z wyborami. Na przekroczenie magicznej bariery 50% wyborców trudno liczyć nawet przy wyborach parlamentarnych, ale zawsze byłaby większa szansa. Czy to oznacza, że w przyszłości nie powinniśmy liczyć na kolejne inicjatywy referendalne?

PS2 A może wręcz przeciwnie: trzeba się cieszyć — bo Polacy udowadniają, że nie pozwolą sobą manipulować, a już zwłaszcza rządy plebiscytowe nie mają u nas szans?

  • Robert Walczak

    To referendum według mnie było bez sensu z kilku powodów:

    – trzecie pytanie było nieaktualne już w momencie głosowania, skoro przepisy o podatkach zostały już uchwalone. Po co pytać o coś, co już jest zdecydowane….

    – drugie pytanie było wieloznaczne. „Czy jestem za utrzymaniem sposobu finansowania partii”. Jeżeli odpowiem „NIE” to co to oznacza? Tylko tyle że jestem za zmianami tego systemu. A więc równie dobrze mogę być za zwielokrotnieniem kwot przeznaczanych dla partii co roku…

    Jeżeli więc 2/3 z zadanych nam pytań było bez sensu albo wieloznaczne, to się nie dziwię że do urn poszło 8 % wyborców… Ja byłem zagłosować ale tylko z ciekawości, bez przekonania.

  • Aczkolwiek w przypadku nawet uchwalonych przepisów wynik referendum można chyba traktować jako wskazówkę na przyszłość — „proszę nie nowelizować!”

    Co do systemu finansowania partii — oczywiście, pytanie było źle zadane.

  • b52t

    Mam mieszane uczucia co do frekwencji i implikacji jakie to może wywołać. Już u nas (artykuł na lokalnych szmatławcu, to jest tabliodzie) pojawił się radnego, że taka frekwencja oznacza, że lokalny suweren uznaje, że reprezentacja przez wybranych uprzednio im wystarcza (co oczywiście można/należy czytać), że nie będzie kolejnych referendów parlamentarnych.
    Co do krajowego: było tutaj wałkowane – nie da się zmienić na JOW do senatu bez zmiany Konstytucji; pyt. 2 było wieloznaczne, a pyt. 3 było zbędne.
    Odnośnie wrocławskiego: pytania znów były tak sformułowane, że nie wiadomo co odpowiedzieć, ot pytanie z wyłączeniem z ruchu historycznego centrum Wrocławia, generalnie tak, ale powinno to oznaczać od razu napisanie np.: i budową systemu parkingów.
    To wszystko brzmi jak wytłumaczenie, ale prawda jest też taka, że nie było robione wiele, żeby poinformować o referendum, zbudować wokół tego tematów do rozmów, no poza mówieniem i pisaniem, że JOW-y to zło najgorsze.
    Frekwencja była żenująco mała. Ciekawe czy przy wyborach przekroczy 45%.
    (p.s. chociaż miałem pójść, to nie byłem zagłosować).

  • Ale co miał zrobić Naród, jeśli wprost mu powiedziano, że wynik nie jest wiążący dla nikogo bez względu na frekwencję?

  • b52t

    Oczywiście zmianę na JOW do Sejmu.
    Trudno wypowiadać się za innych, ale przeanalizowałem pytania, doszedłem do wniosku, że moja odpowiedź może oznaczać cokolwiek, nie wyłączając olanie i powiedziałem: poczekam aż zaczniecie mnie traktować poważnie. Plus, pogoda była taka, że nie chciało mi się wychodzić na rower, a to było dla mnie sine qua non głosowania (tak, taki poziom powagi prezentowałem do tego głosowania).

  • A mnie troszkę zdziwiło (i ucieszyło), że ludzie nie dali się nabrać na metro we Wrocławiu — mimo, że tylko w przyszłości.

    Natomiast jestem rozczarowany poparciem dla dużych imprez… No chyba muszę się przejechać na teren modelowego osiedla ESK 2016 i to sfotografować…

  • PS ja zaś, jak widać, do lokalu na galowo — krawat, marynara.

  • … bo po drodze do teatru mi było…

    ;-)

  • b52t

    Polecam odwiedziny w NFM, jako, że wychodzi, że muzyka to również spore zainteresowanie, to akustyka sali (głównej, bo koncercie na tej na razie byłem) jest rewelacyjna do tego stopnia, że nie polecam chodzić tam z pustym żołądkiem, bo kiszki, które będą chciały się dołączyć do grających lub śpiewających też słychać na całą salę. Do tego eleganckie wnętrza, które aż proszą się o robienie im zdjęć i są do tego bardzo, bardzo wdzięczne.

  • b52t

    Tak, z tymi imprezami miałem zagwozdkę, sporą nawet. Z Nowych Horyzontów jest wiele dobrego, masa ludzi z Europy, bardzo dobre koncerty (w tym roku Pere Ubu), ale takie ESK, które swoimi przewałkami i brakiem promocji i działań robi tylko tyle, że jest na co wydać. A tu do tego jeszcze takie generalne pytanie. A to nie łaska narzucić sobie jakiś kaganiec?

  • Adam314

    Najsmutniejsze teraz jest to, że jako naród udowodniliśmy rządzącym, że nic nam się nie chce, na niczym się nie znamy i mamy wszystko gdzieś. Postawy obywatelskiej brak.

    Teraz władza wie, że może robić co chce. Podwyższać podatki, jumać kasę z OFE, dokręcać śruby różnym grupom społecznym, wprowadzić podatek katastralny (najlepiej tylko dla przedsiębiorstw, w końcu kto będzie bronił wrednych kapitalistów) a naród przełknie i co najwyżej przełączy kanał w TV z tańca z gwiazdami na N jak Namiętność czy inny mózgoogłupiacz.

  • b52t

    Interpretacje mogą być dowolne, w tak wskazana wyżej. Z pewnością nie będzie nim: zadawajmy pytania na, które odpowiedź będzie na obligować do jednoznacznego działania.
    Ale generalnie można spokojnie uznać, że temat referendów został zamknięty na następne kilkanaście lat. W ocenie rządzących oznaczać to, które odbyło się wczoraj, że napięcia i niechęć do władzy został osłabiony. A nawet jeśli nie to będzie próba jego skanalizowania w inną stronę, na inną grupę i problem.

  • Przy 7% frekwencji to nawet szkoda czasu na poważną analizę wyników. Hasło w Wikipedii, no i może znów ciekawostka, która pójdzie w świat — „Polacy są już tacy bogaci od Złotego Pociągu, że nic nie muszą i nic się im nie chce”.

    Norweska ropa powinna zacząć tanieć (ze strachu).

  • b52t

    Jedno jest pewne hale w tatrach będą niespokojne, bo owieczek będzie co raz więcej.

  • poltiser

    Jak wiesz w historii referenda były okazją do pokazowej manipulacji, zwłaszcza jak było kilka pytań.
    Referendum jest potwierdzeniem albo odrzuceniem koncepcji, prawa lub planowanego czynu…
    Rozumiem w sytuacji ostrego i równego podziału opinii, wszyscy spodziewali by się odwołania do referendum, bo ma ono „wybrać” opcję do realizacji.
    Pytanie MUSI być jednoznaczne a wynik ostateczny i tu jest problem z obecnie zarzuconym referendum… zbyt enigmatyczne, pod publiczkę i nawet JOWy nie miały określonej koncepcji jak miałyby być zrealizowane…
    Jeśli okręgi wyborcze powstają na resztkach parafii, dawnych grup etnicznych czy kulturowych, szczepów … itd. to można by było widzieć w nich naturalną kontynuację reprezentacji takiej tradycyjnej grupy, inaczej, jako twory „sztuczne”, ułatwiają „ustawianie” głosujących, którego mistrzem był ponoć de Gaulle.
    W Polsce zmodyfikowane JOWy, może by się i przyjęły, ale nie oparte o nieokreślone wyraźnie zasady i gwarancje dla jednostek i mniejszości, mogą stać się łatwo narzędziem do rugowania innowierców, jak dawniej, czy nie o to chodzi?
    Pozostałe pytania cierpią na tę samą chorobę – za dużo chciejstwa i „rynkowego gaworzenia” (jak u Stańczyka) a za mało profesjonalnej troski o gospodarkę, sąsiedztwo i praworządność.

    Nie rezygnujmy z instytucji referendum! Używajmy narzędzi zgodnie z instrukcją.

    Pozdrawiam.

  • No ale gdyby pytanie o JOW miało od razu rozstrzygać sposób podziału okręgów — a może nawet mapkę — to musielibyśmy głosować nad zatwierdzeniem konkretnej ordynacji wyborczej…

  • Polecam ciekawy komentarz Jacka Sierpińskiego:

    http://sierp.libertarianizm.pl/?p=1334

  • poltiser

    właśnie – inaczej jest to zgoda na niedookreśloną rzeczywistość…

  • Wyobrażasz sobie pytanie, którego treść obejmuje całą ustawę?

  • poltiser

    tak brzmiało pytanie o przystąpienie do EU – skomplikowane zależności – wszyscy wiedzieli o co chodzi – inaczej to nie ma dla mnie żadnego sensu.

    Nie „praktyczna” strona pytania się liczy ale zorientowanie wyborców w tym o czym decydują.

    Wybór powinien zostać sprowadzony do tak albo nie – inaczej referendum przestaje być referendum a zaczyna przypominać coś innego…

  • > tak brzmiało pytanie o przystąpienie do EU – skomplikowane zależności

    Pytanie w referendum z czerwca 2003 r. brzmiało „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?” Skomplikowane zależności są w samej EU, ale pytanie nie pozwalało na rozwianie wątpliwości wielu osób, które na pewno je miały (jaka to Unia, jak będzie się zmieniała, etc.).

  • b52t

    To dość absurdalne, żeby w pytaniu o referendum rozstrzygać o takiej kwestii. To znaczy to jest możliwe, ale pod warunkiem, że 1) każdy wyborca dostanie uprzednio na swój adres zgodny z danymi posiadanymi przez P/O KW projekt ustawy wraz z załącznikami albo 2) głosowanie będzie trwało jakiś tydzień tak, żeby każdy przed oddaniem głosu mógł się zapoznać z tymi dokumentami.
    Idea brzmi szlachetnie, ale to chyba nie jest nigdzie stosowane. Oczywiście nie oznacza to, że nie można być w awangardzie, ale to znacznie podwyższałoby koszty referenda.

  • Można jeszcze podzielić referendum na poszczególne — rozdziały a nawet artykuły. I w ten sposób ustalać treść ustawy.

    Gorzej gdyby skończyło się sprzecznościami :)

  • b52t

    Kot Klara suma interpretuje jako tuńczyka, ale tak, czy inaczej będzie on dla niej. ;)

  • MR

    W świetle frekwencji spór o pytania jest nieistotny. Aż żal dupę ściska.

  • I bardzo dobrze się stało, w końcu Naród pokazał, co myśli o Komorowskim, jego koszmarnych rządach i jego „łaskawym” referendum. Też nie byłam, bo i po co? Na wybory pojde, zeby ta zlodziejska PO nie wygrała, ale na wymuszone referendum nie będą mnie zaganiać jak barana.

  • Najgorsze jest to, że chyba nie da się odwracać kota ogonem — mówiąc, że gdyby pytania były prostsze, to może frekwencja byłaby lepsza…

  • b52t

    To nie był egzami, żeby pytania musiały być łatwe, chodziło o przejżystość i jasne implikacje wynikające z odpowiedzi na nie. To znaczy teraz te są – będzie po staremu. ;)

  • MR

    Cały czas ściska…

  • Nie wiem, co konkretnie Cię tam ściska, ale lepiej idź do lekarza. To może być refluks żołądka.