Rozporządzenie o żywności w szkołach

Całkowicie informacyjnie i na marginesie (acz także edukacyjnie): dokładnie dziś, 1 września 2015 r. wchodzi w życie rozporządzenie o żywności w szkołach, które ponoć można skwitować bon-motem „takie będzie młodzieży zdrowie, jakie jej żywienie”. Ściśle rzecz ujmując chodzi o Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 26 sierpnia 2015 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach (Dz.U. z 2015 r. poz. 1256).


Rozporządzenie o żywności w szkołach

Rozporządzenie o żywności w szkołach określa jaka zdrowa żywność może być sprzedawana w sklepikach szkolnych i podawana w stołówkach (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rozporządzenie określa:

W ogólności rzuca się w oczy nacisk na tzw. zdrową żywność w sklepikach szkolnych: jak pieczywo to razowe lub pełnoziarniste, jak warzywa i owoce to surowe lub przetworzone, ale z niewielką ilością soli, jak mleko, kefir i jogurt, to bez substancji słodzących (mnie by smakowało, ale nie wiem czy młode pokolenia to lubią?). Soki owocowe i warzywne w opakowaniach nie większych niż 0,33 litra (dlaczego?). Jak herbata to słodzona tylko miodem pszczelim (to samo napary owocowe i kawa zbożowa). Jeszcze poważniej wyglądają wymogi odnoszące się do posiłków serwowanych w szkolnych stołówkach (porcja ryby co najmniej raz w tygodniu). Zero słodyczy.

Generalnie dość trudno krytykować rozporządzenie o żywności w szkołach — z tego co się orientuję sklepiki szkolne rzeczywiście pełne (są? były?) nieprawdopodobnego chłamu, z drugiej strony tzw. społeczne koszty chorób związanych z otyłością i co tam jeszcze może się przyplątać są niemałe (to istotne zwłaszcza w systemie gdzie obywatel-niewolnik dostaje od państwa-właściciela darmowe ochłapy w rodzaju bezpłatnej opieki zdrowotnej etc.).

Dziwi natomiast to, że rozporządzenie o zdrowej żywności w szkolnictwie opublikowano dopiero kilka dni temu (samo rozporządzenie ma datę 26 sierpnia 2015 r., zaś Dziennik Ustaw ukazał się w dniu 28 sierpnia 2015 r.), co właściwie może dość skutecznie utrudnić stosowanie się do wymogów już od pierwszego dnia obowiązywania przepisów. Takie regulacje naprawdę powinny być znane zainteresowanym osobom wystarczająco wcześnie, tak, by można było się sensownie przygotować z dostarczaniem wymaganych produktów żywnościowych do szkół.

Treść rozporządzenia o tym co można sprzedawać w sklepikach szkolnych można pobrać stąd.

65 comments for “Rozporządzenie o żywności w szkołach

  1. Proto
    1 września 2015 at 17:52

    Takie regulacje naprawdę powinny być znane zainteresowanym osobom wystarczająco wcześnie

    Czyli jakieś 25 lat temu?

    • 1 września 2015 at 21:26

      Bo ja wiem. Minimum cywilizowanego vacatio legis to 14 dni aczkolwiek osobiście uważam, że powinno być konstytucyjnie 3 miesiące (dłużej dla ustaw, bardzo długo dla ustaw podatkowych, wyborczych, i jeszcze paru innych rodzajów).

      • sjs
        1 września 2015 at 21:37

        Nie takie rzeczy były publikowane nawet parę tygodni po dacie wejścia w życie. Niech sklepikarze nie narzekają, że mają tylko kilka dni na dostosowanie się do nowych przepisów. ;)

        • 1 września 2015 at 21:51

          Oczywiście — mój ukochany przykład to tzw. „ustawa 203” — i genialny wyrok TK dotyczący jej :)

      • Proto
        2 września 2015 at 18:44

        Miałem na myśli fakt, że regulacje dotyczące obrotu żywnością w szkole powinny być uchwalone w 89, najpóźniej w 90 roku.

  2. ajax
    1 września 2015 at 19:25

    „bezpłatnej opieki zdrowotnej” – Olgierdzie – Twoje słowa to 3-cia prawda wg ks. Tischnera, tego to nigdzie na świecie nie ma. A w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej to już w żadnym wypadku. ZWTP i/lub NDO :-)

    • 1 września 2015 at 21:25

      Oczywiście zabrakło tam znaczka „średnik myślnik nawias” — wiadomo, że owa bezpłatność to kolejne słowo wytrych, ale wiadomo, że jak piszę o polimetrii w utworach Mahavishnu Orchestra, to nie zaczynam od omawiania nutek ;-)

      • ajax
        6 września 2015 at 14:55

        Zgoda co do nutek. Natomiast w kwestii „bezpłatności” czy „darmowości” opieki medycznej nasze ogłupiałe społeczeństwo karmione bzdurami medialnymi „wie inaczej”. A pismacy i politrucy przyswoili sobie lekcję nieświętej pamięci pewnego tfu doktora – niejakiego Josepha G [piii – anonimizacja]: „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” i z powodzeniem ją stosują. Zresztą nie tylko w tej materii

        • 6 września 2015 at 15:13

          Czyli mowa tu nie tyle o bezpłatności ile bezpłodności — „intelektuologicznej” ;-)

  3. Mike
    1 września 2015 at 19:53

    wyczuwam pewne odchylenie lewicowe w tym tekście… :/

    te tzw. społeczne koszty chorób to bujda związana z problemami bohatersko zwalczanymi w socjalizmie, a nie znanymi w normalnym ustroju…

    po prostu państwo stanowi co niewolnicze dzieci mogą miec dostępne w sklepikach… a że mają faktycznie chłam to zupełnie inna sprawa i związana raczej z wychowaniem niż z czymkolwiek innym -> brak popytu = wycięcie chłamu ze sklepików. A tak to dziecięcia będą uciekać z placów do sąsiedniego spożywczaka, aby tam nabyć chłamskie żarcie.

    • 1 września 2015 at 21:19

      Może i odchylenie — nigdy się nie przyznawałem do ortodoksji, nie zapisywałem się do żadnego zakonu :)
      Te koszty społeczne rzeczywiście istnieją. Pomijam dodatkowe wydatki na tzw. uspołecznioną medycynę, ale dochodzi jeszcze wcale nie pozaekonomiczny koszt utrzymania się przez społeczeństwo, gdzie otyłość i choroby z nią związane trapią 3/4 populacji „osób starszych” (wg innych przepisów).

      Co do wychowania… pamiętam jak ileś lat temu się mówiło, że musi przyjść pierwsze pokolenie nieznające komuny, to się parę rzeczy zmieni. I co? I nadal syf i śmiecenie (bo to nie moje), natomiast samochodami wpierdzielają się bardziej nawet (pewnie dlatego, że wówczas nie było tylu aut, a i paliwo reglamentowane).

    • b52t
      2 września 2015 at 08:53

      Wyczuwam zaślepienie ideologiczne i brak racjonalnego myślenia.
      Jeśli nie widać efektów takiego a nie innego jedzenia, połączonego z brakiem ruchu, wśród młodzieży i osób młodszych i starszych, to może to oznaczać, że są pewne problemy z percepcją, czy też zwyczajnie z brakiem zwracania uwagi na to co się dzieje dookoła.
      Nasz „ciemiężca” próbował prowadzić akcje społeczne mające na celu przekonanie do ruchu i zmiany nawyków żywieniowych – rezultat znany. Jeśli więc nie to, a przecież akcje były również skierowane do rodziców, to działania drastyczne. Czy dzieciaki mogą chodzić do sklepów obok? Tak pewnie tak się dział. Tak jak i wcześniej chodziło się do takich sklepów, bo w tych szkolnych towary były zwyczajnie za drogie. ;)

      • 2 września 2015 at 09:21

        A mówiąc prościej: świat realny jest taki, że koszty leczenia finansuje się z „naszej wspólnej” kiesy, więc JA JAKO SPONSOR chciałbym też mieć coś do powiedzenia.

        Ale faktycznie, świat idealny byłby taki, że — zrobiłeś sobie krzywdę — płać za lekarza i pielęgniareczkę w Davos z własnej kieszeni.

        • b52t
          2 września 2015 at 09:59

          Tak, idealnie, powinno być, palisz – płać więcej; pijesz – płać więcej, etc. No, ale dziwne to się nie uda, bo mamy uspołecznione ubezpieczenia zdrowotne i społeczne, którego OWU to ustawy połączone z brakiem elastyczności i realności. Ciekawe czy wynika z interpretacji zapisów Konstytucji, czy pogodzeniem się z realami wynikającymi z koniecznością weryfikacji oświadczeń.

          • 2 września 2015 at 12:59

            Idealnie to by było: rób co chcesz, płać ile chcesz :)

            Dawno nie pisałem niczego o narkotykach :)

            • b52t
              2 września 2015 at 14:00

              „Czy marihuana jest z konopi? Nie sądzę.”

              • 2 września 2015 at 14:24

                Z marchewki ;-)

              • b52t
                2 września 2015 at 14:45

                Cytuję przyszłego premiera (zza pleców), a tu jakieś żarciki.

            • shu
              2 września 2015 at 15:20

              Jeśli chodzi o tego typu zakazy/nakazy to budzą one raczej mój niesmak niż sprzeciw. Są głupio lewackie i niewiele zmieniają.
              Kiedy jednak słucham o kosztach leczenia otyłych, palaczy czy innych ludzi nieuznających zdrowego trybu życia to mam ochotę tłuc łbem o ścianę.
              Weźmy dwóch statystycznych ludzi – sportowca i palacza.
              Jeden i drugi większość pieniędzy na leczenie wyda w ciągu ostatnich 6 miesięcy życia. Tylko palacz (statystycznie) zrobi to zaraz po przejściu na emeryturę a sportowiec w wieku stu lat. W dodatku leczenie artretyzmu, raka kości czy Alzheimera nie będzie tańsze niż leczenie raka płuc. Rozumiem i w jestem w stanie zaakceptować przepisy chroniące moje zdrowie i życie (chociaż mi się nie podobają), bo taka jest ludzka natura. Chcemy żyć w bezpiecznym świecie a ponieważ jest to niemożliwe, więc uspokajamy swoje sumienie wprowadzając obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa, zakazy palenia itp. Jednak dorabianie do tego uzasadnienia ekonomicznego to strasznie prymitywna manipulacja. Dla państwa byłoby najlepiej gdybyśmy się przekręcili jak tylko przestaniemy zarabiać, płacić podatki i ubezpieczenia. Koszty społeczne generują długowieczni. Dopóki górnicy umierali na pylicę w wieku czterdziestu lat systemy emerytalne funkcjonowały całkiem nieźle.
              Shu

              • 2 września 2015 at 16:05

                Rzecz w tym, że gdyby dziś ludzie zaczęli umierać na otłuszczenie żył, otyłość, podagrę, i inne takie, zaraz podniósłby się lament — że mamy 21 wiek, medycyna umie serce przeszczepiać, a człowiek umiera na to samo, na co umierał w 15 wieku.

                Dodam, że tu mówimy o dzieciach. A tak jak uważam, że każdy dorosły powinien mieć prawo zakąszać wódkę kokainą — tak dzieci powinny być zdecydowanie chronione przed pewnymi sprawami.

                Jak papa i mutter chcą karmić go czipsami o smaku kokakoli, to jego smutny los w ich rękach. Ale poza tym gówniarz nie powinien mieć wyboru :)

              • b52t
                2 września 2015 at 17:33

                Dokładnie i w całości popieram argumentację.
                A tak, statystyki pokazują, że ludzie istotnie genrują najwięcej kosztów leczenia w ciągu ostatnich dwóch lat swojego życia, a większość z tego w ciągu ostatnich 6 miesięcy.

        • Mike
          2 września 2015 at 21:21

          Sponsor? A to dobry żart.
          Co gorsza ludzie w to wierzą. :/

          Otóż pieniądze zabrane ludkom pod postacią składek, podatków czy opłat na to i owo, sa wydawane (marnowane) na cokolwiek, więc nie ma żadnej różnicy czy akurat przypadnie Tobie zrabowana część na leczenie jakiegoś raka czy na firmę krewnego królika przy okazji przetargu. Ty nie masz nad tym najmniejszej kontroli, więc nijak nie jesteś w stanie być sponsorem.

          A jeśli chciałbyś jak deklarujesz mieć coś do powiedzenia, to powinieneś oczywiście popierać likwidację tej obłudnej państwowej „służby zdrowia”.

          • 3 września 2015 at 08:28

            > A jeśli chciałbyś jak deklarujesz mieć coś do powiedzenia, to powinieneś oczywiście popierać likwidację tej obłudnej państwowej „służby zdrowia”.

            Popieram.
            Natomiast już się wyleczyłem z postawy „albo 100% albo wypad”. Więc dopóki wiem, że mogę sobie popierać cokolwiek, ale to co mogę osiągnąć to najwyżej 10% — będę próbował.

      • Mike
        2 września 2015 at 21:14

        Na szczęście najlepsiejsze są tzw. kary naturalne czyli po ludzku mówiąc konsekwencje ludzkich wyborów. Jeśli grubasy statystycznie żyją krócej i więcej chorują, a ktoś tego nie zauważa albo ignoruje i się do takiego stanu doprowadza to sam ma problem.
        Ustawa do tego nijak nie jest potrzebna, jest wręcz szkodliwa. Po pierwsze zakazany owoc lepiej smakuje, po drugie da się to obejść co rodzi brak szacunku do prawa jako takiego w ogóle. Jedyna korzyść(?) to, że dziecię nie przepłaci w sklepiku tylko kupi po drodze do szkoły i więcej niż by kupiło w sklepiku, bo zapłaci mniej.

        Tym samym ustawa jest jak zwykle kretyńska, bo efekt będzie jak zwykle w przypadku zakazów odwrotny od deklarowanego.
        Ale tak to jest jak się chce koniecznie wszystko regulować na siłę.

        • sjs
          2 września 2015 at 21:30

          Szkoły, w większości, są publiczne i chodzi o to by przez swoją działalność, lub działalność na swoim terenie, nie zwiększały problemu z nadwagą i otyłością u dzieci. W woj. mazowieckim to jest już problem 1/3 uczniów.

          Trochę trudno zresztą u kilkulatków wymagać odpowiedzialności w tym względzie, szczególnie że dorośli za dobrego przykładu nie dają.

          • Mike
            2 września 2015 at 21:45

            Najwyraźniej musi przyjść pokolenie grubasów, aby następne wróciło do normy. Na siłę się takich rzeczy nie zmieni.

            Jedyny efekt moim zdaniem to likwidacja sklepików w ogóle. Choć oczywiście wszyscy rodzice na zebraniach szkolnych deklarują jak to chcą zdrowego żywienia…. tyle, że nic z tego nie wynika, bo dzieci zamiast kanapek i jabłka dostają pieniądze.

            Tylko brak popytu na chłamowe żarcie spowoduje jego zniknięcie z oferty… ustawa co najwyżej zmieni przepływ pieniądza gdzie indziej.

            • 3 września 2015 at 08:26

              > Najwyraźniej musi przyjść pokolenie grubasów, aby następne wróciło do normy. Na siłę się takich rzeczy nie zmieni.

              Pewnie się powtarzam, ale pamiętam jak ćwierć wieku temu się mówiło, że pewne zachowania znikną jeśli „przyjdzie nowe pokolenie, nie pamiętające komuny”.
              Pokolenie przyszło, zachowuje się tak samo komunistycznie.

        • b52t
          3 września 2015 at 08:55

          Problemem pozostaje fakt leczenia, a takie działanie to profilaktyka. Jeśli nie pomogło mówienie i przekonywanie, to trzeba działać tak. Jeśli rodzice będą głupi i nie będzie im się chciało poświęcić 10 minut na zrobienie dziecku kanapki, a wcześniej sami nie będą dawać dzieciom wzorów do naśladowania w tym względzie, to oczywiście nic się nie osiągnie, ale jeśli takie działanie zmieni (z musu) sposób jedzenie i będą dzieciaki jadły mniej badziewnego jedzenia, to popieram to.
          Świat zero-jedynkowy istnieje jedynie w informatyce i logice formalnej.

          • Mike
            3 września 2015 at 18:36

            To tylko różnica w kwestii podejścia… Twoje jest totalistyczne – czyli popieranie wrzucania wszystkich do jednego wora i regulacja co ma być a czego nie w szkolnym sklepiku. Moje jest indywidualistyczne… jeśli rodzice są na tyle głupi to trudno… mogę przekonywać, ale nie będę im zakazywał. Jak ktoś chce swoje dzieci karmić byle czym to poniesie on i jego dziecko konsekwencje… albo i nie… A po wyjściu z domu człowiek dba o siebie sam, więc zawsze coś może zmienić.. o ile zechce.

            To nie ma nic wspólnego z zerojedynkowością.

            • b52t
              3 września 2015 at 21:27

              Nie można karać mniej świadomych i mniej myślących o długoterminowych skutkach za tych, którzy wiedzę i świadomość mieć powinni.
              Nie można przerzucać na wszystkich winy za działania ludzi głupich.

  4. Adam314
    1 września 2015 at 20:59

    Porcja ryby… czyli wegetariańskie dzieci mają głodować.

    • Mike
      2 września 2015 at 21:25

      Może zjeść ziemniaki z surówką…. wielkie mi mecyje.

      Jak pamiętam z zamierzchłych czasów, to kiedy uczeń prosił aby mu Pani czegoś nie nakładała, to nie było z tym żadnego problemu.

    • sjs
      2 września 2015 at 21:30

      Lepiej żeby codziennie było udko kurczaka.

  5. Robal
    1 września 2015 at 22:13

    Ciekawe jak daleko jeszcze się posuną aby upodlić ludzi…
    I która firma dała łapówkę za umieszczenie w rozporządzeniu definicji zdrowego ketchupu, który przypadkiem właśnie produkuje…
    Swoją drogą to dobry sposób na zohydzenie zdrowego jedzenia poprzez przymus.

    • sjs
      1 września 2015 at 22:22

      Nie przesadzajmy, nie ma przecież przymusu korzystania ze szkolnych sklepików. Natomiast dzieciom dobrze zrobi zmiana przyzwyczajeń żywieniowych. Pytanie tylko czy sklepiki to wytrzymają, czy padną, bo dzieciaki zaopatrzą się w śmieciowe żarcie poza szkołą.

      • 2 września 2015 at 12:59

        Być może pojawi się czarny rynek — sklepikarze będą przemycać kontrabandę i sprzedawać spod lady: czipsy, snikersy, kokakolę.

        • sjs
          2 września 2015 at 13:16

          Myślisz, że dzieci będą pytać czy jest Poradnik Speleologiczny? ;)

          • 2 września 2015 at 13:26

            I będą przychodziły do szkoły z rezystorami wpiętymi w klapy mundurków.

            • b52t
              2 września 2015 at 13:59

              Raczej z kapslami pepsi, coca-coli czy innych.

    • sjs
      1 września 2015 at 22:27

      Ketchupów spełniających wymagania rozporządzenia jest dość sporo.

  6. Robert Walczak
    2 września 2015 at 07:41

    Czy istnieją jakiekolwiek przepisy regulujące godziny funkcjonowania szkół? W podstawówce mojego syna w pierwszej klasie każą im przychodzić na godz. 7:15 rano… z powodu przeludnienia. To powszechny problem. Uważam, że rozpoczynanie lekcji wcześniej niż o godzinie 8:00 tak jak to jest od wieków, narusza prawa człowieka….

    • 2 września 2015 at 08:34

      Że ja w podstawówce nie słyszałem o prawach człowieka!

      BTW przeludnienie — a szkoły likwidują bo mało dzieci? Wszystko da się uzasadnić, czymkolwiek….

      • b52t
        2 września 2015 at 08:57

        To jest najbardziej irytujące, mogą wykształcić parę roczników z dziury demograficznej jak my nie mieliśmy możliwości, dając im warunki i sposobność do rzetelnej uwagi ze strony nauczycieli, to w ślepym i krótkotrwałym cięciu kosztów będą im fundować, to co nam i to jeszcze przy permanentnym równaniu w dół i obniżaniu poziomu. Eh.

        • 2 września 2015 at 09:15

          Kasa misiu kasa :)

          • b52t
            2 września 2015 at 10:00

            Tak, wiem, właśnie to napisałem, tylko to krótkoterminowe oszczędności, które przyniosą długoterminowe straty.

            • Mike
              2 września 2015 at 21:32

              Nie demonizowałbym… dziecięcia i tak się uczą na siłę mnóstwa niepotrzebnych pierdół – no może przydają się do „1 z 10”; więc nie ma specjalnie różnicy.

              • b52t
                3 września 2015 at 09:14

                Nie demonizował czego? Przeludnienia w klasach, nauczyciela, który musi poświęcać czas na 32 dziecki zamian na 18-22? Nawet kobiety nie mają takiego multi-taskingu. ;)

    • Mike
      2 września 2015 at 21:28

      Na (nie?)szczęście mimo propagandy i deklaracji nie istnieje coś takiego jak „prawa człowieka”. Każdy ma to co sobie wywalczy. Zawsze można wysyłać dziecię na 8 i pisać mu usprawiedliwienia.

  7. 2 września 2015 at 18:56

    To tak, jeżeli ma się do czynienia z humanistami…
    Działanie powinno mieć określony cel: np. obniżenie wagi klasy szkolnej (jako suma wag uczniów) o 10% w ciągu 5 lat, czy też zmniejszenie ilości dziur w zębach w klasie szkolnej o 7.66% w ciągu 3 lat.
    Ten cel można potem zweryfikować.
    Nie ma tego – to znaczy że mamy do czynienia z odpowiednikiem okadzania; komuś się *wydaje*, że będzie lepiej, bo takie jest *powszechne przekonanie*…
    BTW.
    Chleb pełnoziarnisty to całkiem nowy wynalazek, w dotychczasowej swojej historii ludzkość starannie unikała jedzenia czegoś takiego.
    W dotychczasowej historii ci, którzy jedli biały chleb żyli przeważnie dłużej i lepiej od tych, którzy jedli czarny.

    • 2 września 2015 at 20:15

      Ja może sprostuję: prawo nie jest nauką humanistyczną… ;-)

      • ajax
        4 września 2015 at 22:57

        Bez podtekstów. Naprawdę. Czysta, świeżo umyta ciekawość: Czy prawo w ogóle jest nauką? Czy raczej sumą pewnych zasad i pomysłów przyjętych jako aksjomaty itp i nazwanych prawem?
        Ja raczej stawiam na to drugie, choćby z tego powodu, że w przypadku nauki obowiązuje powtarzalność i weryfikowalność przeprowadzanego doświadczenia w kazdym zakątku naszego globu. A z prawem to tak różnie bywa. Jakoś za brak dziewictwa w trakcie nocy poślubnej prawo europejskie nie karze. A w szariacie (w końcu też prawo) kara bywa surowa
        Oczywiście żadna z tych alternatyw ani prawa jako takiego nie deprecjonuje ani nie gloryfikuje

        • 5 września 2015 at 07:15

          Nie jestem dobry w rozważaniach tak teoretycznie, ale na czuja — jest nauką, właśnie o tychże aksjomatach. Prawu (w jego pierwotnej postaci) najbliżej filozofii, a ta przecież też jest bajaniem o tym co się komuś wydaje. Plus elementy politologiczne, nauk o społeczeństwie, troszkę etyki.

          Z humanizmem kojarzy się ludziom o tyle, że prawnik posługuje się słowem. Ale można powiedzieć, że w 1/4 jest nauką ścisłą — bo jednak elementy logiki (w budowaniu norm i ich odkodowywaniu) też się pojawiają.

          • ajax
            6 września 2015 at 14:45

            dziękuje. Trochę wyjaśniło. Ale chyba nie nauką ścisłą, jak np fizyka? ;-P

            • 6 września 2015 at 15:11

              Aż tak ścisłą to raczej nie :) Fizyka traktuje m.in. o ciśnieniach, które są dość obce prawu :)

              • b52t
                7 września 2015 at 09:11

                Ciśnienia powstają w relacjach oczekiwania klineta vs możliwości (subiektywne-obiektywne i obiektywne) prawnika w danej sprawie. Cieśnienia powstają na styku organ interpretujący prawo a strona postępowania. ;)

    • Mike
      2 września 2015 at 21:34

      Ja bym nie podpowiadał, bo zaczną to wprowadzać w życie i karać rodziców, których dzieci są powyżej średniej. ;)

  8. 4 września 2015 at 14:29

    A ja mam pytanie, w jakich sklepikach to się załapuje? SP i gimnazja to OK, a szkoły średnie i technika gdzie nie koniecznie uczą się tylko dzieci i młodzież?

    A co z około oświatowymi obiektami np. międzyszkolne baseny itp?

    • 4 września 2015 at 21:10

      Sądzę, że łapie się wszystko z art. 2 ustawy o systemie oświaty, m.in. szkoły, placówki oświatowo-wychowawcze, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, młodzieżowe ośrodki wychowawcze, młodzieżowe ośrodki socjoterapii, specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze oraz specjalne ośrodki wychowawcze — ale te dla dzieci i młodzieży.

      MłMłodzież to chyba do 35 r.ż. więc jeśli młodzież uczy się w zakładzie kształcenia nauczycieli (art. 2 pkt 9) albo pracuje w bibliotece (art. 2 pkt 10), to też piwa czipsem nie zagryzie ;-)

  9. Nazwa
    14 października 2015 at 15:28

    Otyłość w rozwijających się społeczeństwach diametralnie wzrasta. Tyle się mówi o chorobach jakie temu towarzyszą, cukrzyca, zawały serca. Tylko niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego średnia długość życia w większości tych krajów wydłużyła się o 7+ lat? Debilizm ta nagonka na otyłość.

    • b52t
      14 października 2015 at 15:46

      Rozwój medycyny. Wagony pieniędzy pakowane w służbę zdrowia.
      Miażdzyca, cukrzyca, nadciśnienie, problemy ze stawami to nie są wymysły, tylko wynik.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.